Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#1 Wstęp

Opublikowany 2015/05/31

Dobry wieczór. Chciałabym na sam początek powiedzieć, że zaczynam pisać nową historię. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, zostawiajcie komentarze, żebym wiedziała czy mam to kontynuować. Zapraszam do zapoznania się z pierwszym rozdziałem.// Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Spoglądam na regał z książkami. Duży, z twardego drewna bezczynnie stoi. Zbliżam się do niego, sięgam po jedną z książek i zdmuchuję kurz. Przyglądam się jej uważnie i otwieram na przypadkowej stronie.

 Czytam w myślach pierwsze zdanie, które rzuciło mi się w oczy: " Gdyby ludzie potrafili wszystko doceniać", przerywa mi głos mojej matki dobiegający z kuchni. Odkładam książkę na swoje miejsce, otrzepuję dłonie i łapię za klamkę od drzwi mojego pokoju. Jest nieprzyjemnie zimna i przyprawiła mnie o dreszcze.

Moja mama wyłoniła się z korytarza i stanęła przede mną.

- Wrócę późno, nie czekaj na mnie.- rzuciła sucho.- Pa, muszę iść.

- Pa.- mruknęłam pod nosem i zamknęłam za nią drzwi. Odkąd moi rodzice się rozwiedli wszystko cały czas wygląda tak samo. Mama wraca późno z pracy, a ja muszę siedzieć w domu. Oczywiście nie do końca. Przeważnie większość czasu spędzam na dworze. Z ojcem nie mam w ogóle kontaktu. Raz na miesiąc zadzwoni tylko do mamy i karze jej mnie przekazać, że mnie kocha co oczywiście jest stałym tekstem zbywającym. Zerkam na wyświetlacz telefonu, który nerwowo się zapalił. Głośno wzdycham i odbieram telefon. To Nathan, mój chłopak. Jest ode mnie starszy o dwa lata jednak nie przeszkadza mi to. Jest wysoki i ma oliwkową cerę, oprócz tego jest dobrze zbudowany. Moja mama nie jest do niego przekonana, z resztą na samym początku ja również nie byłam, ale postanowiłam, że zrobię jej na złość i tak wyszło.

- Hej.- mruczę.

- Hej.- odparł.- Wychodzisz z nami na dwór?

- Z nami, masz na myśli?- zapytałam ironicznie. Zawsze ktoś musi z nami iść, nie było takiego dnia, żebym mogła spędzić go sama z Nathanem.

- Ja, ty Isabella, John...- powiedział i odkaszlnął.

- W sumie to i tak nie mam co robić.- powiedziałam.- Zejdę za pięć minut.

Zarzuciłam na siebie cieplejszą bluzę, założyłam conversy i wyszłam. Starannie zakluczyłam drzwi, ponieważ raz zdarzyło mi się ich nie zamknąć i była niezła akcja. Na koniec tego wszystkiego jeszcze zgubiłam klucze. Od tamtej pory pilnuję tego jak oka w głowie. Nie chciałabym mieć z tego powodu kolejnego szlabanu. Zbiegam po schodach i wychodzę z klatki. Przed blokiem czeka na mnie już grupka przyjaciół. Nathan podchodzi do mnie sprężystym krokiem i delikatnie przytula. Duszący smród papierosów momentalnie mnie od niego odepchnął, a dobrze wie że nienawidzę tego.

- Paliłeś?- zapytałam i zmarszczyłam brwi. Wystarczy mi, że całe dzieciństwo tata palił i wszystko co tylko bym nie chciała założyć cuchnęło dymem.

- Tak, ale tylko jednego.- spojrzałam na Isabellę, ale jej mina podpowiedziała mi abym nie drążyła tematu. Tak też zdecydowałam i chwyciłam go za dłoń, którą mi podał. Ruszyliśmy przed siebie. Przez większość drogi do naszego ulubionego miejsca, w którym spędzamy większość naszego wolnego czasu, nasłuchałam się bezsensownej dyskusji John'a i Isabelli nawet nie wiem na jaki temat, starałam się nie zwracać na nich uwagi, a skupić się na spędzeniu czasu z Nathanem. Przeszliśmy przez zniszczone ogrodzenie i usiedliśmy wokół wypalonego miejsca na ognisko. Isabella wyciągnęła z torby alkohol. Przyzwyczaiłam się do tego, ponieważ gdy często wychodzimy ich ulubionym zajęciem jest opróżnianie butelek. Jednak ja nie potrafię tego wziąć do ust. Nie rozumiem jak oni mogą to pić. Krzywię się na widok przezroczystej butelki. Po jakimś czasie jednak zauważyłam, że mój chłopak zaczyna tracić umiar. Przysiadłam się na chwilę do John'a, który mnie zawołał i zaczął mi pokazywać sztuczki za pomocą kapsla.  Nie mogłam uwierzyć, że można uzyskać tyle rzeczy ze zwykłej "nakrętki" od piwa. W pewnym momencie kątem oka dostrzegłam, że Nathan przystawia się do Isabelli. Dźwignęłam się ciężko z ziemi, podeszłam do niego i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Po czym zabrałam się do domu. Łzy zaczęły spływać strumieniami po moim policzku. Nie mogłam w to uwierzyć, że był do tego zdolny.

- Elizabeth! Zaczekaj!- zawołała Isabella. Jednak nie chciałam się zatrzymywać i podniosłam tylko dłoń w geście, że chce zostać sama. W niecałe dziesięć minut znalazłam się w domu. Wbiegłam do pokoju i głośno zapłakałam. Przed moimi oczami widziałam tylko przystawiającego się Nathana do mojej najlepszej przyjaciółki. Moja dłoń zacisnęła się w pięść i z całej siły uderzyłam w biurko. Zwaliłam książki, które na nim leżały i usiadłam na ziemi opierając się plecami o ścianę. Złapałam się dłońmi za głowę i pozwoliłam moim myślą płynąć.

Moje życie to paranoja. Chciałabym coś w nim zmienić tylko nawet nie wiem jak. Chciałabym cudu, żeby ktoś zabrał mnie z tego brudnego świata. Jednak nie wiem jak mogę sama sobie pomóc. Podnoszę się i sięgam po książkę, za którą niedawno złapałam. Zerkam na tytuł książki, ale nie mogę go odczytać. Okładka jest tak stara, że rozpada mi się w dłoniach. A na kolejnej stronie jest tylko data produkcji. Postanowiłam, że jutro się za nią zabiorę. W głowię dźwięczy mi to jedno zdanie :" Gdyby ludzie potrafiliby wszystko doceniać". No właśnie, co by było gdyby ludzie umieliby wszystko docenić...