Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#54 Starzy znajomi

Opublikowany 2016/03/12

Zgodnie z obietnicą. Zapraszam do czytania i komentowania. /Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- O czym tak myślisz?- zapytał Gale.

- O wszystkim. Cieszę się jednak, że na szczęście nic Ci nie jest. Gdybyś jeszcze ty zniknął z mojego życia, zgasłabym.- powiedziałam sucho.

- A co jakbyś miała stanąć w płomieniach ponownie?- spytał obracając się w moją stronę.

- Co masz na myśli.- przeraziłam się. Mam nadzieję, że to nie ma nic wspólnego z publicznością i Blackhandem.

- Spokojnie.- uśmiechnął się.- gdybyś miała szansę z nim porozmawiać?

- Nie.- odparłam i oparłam głowę o ramię przyjaciela.- Już go nie potrzebuję.

Wiem, że oszukuję samą siebie. Brunet chyba pomyślał o tym samym, bo pokręcił głową z dezaprobatą.

- Ja tym bardziej.- odpowiedział. Obydwoje zaśmialiśmy się krótko.- Chodź, może przyjdziesz dzisiaj do mnie na kolację?

- Nie, przepraszam, ale jeszcze muszę sobie wszystko przemyśleć. Jak chcesz to możesz wpaść do Annie dziś wieczorem.

- Rozumiem, jasne że wpadnę.- powiedział podnosząc się. Zauważyłam, że Gale zaczął znów traktować mnie na poważnie. Może nadal myśli, że ma szansę. Mogło pomieszać mi się całkowicie w głowie, ale wiem że nigdy z nim nie będę.

- Dobrze, więc zobaczymy się wieczorem.- wstając zaczęłam strzepywać resztki piasku ze spodni.

- Do zobaczenia.- urwał i poszedł do centralnej części miasta dystryktu 4.

Idę wzdłuż długiej ścieżki, jednocześnie kopiąc kamień. Wydaje się przez chwilę to być tak bardzo interesujące, że zapomniam o wszystkim innym. Zauważam Haymitcha czekającego na mnie przed domem. Nawołuje mnie ręką, więc domyślam się że ma jakieś informacje. Przyśpieszam krok i zmierzam w jego kierunku.

- Skarbie, muszę ci coś powiedzieć. Ale chodź do domu, nie będziemy stać u progu drzwi.

Przytaknęłam i przemknęłam obok niego wchodząc do ciepłego korytarza. Weszłam do kuchni i poczułam, że krew zaczyna odpływać mi z twarzy.

- Katniss, kochanie.- powiedziała osoba siedząca przy stole. Otworzyłam usta tak, jakbym chciała coś powiedzieć, ale rosnąca gula w gardle zablokowała wszelkie możliwości wykrztuszenia z siebie choćby jąknięcia.- Wiem, że nie miałyśmy kontaktu...

-Mamo...-wydusiłam z siebie wtulając się w jej ramiona.- Gdzie ty byłaś przez tak długi czas?

- Cały czas tutaj słoneczko. W czwórce. Wszystkie informacje o tobie dostarczała mi Annie, dopóki nie zerwałam z nimi kontaktu. Pomyślałam, że to już czas abyśmy mogły w końcu normalnie porozmawiać...

- Słucham?- oprzytomniałam. Ani jeden raz nie zadzwoniła do mnie zapytać, lub chociaż wystarczyło powiedzieć słowo.

- Wiem, ja przez to wszystko, gdy były igrzyska, gdy tyle się działo...-zamilkła przełykając ciężko ślinę.- Chciałam pogodzić się z tym, że mogę cię stracić. Jesteś ostatnią osobą, którą naprawdę kocham. Żywym dowodem naszej rodziny.

- Szkoda, że dopiero teraz zdałaś sobie z tego sprawę.- mruknęłam ze łzami w oczach.

- Wiem, że długo będziesz mi to wypomniać. Tak cię przepraszam. Obiecuję, że wszystko naprawię...

Mnie już nie da się naprawić. Jedyną osobą, która potrafi wpłynąć na moje życie to Peeta. Moje gardło zaczęło się ponownie w dziwny sposób skurczać. Oczy powoli przepełniały się smutkiem i łzami, które zaczęły spływać w końcu po moich policzkach. Przetarłam je szybko dłońmi. Oparłam się o kuchenny blat i spróbowałam odtrącić od siebie wszystkie myśli. Musisz być silna- powtarzam sobie jak mantrę w głowie. Gdy już poczułam, że powoli moje ciało przestawało drgać, usiadłam na krześle. Haymitch podał mi szklankę wody. Podziękowałam mu niedbale dłonią i zaczerpnęłam trzy pobudzające łyki. Jakby ktoś oblał mnie kubłem lodu.

- Ty zamierzasz tu mieszkać nadal?- zapytałam.

- Mam zamiar wrócić do dwunastki.- odpowiedziała cicho i niepewnie. Zauważyłam, że chce delikantie podkreślić że to do mnie chce się wprowadzić. Może to dobry pomysł, więc wdrażam go w istnienie.

- Jeżeli to mogłoby ci pomóc to wróć. Mieszkam sama, więc jak chcesz mogłabyś zamieszkać razem ze mną.- zaproponowałam. Mama przytaknęła głową. Bez żadnych dyskusji przystała na moją propozycję. Ciekawe jak długo walczyła z tym żeby mi to powiedzieć. Gdzieś w głębi ucieszyłam się że tak się stało. Mama podniosła się i mocno mnie przytuliła. Wyszeptała mi na ucho.

- Tak przykro mi z powodu Peety.- czar tej magicznej chwili prysł. Moje ciało znów niebezpiecznie zaczęło drgać. Wszystko zesztywniało. Nie mogę niczym poruszyć.

- Wiesz, to nie jest czas na rozmowę na ten temat.- ucięłam krótko.- Zostań dzisiaj u Annie na kolacji. Będę ja, Haymitch, Annie i przyjdzie Gale.

- Oczywiście. Dziękuję i przepraszam że to powiedziałam. Nie mogę w to uwierzyć, że tak się stało.- powiedziała zamyślając się. Po jej wyrazie twarzy zauważam mieszankę emocji. Niedowierzanie, i dużą złość oraz coś czego nie umiem zdefiniować.

Około godziny osiemnastej, Annie włożyła pieczeń do piekarnika, a ja zaczęłam nakrywać razem z mamą do stołu. Bo ciężkiej godzinie próby uspania Dann'a wszyscy oddychają z ulgą. Śpi w swoim łóżeczku, spokojny i opanowany. Małe dziwne urządzenie pozwala monitorować nam czy przypadkiem się nie obudził.

Równo o osiemnastej wszyscy usiadliśmy przy stole. Niebieskie serwetki z nadrukiem fal, błękitny obrus i kremowa zastawa talerzy. Czy tutaj wszystko jest w kolorze niebieskim? Przypomina mi to o jego niebieskich tęczówkach, które rejestrują każdy milimetr mojego ciała. Każde spojrzenie pełne pożądania, lub rozpaczy oraz ich rosnącą ciemność...

- Katniss słyszałaś co do ciebie powiedziałem?- szturchnął mnie siedzący obok Gale.

- Nie przepraszam, mógłybyś powtórzyć?- odpowiadam zalewając się rumieńcem.

- Zapytałem kiedy wracasz do dwunastki, bo chciałem wybrać się na polowanie.- oznajmił biorąc kęs mięsa zamoczonego w delikatnie brązowym sosie.

- Dzisiaj około dwudziestej pierwszej mamy lot.- odparł Haymitch.- Musimy pozałatwiać parę spraw. Przepraszam że dopiero teraz ci o tym mówię Katniss. Dzwonił Plutarch.

- Plutarch?- odpowiadam półgłosem.- Czego od ode mnie chce?

- Spokojnie, porozmawiać tylko. Trzeba odwiedzać starych znajomych, nie sądzisz?- sugestywnie dał mi do zrozumienia, że jest to bardzo pilne, bo wypowiedział ostatnie słowo mocno je akcentując i kopiąc mnie pod stołem. Przewracam oczami i zabieram się za jedzenie mojego posiłku. Potrawa jest tak smaczna, że czuję jak rozpływa mi się w ustach. Rozkoszuję się tym jeszcze przez chwilę i mówię.

- Rany, Annie to jest bardzo smaczne. Mogłabyś mnie kiedyś nauczyć tak gotować.- odpowiadam z zamysłem. Peetę by to rozśmieszyło. Każda nasza wspólna próba gotowania kończyła się w inny sposób.

- Dziękuję Katniss, postaram się.- uśmiechnęła się.

Przez małe urządzenie usłyszeliśmy ciche jąknięcia a potem płacz. Oczywiście oznacza to że Dann się obudził. Annie wstała od stołu i poszła do góry. Nie minęło pięć minut i zeszła razem z nim spowrotem na dół. Wszyscy zamiast jeść zainteresowali się małą osóbką włącznie ze mną. Gładzę go delikatnie po policzku i zdaję sobię sprawę że jest coraz bardziej podobny do Finnicka.

- Zobacz, a kto to jest?- Annie mówi cichutko do synka.- To ciocia Katniss.

- No cześć maluśki.- odpowiadam z szerzącym się uśmiechem. Zauważam kątem oka , że Gale próbuje coś powiedzieć. Annie również to zauważa i podaje go w jego ręcę. Gale przejmuje go i uśmiecha się. Wygląda naprawdę tak jakby pragnął mieć dzieci. Kiedyś za pewne będzie miał.

Wchodzimy do pustego poduszkowca. Wszystkie procedury następują tak jak wcześniej. Po niespełna kilkudziesięciu minutach lądujemy przy wiosce zwycięzców w dwunastce. Podnoszę się z niewygodnego fotela i prostuję kości. Schodzimy z podestu stając na chłodną i zapyloną ziemię.

- Dziękujemy.- odparł Haymitch do strażników i spojrzał się na mnie.- Jutro porozmawiamy z Plutarchiem.

- Dobrze. Chodź mamo do domu.- dodałam. Otwieram jej drzwi do mojego opustoszałego mieszkania. Zapalam światło w korytarzu i rozglądam się. Nadal jest tu paskudnie brudno, ale nie tak jak przed wyjazdem. Mama nic nie mówi. Przechodzi tylko spokojnie przez dom i zatrzymuje przed moim zdjęciem, a dokładniej moim i Peety. Podchodzę do niego i uderzam w strzałę która pęka. Ściągam zdjęcie ze ściany i powoli otwieram oprawę. Obracam zdjęcie w dłoni i czytam dedykację.

- Dla mojej ukochanej...- prychnęłam. Mama obejmuje mnie i odbiera zdjęcie z moich rąk.

- To nieprawda z Peetą. Ja nie wierzę tym gazetom. Wszystko będzie dobrze.- uspokaja mnie gładząc dłonią moje włosy. Nie wiem czy mogę tak myśleć. Może wszyscy dookoła mnie mają rację i to tylko po prostu jedno wielkie kłamstwo. Kłamstwem jednak nie jest jedna rzecz. Naprawdę go kocham...