Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#45 Szkolenie

Opublikowany 2015/08/17

Witam :) Zapraszam do czytania następnego rozdziału za obiecany post na fb. Nie przedłużam więcej :) Dziękuję za komentarze i proszę o kolejne dają mi motywację do dalszego pisania ! :) //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siadam na łóżko, czuję jak z moich dłoni i twarzy odpływa krew.

- Skąd to masz?- warczę. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało ale nie potrafię nad tym zapanować.- Przecież to jakaś bzdura, a po za tym nie wolno nam opuszczać ośrodka szkoleniowego.

- Haymitch mi to przyniósł dzisiaj. Miałem Ci to pokazać wcześniej, ale coś mnie blokowało, aż w końcu nie wytrzymałem i nie mogłem patrzeć na to jak chcesz z nim porozmawiać. Nie wiem czy to jest prawda, każdy w Kapitolu może sobie zmontować takie zdjęcie. Nie jestem do niego przekonany.- powiedział spokojnie. Cisnęłam gazetą w ścianę i zamknęłam swoją twarz w dłoniach. Łzy zaczęły spływać mi po policzku. To nie możliwe, przecież Peeta nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił. Ja go tak kocham, życie dla niego poświęcę a on sobie już na moje miejsce kogoś znalazł.

- Katniss! Posłuchaj! Zapewniam cię, że on by ci tego nie zrobił. Może to jest jakiś podstęp, nie skreślaj go.- mówi do mnie uspokajająco Gale. Nadal jednak nie mogę w to uwierzyć. Przed oczami mam obraz Peety obejmującego jakąś dziewczynę. Przecież ewidentnie widać, że on nie chce od niej uciekać, ani to nie jest ustawione.

- Nie wierzę już. Nie wiem co jest prawdą!- zaczynam wrzeszczeć, ale po chwili czuję, że Gale mnie mocno do siebie przytula.

- Posłuchaj, teraz musimy skupić się na treningu. Powiem Haymitch'owi, żeby dowiedział się o co chodzi. Przyrzekam, że się wszystko wyjaśni.- zapewnia mnie. Powoli przestaję się czuć sama z tymi problemami. Może już stary Gale nie istnieje. Podoba mi się ten Gale, który jest teraz. Aczkolwiek jeszcze nie jestem do niego przekonana, ale ulegam mu i mocno się w niego wtulam. Czuję jak moje nerwy ustępują i uspokajam się.

- Dobrze, masz rację. Muszę przetrwać to wszystko. Ale najpierw muszę zadzwonić do Peety. Daj mi do niego zadzwonić. Błagam Gale.- poprosiłam i przetarłam łzy. Gale podał mi komórkę i spojrzał głęboko w oczy, jakby próbował mi przez to powiedzieć, że to jest zły pomysł. Pewnie ma rację jak zawsze, ale muszę to zrobić choćby nie wiem jak bardzo mnie to bolało.

- Peeta?- podnoszę głos trochę zbyt mocno niż chciałam.

- Katniss! Już myślałem, że nigdy ciebie więcej nie usłyszę!- jęknął.

- Tak tak... Wyjaśnij mi co to ma być? Myślisz, że ja wyjadę i się nie dowiem?- prycham. Do oczu znów napływają mi łzy.

- O czym ty mówisz?- zapytał zdziwiony.

- No nie udawaj, nie mam na to czasu Peeta. Kiedy chciałeś mi o tym powiedzieć? Że na moje miejsce sobie już kogoś znalazłeś. Myślałeś, że już nie wrócę?- mówię przez łzy, ciężko przełykając ślinę. Czuję jak wszystko staje mi w gardle. Z nerwów zaciskam pięści, ale Gale łapie mnie za jedną dłoń i delikatnie ją gładzi. Wzdrygam się na to, spiorunowałam go wzrokiem i zabrałam ją przekładając na moje udo.

- Że co? Chyba sobie ze mnie żartujesz. Katniss kochanie...- powiedział ciepło.- Ty chyba nie myślisz, że ja mógłbym kiedykolwiek?

- Właśnie tak myślę. I jak zawsze wszyscy już o tym wiedzą. Dlaczego zawsze na końcu ja się muszę o wszystkim dowiadywać? Skoro nie masz zamiaru się przyznać, to nie ma sensu.- rozłączyłam się i zaczęłam jeszcze głośniej płakać, ciężko pociągając nosem. Do pokoju wbiegł Haymitch, nie musiałam mu nic pokazywać. On już intuicyjnie wiedział o co może chodzić. Podszedł powoli, schylił się po gazetę i przysiadł obok mnie oraz Gale'a na pomiętolonej pościeli na łóżku.

- Skarbie... Wiem jak się teraz czujesz, musi być ci cholernie ciężko. Ale wiesz że nic nie możemy z tym zrobić. Musisz się pozbierać. To może nie być prawdą, ale pewnie Gale już ci o tym wspomniał. Skupcie się na jutrzejszym dniu.- powiedział troskliwie i złapał mnie za podbródek.- Uwierz mi to nic nie da, że teraz będziesz o nim myślała. Nie możesz do niego pojechać i tego wyjaśnić.

- Ale potem może być już za późno. Nie mogę go znów stracić.- szepczę i próbuję wybić sobie z głowy obraz z gazety.

- Nie stracisz.- podkreślił nasz mentor i wyszedł z pokoju.

- Połóż się.- nalega Gale. Przykrył mnie i zaraz potem położył się na ziemi. Nawet nie zdążyłam dużej pomyśleć, byłam tak wycieńczona płakaniem, że zasnęłam.

Budzi mnie Gale i podaje ubrania, które przynieśli za pewne dzisiaj rano nasi styliści. Poszłam przebrać się do pokoju i byłam już gotowa na ćwiczenia. Mam nadzieję, że zmęczę się na tyle, żeby nie pamiętać o tym koszmarze, który przydarzył się w nocy. Staram się sobie wpajać, że to nie jest prawda.

Wyglądamy z Gale'm dosłownie tak samo. Czarno-zielone, elastyczne kombinezony. Wchodzimy na wielką salę, do której drogę znam już na pamięć. Pomieszczenie zostało ku moim oczom zaprojektowane od nowa. Ściany pokryte są mieniącym się niebieskim kolorem z wykończeniami delikatnego fioletu przy suficie. Ustawiamy się razem z pozostałymi trybutami i czekamy jeszcze na tych, którzy nie dołączyli. Rozglądam się przez ramię i zerkam na stojącą niedaleko mnie gablotę z łukami. Obok niej wielkie, szklane rozsuwane drzwi. Natomiast po mojej lewej stronie zauważam wystawę z mieczami, toporami i innymi. Tam chyba raczej się nie skuszę pójść. Przecież i tak każdy zna moje umiejętności strzelania z łuku. Jeden trybut przez chwilę mi się chyba przyglądał i skinął do mnie głową. Nie mogę rozpoznać jego twarzy, a wydaje mi się bardzo do kogoś podobna. Wyostrzam wzrok i przyglądam się tej osobie jeszcze bardziej. Ona zmarszczyła brwi i spojrzała na wchodzącego instruktora, który klasnął w dłonie.

- Witam wszystkich w ośrodku szkoleniowym. Przed wami siedemdziesiąte szóste igrzyska śmierci i w tym roku, trzy dni treningowe. Czwarty dzień będzie poświęcony tylko i wyłącznie na popisanie się przed sponsorami. Będziecie mieli na to dziesięć minut. Ale o tym później. Chciałbym wtrącić, że w tym roku czeka was coś całkiem nowego. Przygotujcie się sumiennie.- rzucił organizator i gwizdnął na znak rozpoczęcia szkolenia. Na środku sali pojawił się hologramowy zegar wybijający dokładnie godzinę dziewiątą rano. Mamy dziesięć godzin na trening. To bardzo dużo, jak na nasze umiejętności. Zbyt dużo.

- Co najpierw?- zapytał Gale i obrócił się do mnie. Wstrzymałam jednak swoją wypowiedź ręką i zmierzyłam w kierunku trybuta, który tajemniczo na mnie zerkał. Zauważył mnie i uśmiechnął się.

- Miło mi, ty jesteś Katniss? Racja po co ja pytam. Jestem Chris.- wyciągnął w moim kierunku dłoń. Nie przyjęłam jej i nadal patrzyłam w jego ciemne oczy. Ma mocno zmierzwione, czarne włosy. Długa grzywka opada mu na prawe oko.- Och przepraszam. Pewnie nie wiesz kim jestem, a Jake o mnie nie wspominał. Jestem jego bratem.

- Jake'a?- przede mną stał brat Jake'a. Wiedziałam, że jest do kogoś bardzo podobny. Nie mogę uwierzyć, że nic nam nie powiedział o jego bracie, z resztą to nie możliwe. Jake powiedział, że cała jego rodzina została zamordowana. Chris chyba jest od niego dużo młodszy, wygląda na siedemnastolatka. Jest dobrze zbudowany, wysoki i szeroki w barkach jak Jake. Właśnie stałam obok prawdziwej maszyny do zabijania. I to jest brat Jake'a.- Przepraszam, ale nic nam o tobie nie wspomniał. On chyba nawet nie wie, że ty żyjesz...- rzekłam zakłopotana.

- Och. Myślałem... A nie ważne.- spochmurniał i zacisnął zęby.

- Ile masz lat? Jak to się stało, że tutaj jesteś? Nie zwróciłam nawet uwagi na nazwisko jak nasz mentor nam przedstawiał trybutów. Dlaczego ty?- pytam.

- No prawie siedemnaście. Jeżeli dożyję, to skończę je w zimę.

- Nie mów tak.- przerwałam mu.- Wszystko będzie dobrze. Jak to się stało, że przeżyłeś?- oboje wiemy, że to nieprawda. Tylko jeden może być zwycięzca. Tylko jeden przeżyje. Ktoś będzie musiał zginąć na arenie. Nic już od tej pory nie będzie dobrze. Dodając jeszcze, że nie wiem co się teraz dzieje z Peetą. Nabieram coraz więcej wątpliwości co do tych igrzysk. Po co Blackhand by losował spośród takich osób. To aż nieprawdopodobne.

- Więc, pomagałem w Kapitolu, podczas gdy Jake wyjechał, ale przeniosłem się po siedemdziesiątych piątych igrzyskach do dwójki i tam w większości byliśmy bezpieczniejsi. Moim rodzicom się jednak nie udało, ale mam jeszcze siostrę, mój brat pewnie myśli, że nie żyjemy. Udało się nam przeżyć, bo założyliśmy posiedzenia i tajne propagandy przeciwko temu wszystkiemu, bo chcieliśmy być tacy jak wy. Nie mam pojęcia czemu teraz tutaj jestem, widocznie ktoś musiał się wygadać na temat tego kto brał udział w wojnie.

- Rozumiem.- westchnęłam. Szkoda, że Jake Ciebie nie może teraz zobaczyć, nie wiadomo nawet czy jeszcze kiedykolwiek się o tym dowie. Do tego ma jeszcze siostrę, o której nie wiedział, że przeżyła cały ten koszmar tak jak my.

- Podobno, wszyscy mają żyć. Nie nastawiajmy się tak. Myślę, tylko o tym żeby wrócić do mojej siostry, która teraz mieszka w dwójce. Nie wiedzieliśmy jak możemy się z Jake'iem skontaktować, aż wybrano mnie na te igrzyska.- powiedział i przysiadł na ziemi.

- Dobra, porozmawiamy na ten temat później. To jest Gale.- wyciągnął do niego dłoń i od razu się poznali.- Gale to jest brat Jake'a.

- Rzeczywiście, jest do niego bardzo podobny.- chyba właśnie znaleźliśmy sojusznika na arenę. Nie lubię się z nikim sprzymierzać, ale skoro mamy przetrwać jak najdłużej to będzie najlepsze rozwiązanie w tym momencie. A w dodatku to brat naszego przyjaciela, który o tym wszystkim nie wiedział.