Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#53 Morskie Fale

Opublikowany 2016/03/08

Wszystkim panią z okazji dnia kobiet zostawiam na blogu niespodziankę, tak jak powiedziałam na stronie. Miłego czytania :) I zachęcam do pozostawienia komentarza. Kolejny rozdział w weekend //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wielki poduszkowiec czeka na dużym płaskim placu przed naszą wioską.

Matowy, srebrny odcień powoduje, że samolot wygląda na jeszcze większy niż jest w rzeczywistości. Faktycznie ten kto teraz zajmuje się wszystkim w Panem, nieźle zaszalał z funduszami. Jestem tylko bardzo ciekawa, skąd je pozyskują. Przed igrzyskami, jeszcze tak nie dawno żaden z dystryktów nie chciał współpracować. Może to się zmieniło dlatego, że my zostaliśmy odsunięci od władzy i to wpłynęło pozytywnie na gospodarkę?

Siadam na wysoko uniesionym miejscu. Jeden ze strażników na pokładzie zapina mi pas bezpieczeństwa. Zdaję mi się, że zrobił to zbyt mocno, bo mój uporczywy brzuch zaczął mi dokuczać. Tak nadal go jeszcze mam, a w zasadzie pozostałości po brzuchu. No nic, będę musiała jakoś wytrzymać. Zerkam kątem oka na Haymitcha, który męczy się z zapięciem uprzęży. Uśmiecham się lekko, niestety moje zadowolenie nie trwa długo, bo mentor od razu zwrócił na to uwagę i wystarczyło jedno karcące spojrzenie. Tłamszę śmiech w głowie i nadal obserwuję jego mozolne ruchy. Po kilku minutach jednak strażnik zdecydował się mu pomóc. Haymitch podziękował mu skinieniem głowy i od razu wrócił do przeszywania mojej twarzy swoimi oczami. Staram się na to nie reagować, ale okazuje się to trudne więc zaczynam rozmowę.

- Annie wie, że do niej lecimy?- zapytałam.

- Tak, przedzwoniłem do niej wcześniej, że przylecimy z wizytą. Ucieszyła się.- oznajmił i położył dłonie na oparciach.

- To dobrze, mam nadzieję że wybaczy mi to co do was powiedziałam. Haymitch, naprawdę mi przykro, wiesz że to nie było celowe.

-Wiem skarbie, tej wersji się trzymajmy.- powiedział sarkastycznie i poprawił włosy, które opadły mu na oko.

Bardzo krótko zajął nam lot do czwórki. Od razu przy wyjściu z poduszkowca, zauważyłam że czeka już na nas Annie. Ma łagodny wyraz twarzy, wręcz matczynej opieki. Stoi opleciona długą kremową chustą. Nienaganna postura, idealnie zgrabna sylwetka. Finnick mógłby w tym momencie poczuć się o nią zazdrosny, ale to nigdy nie nastąpi. Naprawdę z biegiem czasu wygląda dużo lepiej, zadbała o siebie i jak się domyślam Dann na pewno też tutaj odżył. Nie mogę się doczekać, aż wreszcie będę mogła go zobaczyć.

- Cześć Katniss, witaj Haymitch.- powiedziała wesoło, jednocześnie podchodząc z rozłożonymi ramionami. Przytuliłam się do niej na powitanie, zaraz po Haymitchu. Poczułam od niej delikatną woń morskiej wody, pomieszanej z wiatrem.- Chodźcie, wstawię wodę na herbatę.

Idziemy wzdłuż piaskowej dróżki. Od morza powiewa chłodny wiatr. Jest w miarę ciepło, ale są chwile gdy chłodny przepływ powietrza wywołuje dreszcz. Pozwalam na to aby wiatr delikatnie dotykał moją twarz. Wdycham głęboko powietrze i delektuję się jego rześkim zapachem morskiej wody. Jest ono wyjątkowo wilgotne, co oczyszcza automatycznie moje zapylone kurzem płuca. W dwunastce brakuje świeżego powietrza. Jedynie można je znaleźć w lesie, który jest ze mną zaprzyjaźniony. Nie wszyscy mają odwagę tam wejść, ze względu na ogrodzenie. Niektórzy nadal myślą, że jest ono pod napięciem. Oczywiście są w błędzie, przepływ prądu został wyłączony już dawno temu. Wchodzimy do wielkiego, drewnianego domu. Korytarz ozdobiony jest bogatym piaskowcem. Na ścianach wiszą zdjęcia, dokładnie domyślam się, że rodziny Annie i Finnicka, oraz ich obydwu razem. Na jednym ze zdjęć, są do siebie przytuleni. Jakby to zdjęcie zostało zrobione wczoraj. Fryzurę Finnicka delikatnie mierzwił wiatr. Woda przykrywała ich aż po pas. Wyglądają tutaj na bardzo szczęśliwych.  

Wchodzę do kuchni, która została wykonana z biało-niebieskiej mozaiki z kafelek. Wszystko cudownie komponuje nadmorski klimat. Siadam na krześle, wykonanym z jasnego drzewa i obserwuję każdy subtelny ruch dłoni Annie. Wszystko robi zachowując spokój.

- Dann śpi, więc będziecie musieli chwilę poczekać. Przewiduję, że obudzi się z drzemki około godziny trzynastej.- rzekła zalewając wrzącą wodą trzy kubki.- Ile słodzicie?

- Ja dziękuję.- odparł Haymitch.

- Ja też, nie mam jakoś ochoty na nic słodkiego.- dodałam. Annie podała nam parujące kubki. Zaczerpnęłam łyk gorącej cieczy, który powoli słynęła prosto do mojego zabiedzonego żołądka.

- Jak się trzymasz Katniss?- spytała.

- Annie, naprawdę jest mi głupio że tak do was powiedziałam, przepraszam. Nie byłam sobą. Ucieszyłoby mnie to gdybyś o tym zapomniała.- wyznałam. Dlaczego przepraszanie wszystkich na okrągło musi być takie trudne?

- W porządku, już o tym zapomniałam. Martwiłabym się bardziej o Johannę, naprawdę była na ciebie za to wściekła.- poinformowała.

- Rozumiem, ma do tego prawo.- przyznałam i upiłam kolejny łyk.

Po wypiciu herbaty i godzinnej rozmowie, postanowiłam wyjść na dwór i przejść się wzdłuż plaży. Usiadłam na wilgotnym piasku i zaczęłam go przesypywać z dłoni na dłoń. Gdyby to wszystko było takie proste. Dlaczego Peeta już o mnie zapomniał? Czy naprawdę skreśliliśmy się bezpowrotnie?

- Cześć Kotna.

Gwałtownie się obróciłam i ujrzałam Gale'a. Był w shortach i krótkiej koszulce.

- Co ty tutaj robisz?- zapytałam.

- Haymitch mi powiedział, że będę mógł ciebie tu znaleźć. Prosiłem go , aby pozwolił mi się z tobą spotkać.- mogłam się tego domyślić, że to uknują.

- No więc?- spojrzałam na niego. Jego dłonie oplątywały jego silne nogi.

- Słyszałem o Peecie.- zaczął. Oboje jesteśmy teraz zapatrzeni gdzieś w głąb morza. Obserwuję każdy ruch fal, oraz powstającej piany na wskutek uderzenia wody o piasek.- On tak naprawdę z nikim nie jest. Spotkałem go przedwczoraj w kapitolu. Rozmawiałem z nim.

- Jak to?- ucięłam. Może jest jeszcze na to nadzieja abyśmy mogli do siebie wrócić.

- Powiedział, że nawet sobie radzi, jest mu ciężko pożegnać się z dwunastką ale tylko tam czuje się bezpieczniej. Byleby z dala od nas.

- Powiedział Ci, że nas wszystkich przekreślił?- zapytałam. Poczułam, że mój głos zaczął się załamywać.

- Konkretniej, stwierdził że przeprowadza się do Kapitolu. Oraz no w zasadzie tak, przekreślił nas. Z tego co wiem to powiedział jeszcze coś o reporterach. Że ciągle wypytują go o ciebie.

- A on?- kontynuowałam.

- A on mówi, że to przeszłość. Zapytałem czy naprawdę tak myśli. Niestety, już nie uzyskałem na to odpowiedzi.- urwał i nabrał piasek w dłonie.- Widzisz Katniss, są chwile których nie możemy zatrzymać. Czas toczy się dalej, ludzie odchodzą i przychodzą. Tak już musi być.- bąknął jednocześnie prostując rękę i wypuszczając pozostałości po piasku z dłoni. On poleciał delikatnie razem z wiatrem i upadł do jego pozostałych towarzyszy. Zastanowiłam się przez chwilę, czy z nami też tak jest. Czy opadamy tak jak ten piasek i trafiamy do całej reszty, a w efekcie zostajemy zapomniani, a potem toczymy się w inne miejsca pozostając gdzieś w eterze.