Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#47 Wystrzał

Opublikowany 2015/09/27

Witam witam :D Mam nareszcie internet, przepraszam za braki rozdziałów, ale było to niestety nieuniknione ponieważ musiałam się przeprowadzić itd. Ale teraz już zapraszam do czytania i nie przedłużam więcej. Proszę o pozostawienie po sobie komentarza :D I równocześnie dziękuję za wszystkie oraz za wszystkich cierpliwych czytelników :) //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Mora podaje mi kurtkę i układa usta w cienką linię. Po tym wyrazie twarzy wiem, że to już czas. Do moich uszu dobiega dźwięk odliczania sekund podanych przez lektora, czyli pozostał mi ten ostatni czas na pożegnanie się z tym miejscem i moją stylistką.

 

-Dziękuję Ci. Miło było.. cię poznać.- wyduszam cicho ściskając ją i walcząc z napływającymi mi łzami. Starsza pani uśmiechnęła się i skinęła głową.- Nie lubię się żegnać, zazwyczaj nie musiałam... Wszyscy dookoła mnie odchodzili bez słowa.

-To nie jest pożegnanie.- powiedziała krótko.- Nic wam się nie stanie.- zapewniła.

- Nie umiem ufać temu człowiekowi ani żadnym ludziom Snow'a. Teraz nie ufam już zupełnie nikomu.- rzuciłam smutno i ruszyłam w stronę szklanej kapsuły. Mora podniosła dłoń w geście pożegnania, a kapsuła po dokładnym zamknięciu zaczęła unosić mnie do góry. Wzięłam ostatni głęboki wdech. Oślepiające światło przedarło się przez szklaną szybę, a na skórze poczułam mrożący chłód powietrza. Obraz się wyostrzył i ujrzałam dookoła podestu otaczający biały puch śniegu. Zaklinam pod nosem, nie miałam pojęcia, że na arenie może być śnieg. Rozglądam się gorączkowo po arenie w celu odnalezienia Gale'a. Jest kilka stopni dalej po mojej prawej stronie. Na środku stoi róg obfitości do, którego na pewno nie pobiegnę, ale na szczęście całkiem blisko mnie leży duży górski plecak. Zerkam kątem oka na przeciwnika stojącego obok mnie. Ma zmarszczone czoło i wściekłość na twarzy, dłonie silnie zaciśnięte w pięści i nogi gotowe do biegu. Chyba patrzy się na róg, więc jego mam już z głowy. Mój oddech robi się płytki i szybki. Czuję tętno w gardle tak mocno, że zaczyna robić mi się słabo. Staram się opanować oddech, ale po spojrzeniu na zegar, który odlicza i zostało dokładnie 10 sekund, nawet nie mam zamiaru. Tylko po plecak i do Gale'a powtarzam to sobie w głowie jak mantrę do momentu usłyszenia sygnału startu i mocno odbijam się z podestu, wpadając w wir biegu. Nogi odmawiają mi jak zawsze posłuszeństwa, a buty w kilka chwil zaczęły przemakać od śniegu. Łapię za plecak i przerzucam go przez ramię. Gale chwyta moją dłoń i ciągnie mnie delikatnie przed siebie. Jest dużo szybszy ode mnie, ale nie wyprzedza, dlatego że wystawia się dla mnie na pole ognia. Wbiegamy szybko do lasu, a już w nim pogoda całkowicie się zmienia. Brak śniegu, temperatura umiarkowana i częściowo zachmurzone niebo. Pędzimy tak przed siebie dopóki nie zaczynamy tracić czucia w nogach i płucach ze zmęczenia.

-Stop.- powiedział w końcu mój kompan.- Zatrzymajmy się tutaj i rozejrzyjmy.

Przytaknęłam mu na ten pomysł dlatego, że jeszcze moja krtań nie jest w stanie wydać z siebie głosu.

- Słyszałaś jakieś wystrzały?- zapytał ciągle dysząc. Przęłknęłam w końcu powracającą ślinę i wydusiłam z siebie.

- Nie skupiłam się na tym.- przerwałam aby nabrać wdech i kontynuowałam.- Ale, odnoszę wrażenie że usłyszałam dwa.

- Możliwe, ja usłyszałem jeden. Nie ważne z resztą jak na ten czas. Dobra, więc skoro mamy tutaj dosyć wilgotny klimat, musi być tu słodka woda pitna, trop zwierząt nas doprowadzi.- wskazał dłonią na królicze odchody.- A tam w oddali jest wioska, a raczej opuszczona wioska. Rany trzeba by było być głupcem, żeby tam się osiedlić na kilka dni. Najbardziej oczekiwane miejsce przez zawodowców. Śmierć na miejscu, chyba że są tutaj sprytniejsze osoby.

- No tak, wioska odpada. Jakiś inny pomysł?- pytam, uspokajając w dalszym ciągu mój nierówny oddech.

- Może najpierw sprawdźmy plecak.- zaproponował ściągając go z moich pleców. Rozpiął szybko i precyzyjnie metalowy zamek, a w ułamku sekundy jego kąciki ust zaczęły się podnosić.

- Nóż, praktyczny scyzoryk, woda pitna, ale tylko jedna butelka.- zaczął otwierać pozostałe kieszenie i powoli wyciągał je na ziemię.- Cztery paczki suszonego mięsa, dwie paczki sucharków, 3 paczki suszonych owoców, pudełeczko krakersów i tutaj jeszcze manierka na wodę. W tej większej przegrodzie jest jeszcze śpiwór, maść przeciwbólowa i bandaże.

- Całkiem imponujący ekwipunek.- odpowiadam zadowolona ze swojej zdobyczy. Od razu wojskowy plecak rzucił mi się w oczy, co prawda jest trochę przemoczony od śniegu, ale powinien do wieczora wyschnąć. Jedzenie trzeba będzie jeszcze porozdzielać, ale warto zaopatrzyć się w bezpieczne miejsce do przetrwania pierwszej nocy. Dlatego proponuję Gale'owi abyśmy jeszcze poszukali bezpieczniejszej kwatery. Zgodził się od razu, więc przystąpiliśmy do eksploracji terenu. Ruszyliśmy w głąb gęstego, liściastego lasu. Zaczynam się orientować, że mapa została specjalnie tak zaprojektowana, więc jeżeli pójdziemy jeszcze dalej to napotkamy się na lato. To jest typowy klimat wiosenny, dlatego lepiej będzie jak przeczekamy tutaj. W okresie letnim są susze, dlatego pchanie się prawdopodobnie na pustynie będzie fatalnym pomysłem. Nie zmarźlibyśmy w dzień co prawda, ale gorzej z wieczorami i zagrożeniami jakie tam są. Las będzie dla nas bezpieczniejszy. Umiemy się w nim dosyć sprawnie poruszać i nie zgubić.

-Gale, stój już, dalej nie idźmy. Tutaj będzie idealnie, gdybyśmy poszli dalej to napotkamy się na susze. Nie czujesz, że zaczyna się robić coraz cieplej?

- Wiem domyśliłem się.- parsknął.- Ale chyba w nocy nie najlepiej będzie jak zacznie lać deszcz. Jeszcze kawałek, będzie dobrze. Gorzej jak pare osób zacznie się tu później kręcić. Nie tylko my myślimy o cieplejszych warunkach. Ale wierzę w to, że większość napotka się na pustynie, także jutro już będzie nas mniej o conajmniej pięć osób. Wieczorami robi się najniebezpieczniej. Dobrze więc, zacznijmy się tutaj rozkładać.- oznajmił opierając plecak o wysokie drzewo.- Słyszysz to?

- Strumień wody.- odpowiadam energicznie. Gdy tylko przestaliśmy się odzywać, źródło dało po sobie znać.- Napełnię manierkę.

Gale skinął głową i zaczął zbierać drewno, zapewne na ognisko, albo żeby zrobić pułapki. Nagle usłyszałam trzask łamiącej się gałęzi. Odwracam się gwałtownie w stronę Gale'a, ale to nie był on bo zaczął układać patyki w jeden stos.

- Gale, ktoś tu jest.- pisnęłam i ponownie badam wzrokiem teren. Możliwe, że mi się zdawało, ale Gale chyba coś zauważył bo zaczął skradać się do pobliskiego drzewa. Nagle w jednej chwili wyrzucił zza niego jakiegoś chłopaka.- To Chris!- krzyczę do niego aby nic mu nie robił.

- Człowieku, chciałeś żebym cię zabił?!- wrzasnął poirytowany Gale.

- Niee..ee, ale po prostu bałem się wyjść, no ale ta gałąź, a potem ty i..- mówił zakłopotany sam jeszcze uspokajając chyba swoje tętno, omało zawału biedak nie dostał po tym potężnym przerzuceniu go przez ramię.

- Okej, już dobrze.- mówię.- Nikt za tobą nie szedł?

- Nie, jeden próbował, ale chyba się rozmyślił jak mu to pokazałem.- odparł, ściągając przewieszoną przez plecy maczetę.

- Skąd ją masz?

- Z rogu obfitości. Obiegnąłem go z drugiej strony i pognałem za wami. Dokładnie zapamiętałem, w którą stronę poszliście i tak wyszło.

- To, że tutaj stoisz to jest wielkie szczęście. Staraj się tak nie ryzykować i nie wystawiać pod odstrzał. Dobra, nie ważnie podyskutujemy na ten temat później. Nikt teraz nie chce tak szybko ginąć, więc zachowajmy spokój.

- Przecież tutaj nikt nie ginie.- uciął Chris.

- Z tego co ja zobaczyłem, to parę osób już nigdy więcej nie ujrzy światła dziennego.

- Niemożliwe.- zaprzeczył.- Oni są zabierani, a cała reszta jest dograna przez kamery.- ciągnął chłopak.

- Skoro tak, to gdzie są śmigłowce zabierające te osoby? Przecież nie będą w nieskończoność czekać na zbawczy śmigłowiec. A nie no fakt, masz racje. Będą. Martwi.- prychnął Gale.

Chłopak już nic więcej się nie odezwał. Ściągnął brwi i zaczął wpatrywać się w ziemię. Zrobiło mi się go żal. Nawet nie wiem czy kogoś z tych ludzi znał. Na szczęście, ja nikogo oprócz tutejszych dwóch kompanów.

Postanowiliśmy się rozbić bliżej strumienia z wodą, który ciągnie się mniej więcej kilometr w przód. To będzie chwilowo najlepsze rozwiązanie. Nie wiemy nadal jakie zagrożenia kryje arena, ale patrząc na obszerną ilość krajobrazów i miejsc, w gre może wchodzić wszystko. Począwszy od kataklizmów, aż po wszelkie rodzaje mutantów. Od naszego pobytu tutaj minęła już ponad godzina, a mój brzuch daje po sobie znak, to bardzo źle wróży. Musimy oszczędzać jak najwięcej zapasów, więc trzeba będzie coś upolować. Gale musi teraz myśleć podobnie, bo zaczął zręcznie tworzyć pułapkę. Chris natomiast dozbierał jeszcze trochę drewna i obłożył miejsce do spania mięciutkim mchem. Pierwsza noc może być dla nas najtrudniejsza. Zaczynamy robić się zmęczeni tym wszystkim i przysiadamy obok siebie na chwilę rozpalając ognisko.

- Gale, trzeba rozplanować wartę. Ja wezmę ostatnią.- zaproponowałam. Widzę, że chłopaki przystali na to i zgodnie pokiwali głowami.

- Wezmę więc pierwszą, a Chris drugą. Pójdź się połóż jak chcesz, ja upiekę moją cudowną zdobyć i przy zmianie wart będziecie mogli jeść.

Przytaknęłam i rozłożyłam wielki śpiwór. Posłuży nam za matę do spania, abyśmy nie zaziębili nerek. Jest to co prawda po kilku dniach na arenie nie uniknione, ale zdążymy to zachamować. Na niebie pojawiło się kilka gwiazd, całkowicie pociemniało, co jest wiadome na arenie. Tutaj inaczej toczy się czas. Powieki zaczynają mi ciążyć, więc nie opieram się i zasypiam.

- Katniss!- wrzeszczy Gale, szarpiąc mnie za ramiona.- Szybko wstawaj! No już, musimy uciekać!

- Co się dzieje?- pytam podrywając się z ziemi.

- Obejrzyj się!- krzyknął i zaczął od nas uciekać. Nikogo jednak za nami nie było. Możliwe, że coś mu się zdawało więc pokazuję mu dłonią, że nikogo tutaj nie ma. Podszedł do nas zmartwiony, ale nadal niespokojnie się rozgląda.

- Gale nikogo tutaj nie ma.- uspokajam go i chwytam za dłoń.

- Jak to nie ma, przysięgam, że oni tu byli, biegli na nas!

- Kto biegł?

- Ludzie, zawodowcy.- rzucił krótko.

- Zobacz, nikogo tutaj nie ma. Musiało ci się to przyśnić. Tutaj to normalka. Spokojnie, usiądź. Masz wodę i się napij, może troche ochłoniesz.- powiedziałam podając mu manierkę z wodą.- Powinieneś się teraz zdrzemnąć. Dlaczego nie obudziłeś Chrisa, już jest jego zmiana.

- Racja. Przepraszam was, musiałem przysnąć i wtedy to się stało. Chris, mógłbyś?

- Jasne.- zgodził się i wziął w rękę maczetę.

- Dzięki.- mruknął ospały Gale i położył się na macie.

Zaczynają mijać kolejne godziny, a na arenie nadal panuje zupełna cisza. Od momentu gdy Gale zaczął krzyczeć, wyleczyłam się na kilkanaście godzin ze snu. Może i więcej. Dobrze, że chociaż chwilę się zdrzemnęłam, może się to później przydać. Wszystko pogrążone jest w jeszcze większej ciemności, jednak w oddali na niebie można dostrzec, że za około godzinę zacznie się rozjaśniać, więc wtedy będzie moja kolej. Zakrywam się mocniej kurtką i wolno oddycham oszczędzając ciepłe powietrze. Brat Jake'a nadal traktuje arenę jako zabawę, bo nawet się niczym nie przejął. Chyba nie za bardzo wie co się dookoła niego dzieje. Niby nie jesteśmy od niego dużo młodsi, ale odczuwam między nami dzielące całkowicie różne poglądy na świat. Może to przez to, że dwa razy na arenie cudem uniknęłam śmierci, a później podobnie w trakcie wojny. Poczułam coś zupełnie innego, co zmieniło mnie od środka. Wiem nawet co to mogło być. Strata. Strata ważnych dla mnie osób, niestety niektórych bezpowrotnie. Moje rozmyślania przerwał chyba mój brzuch, który mną wstrząsnął. Jestem dosyć głodna, więc jest to bardzo możliwe. Chwytam za kawałek mięsa i zaczynam przeżuwać. Jednak tym razem nie zatrzęsłam się ja, a wszystko co jest pode mną. Przymykam oczy i zaczynam nasłuchiwać. Ziemia delikatnie drży, co oznacza zapowiedź kataklizmu. Podnoszę się szybko i budzę Gale'a. Chris także wstał i otrzepał się z piasku. Powietrze robi się coraz bardziej suche, moje płuca źle przyjęły to do wiadomości, bo zaczęłam kaszleć od otaczającego nas pyłu.

- Słyszycie?- pytam zaniepokojona.

- Owszem, ale przecież....- szepnął Chris, jednak jego wypowiedź przerwał głośny huk skał, jednak nigdzie ich niedostrzegam. Teraz dociera do mnie, że to trzęsienie ziemi, albo gorzej. Ona zaraz się rozstąpi.

-Wynosimy się stąd!- wrzeszczę.- No już!

Chłopaki rzucili się za mną do biegu, ale nie zdążyli bo ziemia zaczęła pękać. Ujrzałam tylko wpadającego Chrisa, a zaraz za nim padającego Gale'a na ziemię. Chwycił go za dłoń i złapał się kawałka ziemi.

- Trzymajcie się!- krzyczę podchodząc powoli do nich.

- Nie puszczaj się Chris.- wykrztusił Gale.

Chris stęka bezsilnie. Zaczynam się domyślać co się stanie jak im nie pomoge. Wpadną tam oboje.

- Puść mnie, musisz zostać z Katniss. Jeżeli teraz tego nie zrobisz wpadniesz ze mną, skały zaczynają się rozsypywać jak proch.

- Nie mogę, nigdy! Jake nie wybaczyłby mi tego do końca życia!- po policzkach Gale'a zaczęły płynąć łzy. Zaczął zerkać raz na mnie raz na niego.

- Wybacz, ale nie pozwolę ci wybrać mnie. Musisz ją ochronić.- zaprotestował i zwolnił uścisk. Gale nadal silnie trzymał go za knykcie, ale krusząca skała nie pozwoliła mu na to. Chłopak odepchnął się nogami od skał i wpadł w przepaść. Mój przyjaciel jednak szybko cofnął się do tyłu i zakrył twarz przed odpryskującym pyłem. Stało się, właśnie brat Jake'a już nigdy nie zobaczy swojej rodziny. Nigdy jej także nie założy. Już nie wróci do nas i nie obdarzy nas szelmowskim uśmiechem. Przyrzekam, że żadna krew już się nie przeleje. Nie chcę tracić, więcej bliskich mi osób. A Blackhand za to wszystko zapłaci.