Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#49 Prymulki

Opublikowany 2015/11/23

Zapraszam do czytania i komentowania :) //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przyjaciółka. Ukochana. Zwycięzca. Wróg. Narzeczona. Cel. Zmiech. Sąsiadka. Myśliwy. Trybutka. Sojuszniczka. Towarzyszka. Rywalka. Kosogłos. Żołnierz. Morderca. Miłość.

Lista słów, którymi posługuję się aby odzyskać świadomość znacznie się powiększyła. Chwytam się mocniej krzesła, aby nie upaść. Kocha, nie kocha. Lubi, nienawidzi. Bez niej nie potrafię oddzielić dobra od zła. Nie wiem co jest prawdą, a co złudzeniem. Zabić. Ochronić. Przytulić. Całować. Zniszczyć. Myśli cały czas naprzemiennie przelatują mi przez głowę. Odkąd Katniss jest na arenie, już nic nie jest takie samo. Moje życie zmieniło się w ciągły płacz i wrzaski. Koszmary, które codziennie siedzą w mojej głowie. Biegnące zmiechy, które rozszarpują powolnie mnie i Katniss. Muszę stąd wyjechać. Im szybciej tym lepiej.

 Haymitch dzwonił wczoraj i powiedział, że będę mógł pojechać do Kapitolu i czekać tam na Katniss. Chciałbym jej wyjaśnić, całą tą zaistniałą sytuację. Coś co nigdy w życiu się nie wydarzyło. Ludzie cały czas próbują mieszać mi w głowie " nie masz u niej żadnych szans", "Jesteś nienormalny", "powinieneś był zostać w Kapitolu i zdechnąć jak pies". Słyszę to codziennie, przez wszystkich mieszkańców z dwunastki. Wspomnienia z każdym takim słowem, powracają ze zdwojoną siłą. Nie potrafię sobie już z tym radzić. Już nie...

 Otwieram oczy i przecieram dłonią moje przemoczone czoło. Ocknąłem się po jakiejś godzinie. Podnoszę się z ziemi i spoglądam na lustro stojące na wielkiej dębowej komodzie. Moje oczy wróciły do normalnego stanu. Tęczówki pozyskały niebieski kolor, czarne smugi odeszły na jakieś dwie godziny. Tyle czasu wystarczy, żebym mógł polecieć do Kapitolu.

Przechodzę przez hol, twardo stawiam nogę za nogą na zimnej posadzce. Proteza służy dobrze, przyzwyczaiłem się już do lekkiego ciężaru. Chwytam się barierki i wspinam powoli do góry po schodach. Wchodzę do naszej sypialni, i wyciągam czyste ubrania. Te jeszcze pachną świeżością, a nie koszmarnym potem. Przekładam przez głowę koszulkę, wsuwam spodnie i mocno zawiązuję buty. Na dwa razy. Zamykam otwarte okna, przy których co prawda, uwielbiam spać, ale dzisiaj jest chłodno na dworze, Katniss by mnie skrzyczała, że jest tak zimno w pomieszczeniu. Od samego przekroczenia przez próg można się rozchorować. Wystukuję numer do Haymitcha i czekam aż pojawi się sygnał.

- Peeta? Wszystko gra?- zapytał zmartwiony mentor. Biedak, martwi się o mnie. Aż nieprawdopodobne. Cieszę się, że w końcu uwierzył mi, że naprawdę nie mógłbym zdradzić Katniss. Prosiłem go aby wysłał jej w spadochronie wiadomość, żeby się nie martwiła. Że ją kocham. Ale powiedział, że to niemożliwe. Może jak tam pojadę, to uda mi się go przekonać. Siadam na równo pościelonym łóżku i uspokajam oddech na tyle ile jest to możliwe. Nie potrafię wyobrazić sobie tego jak ją tylko zobaczę. Czuję się jak małe dziecko. Wszystko co zrobił mi Snow, siedzi mi głęboko w głowie, choćbym nie wiem co robił, nie mogę się tego pozbyć. Tylko jedna osoba jest w stanie odpędzać złe wspomnienia. Mam nadzieję, że właśnie ta osoba będzie chciała ze mną chociaż porozmawiać, dać mi wszystko wyjaśnić. Gdybym mógł oddał bym za nią całe swoje życie. Dlaczego nie mogę być z nią na arenie? Dlaczego nie jestem w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa. - Peeta? - ponowił pytanie Haymitch.

- Wszystko ok.- wydusiłem w końcu z siebie. Wszelkie słowa przychodzą mi z trudem. Jak na razie dobrym sposobem na radzenie sobie ze wspomnieniami jest stłamsić to wszystko gdzieś w głowie.- Mogę przylecieć? Wyślij po mnie poduszkowiec. Nie wytrzymam tu dłużej.- oznajmiam z przekonaniem.

- Tak myślałem. Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale w porządku. Za niedługo po ciebie będzie.- zamilkł na chwilę, po czym kontynuował.- Katniss nie chce cię widzieć, ale nie martw się tym. Zaradzimy temu. Trzeba przede wszystkim odwołać cały nakład tych bzdurnych kapitolińskich gazet.

-Yhym.- mruczę pod nosem i dźwigam się z łóżka.- Muszę z nią porozmawiać.

- Wszystko w swoim czasie. Jak na razie muszę zrobić wszystko, żeby ich stamtąd wyciągnąć.

- Widzimy się za godzinę.- rzekłem i rozłączyłem się.

Schodzę już teraz dużo szybciej na dół i przerzucam ciepłą kurtkę przez ramię. Wychodzę z domu i zerkam na niedaleko rosnące kwiaty. Prymulki. Piękno kwiatów zapiera dech w piersiach. Postanawiam urwać jedną łodyżkę i siadam na schodach przed naszym domem. Przybycie samolotu z Kapitolu nie zajęło długo. Około piętnastu minut, jakby licząc od rozmowy z Haymitchem. Na pokładzie witają mnie strażnicy i rozkazują abym wygodnie siadł. Nikt nie podejmuje rozmowy, więc mam chwilę spokoju aby pomyśleć. Przekażę jej w spadochronie drobny kwiat. Da jej nadziei. Będzie wiedziała, że to jest ode mnie. Tylko ja byłem w dwunastce. Już niedługo tam będę.

Na lotnisku czeka już na mnie Haymitch z grupą strażników, którzy oddzielają go od fotografów. Zapomniałem już jak to jest, gdy ktoś biega za tobą z aparatem aby wtykać nos w nie swoje sprawy i afiszować się kolejnymi zdobytymi, gówno wartymi dowodami mojego nieposłuszeństwa. Gdyby można było tutaj każdego tak poczęstować takimi zdarzeniami. Mentor prowadzi mnie do taksówki. Wkładam dłonie do kieszeni i wsiadam do samochodu. Patrzę się ślepo na moje zapiaszczone buty. Już za chwilę będę mógł jej to wysłać, jeżeli jeszcze żyje. Staram się o tym nie myśleć. Musi być wszystko dobrze do tego czasu.

Podjeżdżamy pod pałac i szybko przemieszczamy się do niego, aby uniknąć dodatkowych zdjęć. Graniczy to co prawda z cudem, ale im mniej będą wiedzieć, tym lepiej dla nas. Wchodzimy do pomieszczenia dla sponsorów. Sala jest ogromna i bogato zdobiona, jak na Kapitol. Pozłacane kanapy, zwisające ze ścian godło Panem. Miejscami z sufity zwisają duże żyrandole, z ozdobnymi klejnotami. Odbijają światło od ekranu tak, że wszystko mieni się na różne kolory. Ku moim oczom ukazuje się wielki obraz na ścianie, wyświetlany jednak tylko przez telewizor. Każdy z tych Kapitolińskich ludzi ogląda to jakby nigdy w życiu nie widzieli śmierci. To prawda. Na żywo pewnie większość z nich nie widziała. Nawet nie wiedzą jak to jest stracić kogoś bliskiego. Czy odczuwają tęsknotę, współczucie, oprócz pustych pieniędzy? Rozrywki, za którą my płacimy życiem?

Moją uwagę na ekran przyciąga wrzask. To Gale. Jego ramię, co oni robią? Podbiegam bliżej obrazu, jakby to miało pomóc. Zaczynam skomleć, łzy spływają mi po policzku. Katniss... Nic jej nie jest, żyje. Moja ukochana. Padam na kolana, i zakrywam twarz w dłoniach. Głośno płaczę, brakowało mi tego. Skupiam się tylko na tym aby mi ulżyło. O dziwo, to pomaga ale tylko na chwilę. Ściskam w dłoniach delikatny i mały kwiatek. Muszę go wysłać. Wstaję i podchodzę do Haymitcha, który chyba już domyślał się o co mi chodzi.

- Nie.- powiedział nie dając mi dojść do głosu.

- To ważne. Uwierz mi.- podkreśliłem i przekazałem mu go w dłoń. On tylko delikatnie przytaknął i zaczął robić swoje. Usiadłem na wielkiej czerwonej kanapie i nerwowo patrzę na arenę. Zaraz go dostanie... Jeszcze chwila. Powtarzam sobie w głowie jak mantrę.

Potem już wszystko toczy się bardzo szybko. Spadochron wlatuje na arenę. Katniss roztwiera go i potem widzę tylko skierowaną kamerę na jej twarz. Łzy spływają jej po twarzy tak jak mi teraz. Ponownie podchodzę bliżej ekranu i dotykam go dłonią. Tak chciałbym być teraz przy niej. Przytulić ją, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Pocałować i poczuć jak przepływa przez nią fala ciepła, a nie mogę.  Katniss przytula mały kwiatek mocno do siebie, kamera skierowana jest teraz prosto na jej usta. Dostrzegam tylko cichy szept Dziękuję.

Jej oczy przepełnione są blaskiem. Ze spadochronu wyciąga jeszcze jakąś maść, którą od razu smaruje Gale'owi. Zostało jeszcze dwóch trybutów. Uda im się. Muszę tylko w to mocno wierzyć.