Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#46 Kąpiel

Opublikowany 2015/08/30

Zapraszam serdecznie do czytania kolejnej notki i proszę o komentarze :) //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Od tych kilku dni nic nie jadłaś.- mruczy Gale i rzuca mi karcące spojrzenie. Zerkam na mój talerz, który jest pełny aż po brzegi.

Skubię potrawę z piersi kurczaka srebrnym widelcem, ale nie mam nawet zamiaru brać tego do ust. Czuję jak rośnie mi gula w gardle i jak zaraz go nie odłożę, to zwymiotuję.

- Nie przesadzaj.- odpowiadam mu i przewracam oczami.- A po za tym, nie jestem głodna.

- No jasne... Mam dość.- wrzasnął Gale i klepnął dłonią w stół. Haymitch odchrząknął na tyle głośno, jakby zwracał mu uwagę, co na pewno stara się właśnie zrobić.- Musisz coś zjeść.- rozkazał rozzłoszczony Gale.

- Nie jestem małym dzieckiem.- upominam go i rozluzowuję napiętą sytuację, delikatnie obniżając ton głosu.

- Widocznie się mylisz. Spójrz na siebie Katniss.- przerwał na chwilę i spojrzał mi w oczy.- Dzisiaj minął ostatni dzień naszych przygotowań, a ty zamiast wyglądać jakbyś przybrała na sile, to masz posturę chodzącego trupa.

- Bo tak właśnie się czuję.- wybucham beznamiętnie. Teraz już nie mam dla kogo wyglądać, nie mam dla kogo wygrywać. Moi bliscy nie żyją, a Peeta cztery dni temu do nich dołączył. Nie widzę sensu wracać dla samej siebie i swoich myśli. Nie poradzę sobie. Nie umiem tak żyć, ciągle schowana przed wszystkim, ja już po prostu nie chcę tak żyć, jestem tym zmęczona. Peeta dla mnie umarł. Nie istnieje, tak jak kiedyś.

- Katniss.- uspokaja się Gale i mówi nieco wolniej. Rzucam mu w odpowiedzi słaby uśmiech i odczuwam jak zawisa on w powietrzu. Wstaję od stołu, skinieniem głowy pokazując, że już skończyłam.

- Zaczekaj.- zatrzymuje mnie Haymitch.- Zanim jeszcze pójdziesz, chciałbym ci przypomnieć, ale ty mam nadzieję o tym dobrze wiesz, że jutro jest dzień prezentowania się sponsorom i organizatorom. Będzie tam Blackhand, chciał bardzo to zobaczyć. Chociaż tam zaprezentuj się godnie, ale groźnie. Wiesz, że to może uratować życie. Nie zmarnuj tej szansy.

- Szansy.- prycham pod nosem i ruszam w stronę sypialni po szlafrok. Zaraz obok niej jest łazienka, więc przemykam między drzwiami i już napuszczam wody do wanny, dolewając do niej płynu do kąpieli. Wanna momentalnie wypełnia się pianą i parującą wodą. Zapach owoców roznosi się po całej łazience, a ja wchodzę do niej, odprężam się i opieram głowę. Faktycznie, Gale ma rację, że wyglądam okropnie. Już po samej wojnie wyglądałam tragicznie, ale Peeta akceptował mnie taką jaką jestem, a raczej byłam. Na teraz, mam wychudzone nogi i ręce, nie doliczając do tego masy blizn i przeszczepionej skóry. Mówili, że rany się zagoją, a wszytko zostało nadal takie same, w niektórych miejscach nawet ból. Między innymi na udzie, moje myśli przez to podsuwają mi abym sprawdziła, czy podobna blizna na łydce dalej jest na swoim miejscu, ale rozmyślam się na wspomnienie tego bólu, a mogę sobie to zaoszczędzić. Peeta ma podobne, a teraz nie będę mogła już ich zobaczyć. Nie wiem tylko czy już na zawsze.

  Wycieram się ręcznikiem i zakładam szlafrok. Na korytarzu spotykam siedzącego na ziemi i opartego o ścianę Gale'a. Trzyma w dłoniach jakiś skórzany notatnik i coś w nim kreśli. Unosi powolnie głowę ponad niego i otwiera usta jakby chciał coś powiedzieć, ale się z tego wycofał i przeniósł wzrok na moje blizny.

- Obiecuję ci, że żadna już więcej nie dołączy do twojej imponującej kolekcji.- wydusił w końcu żartobliwie i zamknął notatnik.

- Co rysowałeś?- zapytałam i podeszłam do niego bliżej.

- Nie rysowałem, po prostu notowałem.- otworzył go ponownie i pokazał mi raporty z poprzednich dni.

- Na co ci to?

- Do dowództwa, z resztą chciałbym to porządnie zapamiętać. Żebym mógł jeszcze ci jakoś pomóc.- oznajmił i złapał mnie za dłoń.- Idź się połóż. Ja też już idę. Dobranoc.

- Pa Gale.- odparłam krótko i przeszłam do sypialni. Przebrałam się w koszulę nocną i położyłam na wielkie łóżko. Co do tych kapitolińskich, to są niesamowite, z tego względu, że potrafię obudzić się rano bez bólu pleców, co w przypadku naszych w dwunastym dystrykcie bywało bardzo często.

***

Zakładam na siebie strój podobny do tego, który nosiłam przez te kilka dni i po chwili idę już z mentorem i Gale'm do poczekalni. Haymitch rozstaje się z nami przed wejściem, jeszcze pokazując nam przez szybę zaciśnięte kciuki. Uśmiecham się do niego i siadam na ławeczce razem obok mojego przyjaciela.

- Gale Hawthorne.- słyszymy w głośnikach, jesteśmy na samym końcu ze względu na ostatni dystrykt. Zastanawiałam się dlaczego dystrykt trzynasty nie wziął udziału w tych igrzyskach. Jest to niesprawiedliwe, ale ważny też jest dla nich czas na zaklimatyzowanie się z nową sytuacją Panem. Wyczekuję spokojnie te ciążące mi minuty, aż do chwili gdy słyszę swoje nazwisko. W drzwiach mija mnie zdyszany Gale. Kiwa do mnie głową, ale na krótko, bo po chwili już tracę go z oczu. Wchodzę na wielką salę, w moje oczy rzuca się długa szyba, za którą jak mniemam znajdują się sponsorzy. Kłaniam się i biorę do ręki łuk. Podobno jest moją specjalnością. Nie czuję go jednak tak jak mojego łuku, który wykonał dla mnie Beetee. Będę musiała się zdać na ten, trudno. Chwytam strzałę i napinam mocno cięciwę. Strzała ląduje prosto na środku ruchomej tarczy. Zerkam kontem oka na szybę i zauważam, że wszyscy klaskają. Z wyjątkiem Blackhanda. Jego wyraz twarzy jest zimny jak lód, ale dostrzegam w jego oczach silne uczucie. To strach, tylko przed czym? Może ktoś mu grozi. Łapię kolejną strzałę i wymierzam w inną tarczę, jednak już teraz chybię. Nie potrafię się skupić, wybiło mnie to z rytmu. Odkładam więc łuk i ponownie się kłaniam. Słyszę skrzeczący dźwięk zegara, który oznajmia o skończonym czasie i wychodzę z sali. Mój czas na zaprezentowanie minął mi bardzo szybko, najwidoczniej najwięcej czasu zajęło mi przyglądanie się sponsorom, a po za tym byłam bardzo mozolna, chciałam zaprezentować tylko jeden wystrzał, nie wiem co mną pokierowało, żeby zrobić to po raz kolejny. Haymitch mnie zabije, za to co zrobiłam. Strzeliłam sobie raz, oczekując, że zachwyci to nie wiadomo jak. Nawet mi te punkty nie są potrzebne. Nie zamierzam wrócić z areny. Wolę tam zostać. Już na zawsze, a bynajmniej moja dusza, jeżeli jeszcze we mnie jest, bo coś mi się wydaję, że też obumiera.

- Jak ci poszło?- pyta mnie Gale, delikatnie szturchając za ramię. Chwyta moją twarz jego silną dłonią i zaczyna gładzić kciukiem policzek.- Hej, Katniss. Wszystko będzie dobrze. Musimy odnaleźć Chrisa, to jest teraz ważne, a nie jakiś dupek, który nie wie co stracił. Już okej?

- Tak.- odpowiadam zbywająco.- Haymitch już wie?

- Powiedziałem mu przed wczoraj. Twierdzi, że to dobry pomysł. Skontaktował się też z Jake'm i powiedział mu o tym wszystkim.- westchnął Gale.

- Racja, szkoda czasu.- dodałam i poszłam za nim.