Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#56 Rada

Opublikowany 2016/03/17

Witam was. Dzisiaj notka dużo wcześniej. Kolejna oczywiście jutro tak jak zapowiadałam. O następnej powiem wam jutro. Może w weekend będzie kolejna, to zobaczy od komentarzy. Jeżeli jakieś się pojawią to wstawię bonus w sobotę. Tymczasem zapraszam do czytania i komentowania. //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Otwieram oczy. Znowu to samo. Sypialnia delikatnie jest oświetlona blaskiem księżyca, co pozwala jej na pozostanie w półmroku. Ogromne, podebrane na bok firany kołyszą się mozolnie od lekkiego wiatru. Czuję chłód, osadzający się na mojej twarzy.

Uwielbiam oddychać tym powietrzem, otwarte okna w sypialni to najlepsze co mnie spotyka do odtrącenia koszmarów. Patrzę na mały elektryczny zegarek obok mnie. Cyferki jeszcze się rozmazują, ale dłonią przecieram oczy i zerkam ponownie. Trzecia dwadzieścia osiem. Opadam mocno na łóżko, przykrywam się rozkopaną i pomiętoloną pościelą. Głowę wtapiam w poduszkę i usiłuję zasnąć. Po kilku minutach wiem, że to niemożliwe. Czuję jej dłoń dotykającą mojego policzka. Patrzy mi prosto w oczy, pozwala mi to na bezkarne przenikanie jej myśli. Mówi coś do mnie bezgłośnie. Przechylam twarz i usiłuję ją dotknąć. Coś nagle mnie od niej odsuwa, a ja po chwili znów budzę się z krzykiem. Podnoszę się z łóżka, to jest bezsensu dalej spać. Na dzisiaj mi wystarczy. Wiem, że to może być spowodowane tym, że spotkamy się na radzie zwycięzców. Wzdycham ciężko i mijam hol wchodząc do kuchni. Wstawiam wodę w czajniku. Sprawnymi ruchami odnajduję szafkę z kubkami i kawą. Niby mieszkam tutaj już sporo czasu, ale nadal mam problem ze zlokalizowaniem naczyń. Odkąd do mieszkania przychodzi dwa razy w tygodniu sprzątaczka, bo ja nie mam na to zwyczajnie czasu, to zawsze mi coś poprzestawia, a gdy już wrócę poźno do domu to nie mam okazji jej napotkać i powiedzieć żeby przestała to robić. Jaki to ma sens? Sprawy do wyjaśnienia w Kapitolu i tak zaraz się skończą i będę mógł wrócić do mojego domu w dwunastce. To nie będzie już tak samo i tak łatwo jak wcześniej. Odpędzam ostatki mary sennej z czoła przecierając je namoczoną ścierką. Materiał zimno pieści moją rozbolałą głowę. Oddycham głęboko i sączę gorącą kawę z kubka. To zawsze pozwala mi się uspokoić i rozbudzić. Siadam przy ogromnym szklanym stole w salonie. Leży co prawda na nim sterta papierów, ale dotąd nigdy mi to nie przeszkadzało, ponieważ pośród nich jest jeden obrazek, który powraca mnie do rzeczywistości. Sam sobie go narysowałem, dokładnie tak jak pamiętam. To Katniss, śpiewająca piosenkę z doliny w szkole. Jej śliczny i nienaganny wygląd powodował, że wszyscy w szkole jej pragnęli. A ja mogłem rozkoszować się tylko niespostrzeżonymi spojrzeniami. To był dzień który zmienił całe moje życie...

Włączam telewizor i zaczynam wsłuchiwać się w poranną dawkę informacji. Jednak ku moim oczom nie ma wiadomości, tylko jakiś program plotkarski kapitolu. Domyślam się, że to powtórka, ale nieomieszkam tego obejrzeć. Jestem tam w roli głównej. Nawet nieźle wyglądałem w tym garniturze, gdy poszedłem na rozmowę z dziennikarką. Myślałem, że po mojej twarzy zarejestrują coś w stylu "załamał się", "Peeta Mellark oszalał" ale nie. Oni woleli zrobić z tego jakąś pikantną intrygę która zburzyła mi komfort. Cały czas pod moim blokiem od wtedy stoi masa reporterów, papparazi i innych kretynów nie mających swojego własnego życia. Odkąd tu mieszkam w Kapitolu, wiem że nie zostawią na tobie suchej nitki. Zmieszają z błotem, a potem opuszczą. Ze mną było inaczej. Wyciągają ze mnie coś czego nie ma. Jest nierealne. Pytają o Katniss, o dziennikarkę z którą nie mam nic wspólnego. Jeden wywiad dla gazety w sprawie omówienia rozstania z Katniss, a oni wpadli na "genialny" pomysł zeswatania mnie potajemnie z nią. Potem tylko widziałem jej twarz z gazetach. Nawet nie dotknęła mnie. Tylko rozmawialiśmy i piliśmy kawę w jednej z kapitolińskich kawiarni. Żałowałem, że tam poszedłem, ale mogłem znów obserwować zdjęcia Katniss i upewnić się czy nikogo przy niej nie ma. Codziennie się o nią martwię. Czy coś je, czy Gale...

Znowu wspomnienia. Błyszczą w mojej głowie. Zaciskam mocno dłonie w pięści nie dając się im porwać. Gdy już odchodzą czuję, że osuwam się na ziemię.

Otwieram oczy. Przez okno wpadają promienie słoneczne. Zerkam szybko na zegarek. Oddycham z ulgą gdy orientuję się że jest dziesiąta. Spotkanie mamy na godzinę jedenastą, więc na szczęście zdąże. Mieszkanie znajduje się nieopodal Pałacu Prezydenckiego do którego stąd mam minutę wsiadając do Kapitolińskiego metra. Po chwili odczuwam uporczywy ból w prawej skroni. Błądze dłonią gdzieś po czole i...

- Ałaaa.-syczę, gdy odnajduję źródło bólu. Przechodzę do łazienki i patrzę w lustro.- No nieźle się urządziłeś Peeta.- prycham na odbicie w lustrze. Ogromny siniak, do tego jeszcze na widoku. Ciekawe co tym razem reporterzy wymyślą. "Porzucony przez kochankę?" śmieję się do siebie i ubieram białą koszulę przewieszoną na wieszaku. Zapinam starannie guziki i wciągam matowo-szare spodnie od garnituru. Przerzucam przez ramię srebrną marynarkę i ubieram czarne, mocno polakierowane buty. Czy oni zawsze muszą tak nas stroić przed spotkaniami z telewizją?- moje myśli biją się w głowie gdy staję znów przed lustrem, które spokojnie wisi w holu. Hol mojego mieszkania jest blado-czerwony. Nienawidzę tego koloru. Kojarzę go tylko z gorzkim smakiem w ustach, powiedziałbym że wręcz lekko-słonawym. Niedobrze robi mi się na tą myśl. Patrzę jednak w końcu w lustro i zapalam światło aby dokładnie przyjrzeć się swojemu dzisiejszemu ubraniu. Katniss mnie wyśmieje jak zobaczy. Setki myśli zderzają mi się z umysłem. Chociaż może już widziała mnie w gorszych strojach. Niezawsze byłem ubrany cudownie przez stylistów, szczególnie gdy przebywałem w Kapitolu. Moje mięśnie brzucha nagle mimowolnie się zaciskają. Muszę coś zjeść. Jestem tak podekscytowany, a zarazem okropnie się boję tego spotkania. Zmierzam do kuchni i otwieram lodówkę. Wyciągam z niej jakiś serek śmietanowo-koperkowy i odkładam na deskę. Z chlebaka wyciągam bułkę, która mi została z wczoraj i zaczynam wsmarowywać produkt "Cud Natury". Nienajgorzej smakuje, dałbym wszystko jednak, żeby zasmakować tego który miała Prim. Ten jest zrobiony sztucznie, staram się jednak nie myśleć ile chemiczych substancji do tego dodali, żeby wyglądał i smakował ekstra. Wzdycham i idę w kierunku drzwi wejściowych. Chwytam chłodne klucze ze skrzynki i otwieram mieszkanie. Wychodzę na opustoszałą klatkę. Pomimo tego, że to Kapitol i wszystko jest urządzone z przepychem to przejście w bloku jest zimne i wygląda okropnie. Korytarz pomalowany jest na ciemno-zielony kolor, blask ścian nadają im małe lampeczki po bokach. Zamykam mieszkanie na dwa razy i schodzę po mozaikowych schodach. Oczywiście, przez małą szybkę od drzwi w holu zauważam masę zgromadzonych papparazi. Przeczesuję ręką włosy i wychodzę na zewnątrz. Przesłaniam ręką twarz chroniąc ją przed blaskiem fleszy. Ktoś chwyta mnie za bark i podstawia mikrofon pod twarz.

- Gdzie jest Katniss?- zapytał reporter.

- Zostawcie. Mnie. W spokoju.- cedzę przez zaciśnięte zęby i wyrywam się z jego silnego uścisku. Idę szybszym tempem, żeby nie spóźnić się na metro. Oddycham z ulgą gdy już do niego wsiadam. Nie wszyscy zdołali się do niego zapakować, bo zabrakło miejsca. Siedzę sobie spokojnie i wpatruję się na szybko przemijającą ścianę. "Gdzie jesteś Katniss..." myślę odpędzając łzy w oczu.

W ciągu kilku sekund znajduję się już w Pałacu. Nie wiedziałem, że potrafię tak szybko biegać z protezą. Jednak uniknięcie tych gnojków pokazało mi z czym jeszcze jest w stanie poradzić sobie moje ciało. Brama odcina dostęp reporterom. Ochroniarze wprowadzają mnie pośpiesznie na salę. Zauważam Paylor, która rzuca mi słaby uśmiech i skina głową. Annie i Beetee'go, oraz Plutarcha. Nie ma Enobarii oraz całej reszty z dwunastki. Podejrzewam, że Johanna jest razem z nimi. Zajmuję wyznaczone miejsce i czekam. Dłonie zaczynają mi się pocić. Odgarniam spadające mi włosy na czoło i zaczynam nerwowo drgać nogą. Te kilka minut to dla mnie jakiś istny horror. Co kilka sekund spoglądam na zegarek. Mają jeszcze czas. Dopiero za dziesięć jedenasta. Lot najszybszym poduszkowcem z dwunastki też nie należy do najkrótszych. W końcu są...

Zauważam ją. Ubrana jest w szarą sukienkę. Rozkloszowana od bioder, delikatne wcięcie w dekolcie. Zatracam się w tym widoku. Dałbym sobie rękę uciąć, że jest od Cinny. Tylko on robił dla niej taki materiał. Moje oczy błądzą po jej ciele. Lustrujemy siebie raz po raz, gdy w pewnym momencie odwraca głowę i siada dwa krzesła dalej. Nadal jednak mogę się na nią bezkarnie patrzeć. Haymitch szturcha mnie i podaje dłoń. Silnie ją ściskam.

- Witaj chłopie.- rzucił chłodno.- Co u ciebie?

- Jakoś.- odpowiadam odwracając się w stronę Paylor, która chrząknęła że możemy zaczynać.

- Witam was wszystkich tu obecnie zebranych.- ten poważny ton do którego nie zdążyłem przywyknąć. Przez moje ciało przelatują ciarki.- Wiecie, dlaczego tutaj dziś jesteśmy. Katniss - dziękuję ci bardzo, że jednak zgodziłaś się tutaj przyjechać. To wiele dla mnie znaczy, nie zapomnę tego gestu.- oznajmiła kiwając głową. Zerkam dyskretnie na nią, która rzuca jej słaby uśmiech. Blask słońca oświetla jej twarz. Wygląda na okropnie zmęczoną. Nie wiem na ile udało jej się dzisiaj zdrzemnąć, ale podejrzewam że to nie były błogie chwile.- Pozostałym również dziękuję. Peeta- skina do mnie głową.- Jak Plutarch wam przekazał, za pewnie wiecie dlaczego się tu dzisiaj spotykamy. Na kolejnej radzie, chciałabym przedyskutować racje żywnościowe dla każdego dystryktu, sumy pieniędzy na pokrycie kosztów odbudowy i inne. Dziś jednak jesteśmy tu aby zagłosować.- mówi płynnie i odważnie. Jest pewna siebie. Młoda i władcza. Przez chwilę przebiega przez moją głowę cień, że to może jest zły pomysł, ale zasłużyła na to. Ona prowadziła również rebeliantów, także na pewno teraz będzie starała się zrobić wszystko w wprowadzić porządek.- Nie ma jednak dzisiaj z nami Enobarii. Niestety nie możemy zlokalizować jej pobytu, została nawoływana kilka razy przez gazety, telewizję, dzwoniliśmy po dystryktach, ale dostaliśmy wyraźną odpowiedź że jej nie ma. Widocznie nie chce się z nami skontaktować. Nie przedłużajmy jednak. Kto jest za tym abym mogła zastąpić w obowiązkach Blackhanda?- jego imię wywołało cichy pomruk na sali. Doradzca prezydenta Snowa poddał się do dymisji. Jakoś nie jestem w stanie w to uwierzyć, że tak łatwo się poddał. On jeszcze wróci, planuje za pewnie gdzieś teraz co zrobić jak już dorwie się łapskami do władzy po raz kolejny. Gale mógł ostrożniej wybierać swoich wspólników. Ciekawe czy przyjechał tutaj z Katniss. Zerkam na nią i zauważam, że ona również się na mnie patrzy. Nasze spojrzenia na krótko się przecinają, gdy po dłuższej chwili uciekła od tego. Całkowicie ją rozumiem. Zaczynam walczyć sam ze sobą, żeby nie paść na ziemię. Niedawno najbliższa mi osoba. Teraz nie mam zupełnie nikogo. Nikt się do mnie nie odzywa po tych plotkach. Tylko Gale, ale on też służbowo mnie traktuje. Mogłem ją dotykać, przytulać i całować, a teraz to tylko żałosne myśli nierealnego świata, który już nigdy nie powróci...

- Jestem za.- powiedział Plutarch. Zaraz po nim Annie również wypowiedziała to samo.

- Tak.- skinął głową Beetee.

- Ja również, jestem za.- odpowiadam jej ciepło prostując się na krześle. Jednogłośnie wszyscy się zgadzają z tą decyzją. Po twarzy Paylor przebiega uśmieszek tryumfu.

- Uważam więc radę za skończoną. Przegłosowane. Zapraszam was wszystkich dziś na uwiecznienie tej chwili i przekazanie mi insygni do władzy. Dziękuję, możecie odejść jak na teraz. Plutarch was o wszystkim powiadomi.- powiedziała podnosząc się. Mój czar pięknej zatrzymanej w miejscu chwili wpatrywania się w Katniss prysł. Wychodzimy z sali. Katniss zaczyna zanikać mi z pola widzenia. Zauważyłem, że przed salą zgromadziło się pare osób. Moim oczom ukazuje się mama Katniss, która rzuca mi gniewne spojrzenie i eskortuje ją na zewnątrz delikatnie trzymając pod łokieć. Gale podchodzi do mnie i zasłania mi cały widok.

- Cześć Gale.- mówię mu zerkając jeszcze przez jego bok ostatni raz na Katniss. Potem dopiero kieruję na niego wzrok. Wyciąga do mnie dłoń i szeroko się uśmiecha marszcząc jedną z brwi.

- Wygląda dzisiaj zabójczo, nieprawdaż?- zapytał figlarnym uśmiechem. Rzeczywiście wyglądała olśniewająco. Dopiero potem dochodzi do mnie sens jego słów. Patrzę chłodno na jego rozpromienioną twarz. Jeżeli właśnie taki chciał osiągnąć efekt to mu się udało.

- Taaa...- przeciągam mrużąc oczy.

- Wiesz może, uda mi się w końcu dzisiaj powiedzieć jej że powinna ze mną być. Od ostatniego czasu trochę się zbliżyliśmy.- powiedział chrapliwie. Wiem jednak, że chce mnie sprowokować. Gdyby tak było to by za nią poszedł. Widocznie było jej to nie na rękę.

Przeszywam go jeszcze przez chwilę moimi oczami, gdy tą wymianę przerywa nam Haymitch.

- Peeta, naprawdę dobrze wyglądasz.- rzucił klepiąc mnie po ramieniu.

- Dziękuję.- mruknąłem.- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy Gale.- syknąłem. Haymitch przebadał nas gorączkowo wzrokiem i oddczuł że panuje niewygodna dla nas sytuacja.

- Nie wątpię.- powiedział delikatnie rozkoszując się tymi słowami. Po chwili zauważam, że zaczyna się śmiać i mruga do mnie. Nie wiem co to ma znaczyć.- Żartowałem tylko. Mam nadzieję, że dzisiaj tak się nią zaopiekujesz, że jej przejdzie.- powiedział na ucho. Odwrócił się na pięcie wsadził dłonie do kieszeni i odszedł. Co to ma znaczyć do cholery?

- Brrr. Co z Wami?- zapytał Haymitch.- Co to za jakieś potajemne i pozbawione radości rozmowy?

- Ty również wyglądasz znakomicie. Bez alkoholu ci do twarzy.- rzuciłem uśmiechając się. Nie wiem jak długo już nie pije, ale wygląda na rześkiego i nawet karcę się w myślach, przystojnie. Dawno nie widziałem naszego mentora w tak dobrym stanie.

- Wiesz Peeta, co chciałbym dzisiaj zobaczyć?- spojrzał na mnie tajemniczo.

- Co?- odwróciłem wzrok na ścianę w korytarzu. Haymitch pięścią przywrócił mnie na ziemię i kontynuował.

- Jej uśmiech, rozumiesz?- bąknął przyciskając mnie do ściany.- Rozumiesz?

- Rozumiem.- odparłem mijając go. O co im wszystkim chodzi, to jest przecież tylko moja decyzja to z tym zrobię, ale mają rację. Tak bardzo chciałbym dzisiaj zatopić się w jej ramionach, ale wiem że będzie ciężko zamienić z nią choćby jedno słowo. Jednak dochodzi do mnie, że przecież będziemy się widzieć na kolacji. Mam trochę czasu, żeby dokładnie wszystko zaplanować. Mam nadzieję, że jest jeszcze dla nas jakaś szansa. Jak tylko wtłumaczę jej, że te wszystkie wywiady, jakieś dziennikarki to nie prawda. To będzie jedna z cięższych rozmów, które z nią odbyłem. Jeżeli jednak w ogóle do niej dojdzie...