Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#4 Nowa Codzienność

Opublikowany 2015/08/08

Długo nie było z tego notki więc dzisiaj zapraszam do czytania dalszego ciągu tego opowiadania :) Oraz zachęcam do czytania mojej nowej kontynuacji „Papierowych Miast”. Proszę o zostawienie po sobie komentarza :) //Nszarynska

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Głośny dźwięk mojego telefonu wybudza mnie z twardego snu co ostatecznie oznacza, że budzik już nie pozwoli mi więcej zasnąć.

Otwieram szeroko oczy i wpatruję się w sufit. Zerkam na zegarek i orientuję się, że jest dosyć wcześnie, a mi udało się obudzić od razu, niezły postęp. Nagłe wspomnienie pięknego snu, który oczywiście jest dobrą bajką, na moje nieszczęście runął jak domek z kart. Podnoszę się z łóżka i wiąże włosy w kitkę, zanim je rozczeszę zdąży upłynąć jeszcze kilka minut, chciałabym ich nie zmarnować, ponieważ rzadko tak wcześnie wstaję. Odkładam książkę od Alice na biurko, ponieważ w nocy chyba musiałam przysnąć czytając ją i upadła mi na ziemię. Książka wciągnęła mnie na tyle, że jak zwykle nie przepakowałam prac na jutro pozadawanych i ich nie odrobiłam. Mama mnie zabije, jak pójdzie na wywiadówkę.

Biorę torbę szkolną szybko przerzucam niepotrzebne książki na bok i resztę pakuję z powrotem. Dzisiaj na przystanek chyba pójdę sama, ale to na szczęście dopiero za dwadzieścia minut. Przechodzę przez korytarz i wchodzę do kuchni. Na stole co raz częściej widuję tylko kartki z rzeczami, które mam wykonać po szkole. Mama jeszcze więcej pracuje, mniej czasu poświęcamy dla siebie. Chciałabym, żeby chociaż tata zaczął zwracać na mnie uwagę, ale niestety tak się nie stanie, ponieważ porzucił nas jak byłam mała dla „pracy” jak twierdził, jednak wiadomo co kryje się za słowem praca. Zazdroszczę większości osób w szkole obojgu rodziców. Aczkolwiek nie przebywanie z nimi i posiadanie wolnej ręki też jest na swój sposób ciekawe, do czasu...

Robię sobie kanapki do szkoły, bo dzisiaj czeka mnie nudny dzień pomagania paniom sprzątającym w szkole. Biorę kilka dolarów, które mama zostawiła mi obok kartki. Odgryzam kawałek kanapki i zbieram się do wyjścia. Zakładam czarne trampki, przerzucam torbę przez ramię, włączam muzykę w ipodzie i wychodzę z domu.

  W drodze na przystanek rozmyślam o książce, którą pożyczyła mi Alice. Zapowiada się ciekawie, a książka jest podobna do filmów romantycznych do których już przywykłam oglądać w piątkowe wieczory.  Dzisiejsza pogoda jest okropna, zachmurzone niebo wskazuje, że może padać, chociaż nie koniecznie. Zbliżam się do przystanku i zauważam, że jest już Isabella. Spojrzała się w moją stronę, chyba chciała coś powiedzieć, ale ja nie chcę z nią rozmawiać i odwróciłam się do niej plecami. Od razu jak podjechał autobus, zaczęłam przepychać się do jakiegoś innego miejsca. Dwa przystanki dalej, do autobusu wsiadła Alice. Nigdy nie zwracałam na nią uwagi i nie wiedziałam, że mieszka dosyć blisko mnie. Pomachała mi i dosiadła się do mnie. Nie lubię jak ktoś siada obok mnie, gdy to nie jest Isabella, jednak teraz jest mi to obojętne. Może niech zobaczy, że nic nie mam do Alice. W końcu obroniła mnie przed dyrektorem. Jestem ciekawa tak w ogóle czy już rozmawiał z moją byłą przyjaciółką.

Wysiadłyśmy z autobusu i każda z nas rozeszła się gdzieś po szkole. Poszłam odłożyć niepotrzebne książki do szafki, ale nawet nie zdążyłam nic do niej wsadzić, bo podeszła do mnie podekscytowana Alice.

- Zapomniałam Ciebie w autobusie zapytać. Jak książka?- jej oczy się wesoło zaświeciły, dłonie splotła i przyłożyła do twarzy. Kurcze oni rzeczywiście są dziwni, wszystko zawsze tak przeżywają.

- No... yy, książka? Jest super, bynajmniej jak każdy film który oglądałam z Isabellą.- powiedziałam zakłopotana. Nie jestem zbyt rozmowna więc złapałam się za głowę i przymrużyłam oko.

- A przeczytałaś chociaż trochę?- Jakby czytała mi w myślach.

- Tak, ale nie całą ponieważ przysnęłam.- odpowiedziałam i zaczęłam pakować książki do szafki.

- Ale jak skończysz tą, to dam Ci kolejną. Uwierz mi, spodoba Ci się.- oznajmiła i poszła wzdłuż korytarza do swojego towarzystwa. Zamknęłam szafkę i przesunęłam się plecami aż usiadłam delikatnie na ziemi. Siedziałam tak jeszcze chwilę, dopóki nie przerwał mi tego kojącego spokoju Nathan. Szedł dokładnie w moją stronę, już wiem że zapowiada się rozmowa.

- Eli, błagam cię wysłuchaj mnie.

- Nie chce mi się z tobą rozmawiać.- Podniosłam się z podłogi i strzepałam drobny piasek ze spodni.

- Proszę, daj mi tylko wyjaśnić.- błagał mnie mój były chłopak. Po chwili namysłu pozwalam mu jednak mówić, ale to nic nie zmieni. Przytaknęłam głową na znak aby mówił.- Dziękuję, uwierz mi to nie była moja wina. Przyrzekam! To Isabella od dłuższego czasu zaczęła się do mnie przystawiać, ale nie chciałem Ci mówić, bo się przyjaźnicie.

- łyśmy.- poprawiłam go, a on spojrzał na mnie zdziwiony.

- Jak to?

- Nie ważne.- rzuciłam krótko.- No i?

- No i to, że wiesz jak działa na mnie alkohol.- nie mogę już tego słuchać, bezsensowne tłumaczenie, to jest nie do wytrzymania.

- To po co piłeś?- zapytałam i machnęłam ręką.- Nie ważne zresztą, to wszystko?

- Daj mi jeszcze jedną szansę.- rzekł Nathan.

- Nie. To moje ostatnie słowo, przepraszam. To definitywnie koniec.

- Jasne.- powiedział i odwrócił się ode mnie. Kątem oka zobaczyłam, że zaciska dłonie w pięści. Chyba dobrze zrobiłam. Już dawno miałam z nim zerwać, między nami tak naprawdę nic nie było. To się zaczęło od zrobienia mojej mamie na złość i tak samo głupio też się skończyło. Nawet nie żałuję, ludzie przychodzą i odchodzą, a na ten moment całkowicie chłopak mi nie potrzebny.

 Właśnie skończyła się ostatnia lekcja. Nienawidzę chemii, aż mną trzęsie i to jeszcze jest ostatnia. Rany, jakie to jest męczące, nigdy nie zostanę lekarzem ani nikim podobnym. Dołączyła do mnie Alice i razem ruszyłyśmy w stronę magazynku. Panie sprzątaczki wręczyły nam miotły i powiedziały że mamy zacząć od korytarza. Jest tak ogromnie długi, że na samą myśl o całej szkole robi mi się słabo. Pewnie w domu nie będę wcześniej jak o osiemnastej. Trudno się mówi, ale przynajmniej pogadam i dowiem się czegoś o tej dziewczynie.

- Od jak dawna czytasz? I należysz do tej grupy? No wiesz jak wy tam się zwiecie?- zapytałam.

- Fandomy do jakich należę? O to Ci chodzi? Hmm już jakieś pięć lat i uwierz mi do różnych. Mnie też wkręcił kolega, który mieszka na przeciwko mnie. Spoko, początki są trudne, często się nie chce. Ale musisz trafić na taką książkę, za którą ruszysz. Jak będziesz chciała kiedyś pokażę Ci taki zlot fanów.

- To wy jeszcze na zloty jeździcie. No nieźle. Chce Ci się jechać tyle kilometrów dla jakiś świrów?- mówię i zaczynam się śmiać. Alice zmarszczyła brwi, ale posłała mi uśmiech.

- Nie no bez przesady, my tacy nie jesteśmy. Chociaż...

- Czyli tak?- zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam zamiatać wzdłuż drzwi od łazienki.

- No w sumie można tak powiedzieć. Ale to naprawdę zależy!

- Ok, czaję. Może kiedyś mi pokażesz.- przekręciłam oczami i wzięłam głęboki wdech, zaraz po czym gwałtownie go wypuszczając.

- Masakra jak my mamy tak sprzątać. Ale tylko kilka dni chyba, luz.

- Mam nadzieję.- wzdycham ponownie i włączyłam muzykę z ipoda. Jeszcze jak wrócę do domu to czeka mnie trochę rzeczy do zrobienia więc staram się trochę zrelaksować tutaj. Nie jest to tak świetne zajęcie, ale lepsze niż tachanie jakiś rzeczy, czy chociażby siedzenie w ławce do wieczora.