Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#57 Kapitolińska słodycz

Opublikowany 2016/03/18

Witam, mam nadzieję że ten rozdział wam się spodoba. Pisałam go z wielkim uśmiechem. Hope you enjoy it.

Tak jak umowa mówi, jeżeli wam się spodoba i ktoś skomentuje ( bardzo będzie mi miło) to jutro dodam bonus. Inaczej kolejny rozdział środa lub czwartek, chyba że choroba nie odstąpi to w poniedziałek. Nie przedłużając - zapraszam. //Nszarynska 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Tak.-mówię cicho w kierunku Paylor naprzemiennie patrząc na Peetę. Zauważyłam, że odkąd mnie zobaczył nie spuszcza ze mnie wzroku. Najpierw mnie wykorzystał, a teraz udaje zakochanego do szaleństwa? Przecież to kompletnie żałosne. Johanna szturcha mnie gdy narada zostaje zakończona.

Od razu podnoszę się z krzesła, wiem że za tymi drzwiami czeka na mnie moja mama, która wyprowadzi mnie stąd tak szybko jak tutaj przyszliśmy. Znowu czuję na sobie jego wzrok, robi mi się słabo.

- Katniss.- mówi rześko moja mama łapiąc mnie za łokieć.- Chodź wyjdziemy na świeże powietrze.

Ledwo słyszę jej słowa, widzę jak przez mgłę. Coś do mnie jeszcze mówią, ale nie jestem w stanie zdefiniować co konkretnie. W głowie mam tylko jego spojrzenie i myśl, że to wszystko co dla niego zrobiłam było bez wartości. Przez te wszystkie lata, gdy walczyłam o to aby przeżył. Tylko po to, żebym mogła obudzić się następnego dnia i ponownie zobaczyć jego oczy. To wszystko jest takie bezsensu. Mogłam skonać na drugiej arenie. Peeta poprowadziłby rewolucję, miałby na to dużo więcej siły i słów w zanadrzu, a teraz? Błąkam się gdzieś w dwunastce bez niczego. Nic już nie trzyma mnie przy życiu, nie mam kogo ratować. Nie ma przy mnie tego jednego cudownego spojrzenia, które dawało mi siłę, żeby stoczyć walkę ze Snowem. Teraz już Snow'a nie ma, tak samo jak Coin, ale Peety też już nie ma w moim życiu. Wszystko co kochamy najbardziej, może nas doszczętnie zniszczyć.

Siadam gdzieś na ziemi obok Pałacu i płaczę. To jest moja jedyna umiejętność, którą pielęgnuję od dłuższego czasu. Johana przysiada się do mnie i zamyka mnie w swoich ramionach.

- Chcesz, żeby zobaczył cię w takim stanie? Musisz być silna bezmózgu.- mówi uszczypliwie tak jak zawsze.

- Ale, ja nie potrafię.- mówię między szlochami kręcąc głową.

- Po pierwsze wstań.- rozkazuje Annie, która wpatruje się w nas od dłuższej chwili. Widzę w jej błyszczących oczach troskę. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, że potrafi mówić tak groźnie.- Po drugie wytrzyj łzy.

- Po trzecie wstań i załóż koronę kochana. Nie widziałaś jak na ciebie patrzył?- zapytała śmiejąc się Johanna.- Możemy uznać to za sukces. Łyknął to jak młody pelikan.

- Ehe. Wstawajcie, już tu idzie.- parsknęła Annie.

Przyjaciółki pomagają mi wstać i doprowadzić się do porządku. Pociągam ostatni raz nosem i przecieram oczy.

- Co się z tobą stało, Dziewczyno igrająca z ogniem?- zapytała specjalnie Johanna w chwili gdy Peeta przeszedł przez drzwi. Zatrzymał się i popatrzył w naszą stronę. Machnął ręką na przywitanie, odwrócił się i poszedł dalej. I to tyle? Na pewno nie pomachał mi. Zauważam, że jego noga zaczyna drgać i w jednej chwili blondyn upada z hukiem na ziemię. Takie sytuacje zdarzają się tylko wtedy gdy się denerwuje. Jego proteza robi się niestabilna i ciężko jest mu się na niej utrzymać. Podbiega do niego Gale i pomaga mu wstać. Nawet nie zauważyłam kiedy tu przyszedł. Z zainteresowaniem przyglądam się zdarzeniu. Mój przyjaciel obraca lekko głowę w moją stronę i mruga. Uśmiecham się na znak, że zrozumiałam. Widocznie wie więcej niż ja. Pozwalam mu na kontynuowanie i przyglądam się z tryumfem na twarzy. Może one mają rację, że nie powinnam od razu się poddawać?

- O rany, ale poszedłem. Jak krew z nosa.- zaśmiał się tym swoim niewinnym śmiechem Peeta.- Dziękuję.

- Nie ma sprawy. Co się stało tak w ogóle.- spojrzał na niego zdziwiony. Nieźle mu się to udaje, bo Peeta odpowiedział coś co mnie zbija z tropu.

- Po prostu, zapatrzyłem się na coś i tak jakoś. Naprawdę dzięki, do zobaczenia potem, muszę już iść.- Minął go. Czy on powiedział o mnie "coś?"

- Nie sądziłam, że jestem przedmiotem.- mruknęłam obracając się w stronę Johanny. Przez jej twarz przeleciała wściekłość. Właśnie miała rzucić się za nim w pościg, ale razem z Annie ją powstrzymałyśmy.- To nie jest tego warte.- poinstruowałam.

- On nie jest niczego wart. Myślałam...- ucięła Johanna.

Zabolały mnie trochę jej słowa. Uświadomiłam sobie, że zmarnowałam tylko na niego czas. Miałam wrażenie, że te wszystkie pocałunki, poświęcenie, to jak zdałam sobie sprawę co do niego czuję było coś warte. Teraz to tylko ogrom wspomnień, które chciałabym wymazać z pamięci.

Leżę wpatrując się w jasno-niebieski sufit w moim pokoju hotelowym. Znowu niebieski kolor - prycham. Dokładnie za godzinę jest kolacja, a ja nie wiem co mam na siebie włożyć. To, że mama miała gdzieś schowaną tą sukienkę uszytą przez Cinnę, to był zwykły przypadek. Osobiście, poszłabym dwa razy w tym samym. Nie dbam o wygląd, ale gdy tylko poruszyłam ten temat Johanna pacnęła mnie ręką po głowie. Niby mówi, że on nic nie jest wart ale odczuwam, że wszyscy odkąd tu przyjechałam starają się zrobić wszystko, żebym z nim porozmawiała. To absurd. Już nigdy do tego nie dojdzie. Z zamysłu wyrywa mnie znajomy głos.

- Och Katniss, kochaniutka. Co u ciebie?- zapytała Effie. Poderwałam się gdy tylko ją zobaczyłam. Przytuliłam się do niej, tak dawno jej nie widziałam.

- Effie!- mówię wręcz krzycząc radośnie.- Gdzieś ty się podziewała?

- Tutaj, miałam dużo spraw w Kapitolu. Musiałam teraz zajmować się wyglądem Paylor. Poproszono mnie o to, więc nieśmiałam odmówić. Cóż za zaszczyt.- szczebiocze przewracając oczami. Rzeczywiście, Paylor wyglądała na pozór groźnie, ale wszystkie detale, nawet te najdrobniejsze podkreślały każdy jej atut.

- No faktycznie.- rzucam siadając na łóżku. Effie w ręce trzyma wielki czarny worek z wieszakiem na górze. Domyślam się co to jest i kto mógł maczać w tym palce.

- Mam tu coś dla ciebie skarbie.- powiedziała odsłaniając kreację. Nigdy nie ruszało mnie piękno sukienek, ale tą którą właśnie w dłoniach trzyma lekko Effie, zaparła mi dech w piersi. Zasłoniłam usta prawą dłonią.- Wiem, wiem że ci się podoba. To jedna z tych co zrobił...

- Cinna.- dokańczam biorąc ją od niej we własne ręce. Delikatność materiału, aksamit i to w jakim jest kolorze... Jest po prostu doskonała jak wszystkie inne. Nic nie zastąpi jego stylu i obróbki. Ciągle dostaję sukienki od niego. Jakby przed śmiercią przewidział, że mogą mi się jeszcze przydać. Tylko po co ich tak dużo.

Effie uśmiecha się promiennie przeplatając palce. Do pokoju weszła Johanna razem z moją mamą.

- Tak, ja ją tu sprowadziłam.- powiedziała Johanna wskazując palcem na Effie.- Kiedyś mi za to podziękujesz.

- Dziękuję.- odpowiadam jednocześnie mrugając.

- Podziękować? To mało powiedziane.- kwituje moja mama napawając się blaskiem czerwono-złotej sukienki.- Przymierz ją kochanie.

Właśnie tak robię. Moje ciało reaguje natychmiast gdy sukienka przesuwa się wzdłuż mojej talii. Jest idealnie skrojona, choć odrobinę za duża. To za pewne związane jest z tym, że ostatnio schudłam, ale to nie powinno sprawiać problemu. Ramiączka opadają mi starannie na ramiona, dekolt nie jest zbyt duży. Jej cudowność można zawdzięczać podkreśleniu figury. Naprawdę patrząc w lustro sama się dziwię, że pomimo wojny dobrze wyglądam. Materiał zakrywa wszystkie moje blizny na plecach i brzuchu. Jest nadzwyczajnie cudowna. Prawa noga pozostaje odkryta, a na lewej spoczywa większość miękkiej kreacji. Cała sukienka sięga mi do łydek, dosyć długa, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.

- O cholera.- powiedziała Johanna. Odczułam, że jej szczęka zaraz zmierzy się z podłogą.

- Bardzo ładnie wyglądasz Katniss.- mówi Annie, która weszła kilka sekund temu.- Peeta będzie zachwycony.

- Mam taką nadzieję.- odpowiedziała na jej słowa Johanna.- To nasza ostatnia broń.

- Co się tutaj dzie...- mruknął Haymitch wchodząc do pokoju. Jednak na mój widok nie dokończył zdania. Złapał się tylko za głowę i uśmiechnął.- No no skarbie, teraz jak Peeta upadnie, to nie wstanie.- zaśmiał się, zaraz za nim wszyscy zaczęli się śmiać tylko nie ja. Naprawdę myślą, że Peeta przewrócił się wtedy z mojego powodu?

- No dobrze. Już już szykować się za piętnaście minut idziemy na kolację.- powiedziała Effie klaszcząc w dłonie. Skinęłam do niej głową w ramach podziękowania za sukienkę. Poszłam do łazienki, która jest połączona z moim hotelowym pokojem. Johanna delikatnie podkreśliła wyrazistość moich oczu, malując sprawnie kreski czarnym tuszem. Gdy już skończyła mnie malować rozkazała mi spojrzeć w lustro ( ponieważ wcześniej wydała wyraźny rozkaz, że mam się nie patrzeć). Makijaż nie jest moją specjalnością, ale ona... Nie spodziewałam się, że potrafi robić to tak delikatnie, a zarazem sprawnie. Nieźle jej to wyszło. Powiedziałabym, że czuję się dużo lepiej niż malowali mnie styliści. Tusz nie jest tak ciężki i pozwala na dowolne mruganie bez ociężałych powiek. Wzdycham ciężko i patrzę się na nią.

- Tylko się nie rozklejaj tam bo cię chyba rozszarpie.- powiedziała groźnie. Zaśmiałam się cicho i dałam znak, że na pewno już tego nie zrobię.

Effie wpadła do pokoju i kazała nam się szybko zbierać, żeby się nie spóźnić. Gnamy pośpiesznie taryfą, którą zamówił wcześniej Haymitch. Bogato zdobiony samochód, na wieść że będzie musiał przetransportować tak "ważne i sławne" osoby przyjechał punktualnie pod nasz apartament. Po przyjeździe wchodzimy pośpiesznie na salę i zajmujemy wyznaczone miejsca. Jest tu mnóstwo ludzi, nikogo nie jestem w stanie rozpoznać. Sponsorzy, zamożni ludzie, dziwacy i inne osoby zamieszkujące w Kapitolu. Skąd Paylor ich wytrzasnęła i dlaczego oni tu są? Zerkam na Johannę, która jest równie przytłoczona jak ja.

- Nie pytaj. Nie wiem.- odparła mrugając oczami. Rozglądam się po ogromnej sali. Ściany pomalowane są na kolor pomarańczowy, właśnie taki jak lubi Peeta...

W jednej sekundzie mój cały świat zaczyna wirować. Idzie w naszą stronę, zauważam go. Moje nogi robią się miękkie jak z waty, ale silny podtrzymujący mnie uścisk Johanny nie pozwala mi paść jak kłoda.

- Witam wszystkich.- powiedział poważnie. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. Obserwuję każdy jego ruch. Każdy uśmiech do poszczególnej osoby. Ubrany jest w czarny garnitur, który opina jego umięśnione ręce. Po chwili czuję, że Johanna mnie puszcza i delikatnie szturcha.

- My pójdziemy zająć miejsca.- powiedział Haymitch niespuszczając z nas z oczu.

Zrozumiałam tą aluzję w jego głosie. Chce nam dać trochę wolnego czasu, ale nie wiem czy Peeta to odczuł. Jednak po dłuższej chwili zostajemy sami. Patrzy się na mnie, otwiera usta tak jakby chciał coś powiedzieć ale tego nie robi.

- Hej.- wydusza w końcu luzując krawat.- Wyglądasz...-przerwał jeszcze raz rejestrując moje ciało.- cudownie.

- Dziękuję.- odparłam krótko. Jego twarz oblała się rumieńcem, dokładnie potrafię rozgrźć co właśnie sobie o mnie myśli. Jego oczy przepełniają się pożadaniem.

- Jak sprawy w dwunastce?- zapytał skromnie.

- Jakoś.- prycham przecierając moją mokrą dłoń o kawałek sukienki. Nie pomaga to jednak, ale trochę mnie uspokaja.

- Katniss..

-Peeta..- wymawiamy jednocześnie nasze imiona. Zauważam dziwny błysk w jego oczach, które robią się szkliste.

- Przepraszam, to wszystko moja wina.- zaczął przełykając ciężko ślinę.- Nie powinno było do tego dojść.

- Co masz na myśli?- pytam go krzyżując ręce.

- Nie powinienem był się tutaj przeprowadzać. Po jakimś czasie zaczęło mnie to przytłaczać, wspomnienia wracają, a ludzie lubią robić z tego, no wiesz kołomyje.

- Taaa...- przeciągam nie spuszczając wzroku z jego niebieskich tęczówek. Peeta uśmiechnął się niewinnie spuszczając głowę. Na sali rozbrzmiała głośna muzyka. Wyciągnął dłoń w moim kierunku.

- Mogę?- zapytał. Nic nie odpowiadam tylko chwytam jego dłoń. Jest tak samo mokra jak moja. Oby dwoje wstrzymywaliśmy się przed tą rozmową. Jednak to było nieuniknione.W zasadzie mamy jeszcze dużo czasu i to może zaczekać. Przystępuję więc do czegoś innego. Opieram głowę o jego pierś, nasze nogi porywa muzyka, suniemy gładko po parkiecie. Peeta drugą ręką obejmuje mnie w pasie, gładząc moją talię palcami.

- Tęskniłam.- odpowiedziałam podnosząc na chwilę głowę patrząc mu prosto w oczy. On jednak nie mówi zupełnie nic, jakby czekał na moje pozwolenie. Zamykam oczy i biorę wdech. Peeta pochyla głowę i nasze usta stykają się. Właśnie za tym tęskniłam. Jego ciepłe usta, delikatnie muskają moje. Ten pocałunek sprawił, że znów zapragnęłam ich więcej.