Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#3 Czas Wyjaśnień

Opublikowany 2015/06/29

Witam witam, nareszcie wakacje, straszne upały u mnie! Mam nadzieję, że u was też :) Ale do rzeczy chciałabym zadedykować ten rozdział mojej pani polonistce, ponieważ ukończyłam już gimnazjum i wiem, że na pewno to teraz czyta. Chcę żeby wiedziała, że jej bardzo za to wszystko co dla mnie zrobiła dziękuję i nigdy jej nie zapomnę :) Zapraszam do czytania i komentowania!!!!// Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dyrektor wskazuje nam ręką na przeciwko biurka miejsca, na których mamy siąść. Zaczęłam się ukradkiem rozglądać po gabinecie. Na ścianie za dyrektorem wisiały różne dyplomy dla szkoły zdobyte przez sportowców jak i tych osób mądrzejszych.  Kątem oka spojrzałam na Alice, która nerwowo ściska książkę w swojej dłoni.

-No więc.- zaczął dyrektor.- Co jest powodem całego zamieszania?

-Panie dyrektorze to nie jest wina Elizabeth.- wypaliła szybko Alice.- To nie o nią chodzi. Proszę ją wypuścić.

- Na pewno nie. Z tego co widziałem to wy się biłyście.- dyrektor zmarszczył brwi i otworzył nasze dzienniki. Zaczął przeglądać po kolei każde strony. Serce zaczęło mi szybciej bić, wiem co to oznacza.- W takim razie i tak muszę powiadomić waszych rodziców.

-Nie proszę...- mruknęła Alice, ale obie dobrze wiemy, że to nic nie da. Niestety nasz dyrektor jest ponad to konsekwentny.- To nie była Elizabeth, ona po prostu chciała przerwać...

- Przerwać co?- zapytał.

- No, bójkę...- Alice popada w co raz większe zakłopotanie. Broni mnie cały czas, a ja tylko siedzę i bezmyślnie patrze w ścianę. Przecież nawet jej nie znam, podpowiadają mi moje myśli, a ona mi pomaga.

- Yyyy. No tak rzeczywiście proszę pana. To nie ja zaczęłam.- powiedziałam na samoobronę. Nie mogłabym być teraz uziemiona do końca miesiąca. Na tą myśl się wzdrygam.

- Właśnie. To była Isabella.- rzuciła krótko, a ja poczułam, że włosy zaczęły mi się jeżyć. A co jeżeli wyda się teraz, że to Isa? A co jeżeli wszystko to będzie moja wina? O nie, nawet nie chcę o tym myśleć. Co prawda jestem na nią wściekła, ale to moja przyjaciółka.

- Panno Elvares?- Nienawidzę jak ktoś mówi do mnie po nazwisku. Zmarszczyłam brwi i poprawiłam się na siedzeniu. Przetarłam dłonie o spodnie i wzięłam głęboki wdech.

- No, yyy.. Znaczy tak. To była Isabella.

- Dobrze, w takim razie.- kontynuował dyrektor.- Ze względu na to, że to was złapałem na szarpaninie to obie będziecie musiały zostawać po lekcjach i pomagać paniom sprzątającym. A z Isabellą to ja jeszcze porozmawiam. Z resztą i tak wszystko zarejestrowały kamery, więc nie musicie się martwić, wiem jak było. Nie powiadomię waszych rodziców ze względu na to, że to wasze pierwsze i mam nadzieję ostatnie wybryki. Możecie iść.

Poczułam jak kamień spada mi z serca. Od razu podniosłam się z krzesła wykrztuszając z siebie krótkie do widzenia i wyszłam.

-Ale kicha.- rzekła Alice. Szła równym krokiem obok mnie. Ściągnęła torbę z ramienia i zaczęła w niej szperać. Zbliżałyśmy się do szafek szkolnych, więc zapewne szuka kluczyka. Po chwili wyciągnęła go i podeszła do jednej z nich. Zaczęłam się jej nieufnie przyglądać. Po otworzeniu szafki ujrzałam stos książek, który w niej jest. Otworzyłam szeroko oczy i powiedziałam.

- Ty to wszystko czytasz?

- No tak. Znaczy większość muszę już odnieść do biblioteki. A ty nie czytasz?- zapytała i spojrzała na mnie przez ramię.

- Yyy.. nie bardzo.- mruknęłam i wzruszyłam ramionami.- Na samą myśl czytania mnie mdli. Po prostu wydaje się to nudne. Nie wiem jak wy możecie czytać. Ja nawet podręcznika z biologi nie potrafię porządnie otworzyć, a dopiero takiej książki.- Przypomniała mi się książka z mojej półki. Rzeczywiście obrałam za cel ją przeczytać, ale jak widać kiepsko mi to idzie. Zauważyłam, że Alice zaczęła na mnie patrzeć jak na jakiegoś dziwaka. Tak samo jak my patrzymy na nich. Roześmiałam się cicho, a ona razem ze mną.

- Nie prawda. Uwierz mi, takie czytanie uzależnia. Szczególnie jak trafisz na dobrą książkę. Chcesz jedną? Może chociaż spróbuj.- wyciągnęła książkę w niebieskiej okładce i podała mi ją.

- Dziękuję, postaram się ale nic nie obiecuję.- odparłam i schowałam ją do torby.

- Spoko. Nie musisz obiecywać. Ja to wiem.- mrugnęła do mnie i zamknęła szafkę.- Okej, więc widzimy się jutro.

- No... I to w nie najlepszym miejscu. W dyżurce. No dobra to do jutra.- odwróciłam się do niej plecami i ruszyłam powolnie do przodu. W szkole panuje dosłownie idealna cisza. Patrzę jeszcze raz w stronę długiego korytarza i wychodzę ze szkoły. Zerkam na zegarek. Niech to szlag, jest siedemnasta dwadzieścia siedem.  Do autobusu pod mój dom mam tylko pięć minut. Rzuciłam się w wir biegu do pobliskiego przystanku. Mój oddech gwałtownie przyśpiesza, wiem że to są konsekwencje nie ćwiczenia na wychowaniu fizycznym. Zdążysz, zdążysz, zaczęłam sobie powtarzać. Autobus właśnie zaczął zmierzać do przystanku do którego udało mi się na szczęście dobiec. Zatrzymałam się i zaczęłam głośno oddychać. Serce zaczęło się uspokajać, a ja wyprostowałam się i poprawiłam torbę. Ukradkiem na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

Przeszłam przez próg mieszkania i ściągnęłam z siebie torbę. Zsunęłam z nóg conversy i weszłam do kuchni. Jest trochę zbyt duża jak dla mnie i ma wyspę na środku co czasami przeszkadza w szybszym poruszaniu się, na przykład jak spóźniam się na autobus. Nalałam wody do czajnika i położyłam na włączoną kuchenkę. W tym samym momencie zaczął dzwonić mój telefon. Zbladłam na widok wyświetlającego się zdjęcia Isabelli na małym ekranie, ale po chwili zaczęła gromadzić się we mnie złość.

- Halo.- rzucam gniewnie.

- Eli? Ja wiem, przepraszam! Strasznie głupio wyszło. Przepraszam! Nie miałam jak Ci nawet pomóc!- powiedziała niewinnie do słuchawki.

- No jasne. Wystarczyło nie uciekać jak tchórz i nie zostawiać mnie samej!- wrzasnęłam.

- No przepraszam. Tak wyszło. Nie martw się ta kretynka oberwie za swoje. Nic ci nie zrobiła?- zapytała jak gdyby nigdy nic.

- Ty chyba sobie kpisz. Ona już jest bardziej normalna jak ty. Jak mogłaś mi to zrobić? Jesteś żałosna jak ten cały twój John. Wiesz co? Nie wiem czy to czasami nie ty się przystawiałaś do Nathana. Daj mi spokój.- rozłączyłam się, co zapoczątkowało dobijaniem się przez moją "przyjaciółkę" na telefon. Wyłączyłam dźwięki i usiadłam na krześle. Bezwładnie położyłam głowę na stole. Łzy ponownie zaczęły uchodzić z moich oczu. Spojrzałam na torbę, leżącą w korytarzu i przypomniała mi się książka, którą pożyczyła mi Alice. W sumie nie mam nic lepszego do roboty. Podniosłam się mozolnie, przetarłam łzy i sięgnęłam po torbę. Złapałam książkę w dłoń i otworzyłam na pierwszej stronie. Czajnik dał mi znać, że woda się zagotowała, więc zaparzyłam herbatę. Przeszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Coś czuję, że czeka mnie długi i interesujący wieczór.