Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#51 Słuszna decyzja?

Opublikowany 2015/12/29

Witajcie, dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem! Przypominam, żeby zostawić komentarz wystarczy przycisnąć komentuj jako gość, nie trzeba zakładać konta! :D Już to pozmieniałam i zapraszam do czytania kolejnego rozdziału. Ostrzegam jest krótki ze względu, no z resztą chcę zachować tą dramatyczność.

p.s Don't Kill me :( //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Zimne powietrze przeszywa moje płuca. Przelatuje niezależnie ode mnie przez nozdrza, a potem do reszty najmniejszych cząstek mojego ciała.

Bynajmniej, to tyle co pamiętam z anatomii człowieka. Mięśnia brzucha, których nie jestem teraz w stanie napiąć, bo są zmasakrowane, prawdopodobnie za jakieś dwa miesiące zaczną prawidłowo funkcjonować. Delikatnie podnoszę powieki, ze względu na mocne światło, które emituje lampa zwisająca z sufitu. Słyszę dosłownie każdy najcichszy dźwięk dochodzący z tej sali, a nawet i korytarza. Aparatura, która mierzy rytm bicia mojego serca wystukuje jedno tempo. Badam wzrokiem pomieszczenie, zauważam Peetę, który opiera się głową o ścianę i śpi. Jego wyraz twarzy jest łagodny, tak jakby nigdy to się nie stało. Ciekawe jak długo byłam w śpiączce. Peeta jakby oprzytomniał i wzdrygnął się na krześle. Oczy przez zdawałoby się, że były pogrążone w ciemności, ale gdy zobaczył, że go obserwuję to w ułamku sekundy odzyskały swój naturalny kolor. Chwycił moją dłoń i zaczął gładzić.

- Hej.- powiedział jeszcze sennie.

- Jak długo byłam nieprzytomna?- zapytałam.

- Trzy dni.

- Był tu ktoś jeszcze oprócz ciebie?

- Haymitch, Johanna i Annie.- oznajmił.

- A Gale?- Peeta wolałby, jakbym o to nigdy nie zapytała. Jednak martwię się o niego, nawet nie wiem co się z nim teraz dzieje. Ktoś musi mieć na ten temat jakieś informacje.

- Żyje, pytał o ciebie. Wszystko z nim w porządku. Powiedział, że przyjdzie jak się już obudzisz.

Znów ta cisza. Oboje wiemy, że mamy sobie dużo do powiedzenia. Peeta wzdycha cicho i opuszcza wzrok na posadzkę. On zawsze potrafił rozpracować moje emocje, wiedział co powiedzieć. Widocznie w tej chwili to się zmieniło. Peeta posmutniał, za pewne martwi się, albo już wie co zamierzam mu przekazać. Może jednak się mylę i tak jak zawsze spodziewa się moich niepohamowanych myśli.

- Dziękuję za ten kwiat... na arenie. Naprawdę, nie musiałeś...- zaczynam.

- Nie ma za co. Drobiazg.- odparł, rzucając mi ten sztuczny uśmiech. Przez moje plecy przeleciał chłodny dreszcz. Nasze relacje wyjątkowo się zepsuły.

- Katniss nawet nie wiesz jak się cieszę, że nic ci nie jest.- oznajmił.

Tak bardzo jestem dla wszystkich ważna? Przez tyle sytuacji, wszystko tylko psuję. Wiem, że gdyby mnie nie było, to uchroniłoby to dużo więcej ludzi przed śmiercią niż po wojnie. A teraz to tylko się pogłębia. Ludzie są zdolni do wszystkiego, samo destrukcyjny naród. Gdyby mogli, co niektórzy pozabijaliby wszystkich. Włącznie ze mną.

- Tak... Ja też się cieszę, że tutaj jesteś. Żywy.- Uśmiechnął się tajemniczo przez chwilę, ale potem zmarszczył brwi.- Peeta...- dukam. Nie mam siły przecisnąć tego przez gardło. Wpatruje się na mnie nadal spokojnie i całkiem opanowanie. Wydaje się taki jak przed drugą areną. Włosy ma rozchwiane, tak jak zawsze opadają mu na czoło. Nie mogę dłużej na niego patrzeć, bo zaczynam się zastanawiać, czy słusznie podjęłam decyzję.

- Peeta nie możemy być razem.- wyrzucam w końcu z siebie. Wyprostował się i puścił moją dłoń.

- Że co?- zapytał zdezorientowany.- O czym ty mówisz?

- To co słyszałeś. Nie możemy być razem. Stwarzamy dla siebie zagrożenie. Nie potrafię bez ciebie żyć, ale musimy się unikać. Nie wybaczyłabym sobie gdyby coś ci się stało. Nie o to walczyłam przez te lata. Chcę, żebyś był szczęśliwy.

- Szczęśliwy jestem tylko przy tobie.- odparł ponownie łapiąc mnie za dłoń. Odsuwam ją, nie chcę żeby mnie dotykał. Zrozumiał, bo po chwili cofnął rękę i oparł o kolano.

- Dobrze, więc...- przerwał na chwilę, żeby złapać oddech. Przyszło mu to z trudem, wie że będzie teraz ciężko. Ale musi się pogodzić i uszanować moją decyzję.

To co teraz robię, samą mnie szokuje. Podnoszę prawą dłoń i zerkam na swoją obrączkę. Błysk lampy odbija się od pierścionka i zeszlifowanego kawałka perły. Jest przepiękna, ale już nie należy do mnie. Zsuwam ją z palca i jeszcze przez chwilę się jej przyglądam. Stała się atrybutem, a jednocześnie przekleństwem. Układam ją na środku dłoni i podaję Peecie.

- Nie, jest twoja Katniss.- powiedział.

- Nie możemy być razem.- akcentuję.- Oddaję ci ją, żebyś o tym wszystkim pamiętał i podarował innej dziewczynie, z którą będziesz szczęśliwy i założysz rodzinę. To naprawdę już koniec.- odkładam na jego dłoń i ją zamykam.- Chcę zostać sama.

Peeta nawet o mnie nie walczy, nic nie mówi. Po prostu wychodzi. Czuję, że moje policzki robią się mokre i rozgrzane ze złości. Co ja zrobiłam...- myślę. Teraz to już histeria. Nie poradzę sobie bez niego. On... odszedł. Na zawsze.