Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#58 Koronacja

Opublikowany 2016/03/23

Witam i zapraszam do czytania obiecanego rozdziału. Kolejny będzie w piątek, jednak nie będzie to świąteczny ponieważ na blogu rozpoczyna się Listopad. Proszę o komentarze i dziękuję /Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Muzyka przestała grać, zatrzymaliśmy się niechętnie. Cudowna chwila przypomnienia się zakończyła wraz z wchodzącą na scenę Paylor.

Westchnęłam i spojrzałam na Peetę, który promiennie się do mnie uśmiecha. Marszczę brwi i otwieram usta, żeby coś powiedzieć ale on uniemożliwia mi to kładąc palec na moich ustach jednocześnie całując mnie w policzek.

- Chodź, później porozmawiamy.- powiedział delikatnie popychając mnie dłonią w stronę naszych miejsc. Widocznie ktoś specjalnie to zaplanował, także rozmowa z nim byłaby nieunikniona. Nasze miejsca są wyznaczone dokładnie obok siebie. Zrażam się na widok Katniss Mellark, zamiast Katniss Everdeen. Patrzę się na Haymitcha, który orientuje się po moim grymasie na twarzy, że coś jest nie tak. Zerka na kartkę którą mu wskazuję i cicho się roześmiał.

- No tak tutaj w Kapitolu ludzie myślą, że się pobraliście.- pokazał palcem na moją obrączkę.

- Oni nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.- odpowiadam.

- Witam wszystkich zamożnych przedstawicieli, zwycięzców, oraz rewolucjonistów.- powiedziała do mikrofonu, następnie przekazując go Plutarch’owi.

- Spotykamy się tutaj dziś, aby uczcić wybór nowego prezydenta Panem.- na sali wybuchły okrzyki radości i gromkie brawa. Dziwię się na ten widok, przecież ci ludzie są rządni krwi, a Paylor im tego nie może zaofiarować. Igrzyska zostały zniesione dożywotnio, jak nas zapewniano.- Poproszę asystentów o przyniesienie korony.

Mała dziewczynka, z upiętym na bok warkoczem w długiej do ziemi złotej sukience, dumnie pręży się przed Paylor z poduszeczką w rękach na której leży korona. Myślałam, że przywykłam już do dzieci wystrojonych na mój wzór, ale ten widok mnie bardzo poraził. Tak jak wszyscy ludzie skandujący moje imię na Tournée zwycięzców, za każdym razem gdy patrzyłam na twarze poległych trybutów w różnych dystryktach. Nie wszędzie tak było , ale w większości. Tak dokładnie jakby oni chcieli, żebym wygrała. Plutarch założył Paylor koronę. Nowa prezydent uniosła wysoko ręce i powiedziała do mikrofonu.

- Panem dziś, Panem jutro, Panem na zawsze!- większość osób zaczęła bić brawo na stojąco. Mnóstwo kamer, wszystko puszczane na żywo. Zauważam, że jedna skierowana jest w naszą stronę i za pewne jesteśmy teraz obiektem zainteresowania. Jednak operator kamery po chwili wrócił z powrotem do obserwowania Paylor. Brawa ucichły i ona znów mogła spokojnie zacząć mówić.- To co działo się ostatnio dla naszego narodu, niestety nie było naszą winą. Jak wiadomo, Blackhand został schwytany i resztę swojego życia spędzi w otchłani dystryktu trzynastego. Obywatele – ucięła patrząc się na nas.- Przyszedł czas na podjęcie ważnych decyzji, które mają na celu polepszyć nasze i wasze życie. Dlatego zgodnie z nowymi regułami, aby wszyscy pamiętali, jak niszczące były igrzyska śmierci, które wywołały strach w całym kraju pragnę oznajmić, że siedemdziesiąte piąte igrzyska śmierci, trzeciego ćwierćwiecza poskromienia zostają oficjalnie zakończone. Co się z tym wiąże, ogłosiliśmy pięciu zwycięzców, którzy będą musieli odbyć ostatnie Tournée.

Przez chwilę świat się zakręcił. Ścisnęłam mocno dłoń Peety. Johanna głośno się zaśmiała. Czuję, że to znów do nas wraca. Wszystkie koszmary związane z pociągiem, z areną.

- To niemożliwe.- mruknął Haymitch patrząc ślepo na Plutarch’a.- A to szuja mi nie powiedział.- syknął do Beetee’go, który wzruszył tylko ramionami. Widocznie też o tym nic nie wiedział. Czy my kiedyś wysiądziemy z tego pociągu i będziemy mogli nareszcie żyć w spokoju? Peeta jakby zrozumiał o tym myślę i mocno mnie objął. To jest jedyne czego potrzebuję w tym momencie. Jego ramion, jedyne które są w stanie zaspokoić mój strach i odpędzić koszmary. Chciałabym wstać i wykrzyczeć co o tym myślę, ale już i tak wystarczająco kamery się nami zainteresowały. Postanowiliśmy wszyscy wyjść z Pałacu. Haymitch parsknął coś, że źle się poczułam i zabrano nas z powrotem do hotelu.

- Co to ma być za szopka?- wrzeszczy Johanna na cały głos. Chodzi po salonie kiwając głową z dezaprobatą i ciągle się śmiejąc. Normalny człowiek powiedziałby, że zwariowała ale ja ją znam na tyle, że wiem że to co właśnie robi to jest tradycyjny sposób na radzenie sobie z emocjami. Pięciu zwycięzców. Nie uwzględniła Finnicka, właśnie do mnie dotarło.

- A co z Finnickiem?- pytam na głos. Wszyscy w jednej chwili spojrzeli się na mnie. W ich oczach widzę dokładnie to samo, gdy rozmawiałam z Peetą jak był przykuty do łóżka. Niewinni i bezbronni ludzie. Czas rozpada się nam w dłoniach.

- Świetne pytanie.- oprzytomniał w końcu Haymitch. Peeta nadal siedzi tylko i patrzy się w podłogę. Splatam nasze dłonie i opieram głowę o jego ramię. On drugą ręką mnie obejmuje. Czuję, że jego ciało niebezpiecznie drga.

- Peeta…- szepczę do niego w taki sposób, żeby tylko on mnie słyszał.- Jesteś tutaj?

- Zawsze.- spojrzał na mnie i delikatnie pocałował w czoło pozostawiając przyjemne mrowienie.- Dlaczego oni nadal nam to robią?

-Przez chwilę myślałem, Plutarch zawsze mówił tak wiarygodnie, tak jak u ciebie w domu Katniss. Przepraszam ja naprawdę nic o tym nie widziałem. Wiem, że to głupi pomysł, może da się to odkręcić.- wydusił Haymitch.

- Wątpię.- mruknął Beetee obracając wózek w moją stronę.- Przejrzałem ich plany, gdy wtedy rozmawialiśmy z Plutarch’em. Mówił coś o nowym prawie i tak dalej, co prawda nie wspomniał o trasie, ale napomniał że trzeba zakończyć oficjalnie igrzyska i tak dalej, ponieważ ta sprawa została zagrzebana. Niby były te medialne, ale to zostało unieważnione.

- Dlaczego nam nic nie powiedziałeś?- warknął Haymitch.

- Teraz to do mnie dotarło, jak usłyszałem ich słowa.

- Mogliśmy się chociaż do tego przygotować.- syknął nasz mentor.

- Po co?- mówię.- Nikt nigdy na nic nas nie przygotowywał. To zawsze było i będzie za naszymi plecami.

- Oni nadal pozyskują z nas rozrywkę.- powiedział odważnie Peeta.

Johanna popatrzyła się na nas i wybuchła śmiechem. Ta sytuacja jest tak nienormalna, że mam ochotę posłać w Paylor strzałę. Odpędzam tą myśl i zamykam na chwilę oczy, jakby to miało pomóc mi uciec przed światem. Słyszę tylko jak ktoś się podnosi, a zaraz potem dźwięk otwieranej szafki. Domyślam się co się zaraz stanie.

- Haymitch nawet nie próbuj.- wrzeszczę, zrywając się z kanapy.

- Bo co?- zapytał rozwścieczony.- Nie powstrzymasz mnie. Mam na to ochotę.- powiedział odkręcając butelkę z alkoholem. Właśnie patrzymy na jego powrót do nałogu.

- Haymitch daj spokój.- powiedział ciepło Peeta podchodząc do niego.

- Zostawcie mnie.- warknął. Odwrócił się na pięcie i poszedł do swojego pokoju. Myślałam, że to my jesteśmy młodsi, ale po tym jego spazmatycznym zachowaniu zaczynam w to wątpić. Beetee zaczął gładzić swoją bródkę i głęboko się zamyślił. Mam nadzieję, że jeszcze nas z tego wyciągnie. Tymczasem, po krótkiej chwili wszyscy postanowiliśmy rozejść się po pokojach. Wiem co to dla Peety oznacza, że będzie musiał wrócić do domu. Ja jednak łapię go za rękę i wciągam do sypialni.

Kładziemy się razem. Przeczuwam długą rozmowę. Jednak teraz jestem przy nim bezpieczna. Bynajmniej tak się właśnie czuję. Kładę głowę na jego klatce. Peeta przytula mnie do siebie i całuje we włosy.

- Nie wiem jak my to przetrwamy.- powiedział. W jego głosie usłyszałam niepokój. Obydwoje wiemy co to Tournée dla nas oznacza. Z tym, że teraz nie będziemy musieli udawać jak bardzo się kochamy. Z nieskończonymi koszmarami, odgrzebywaniem starych scen z areny oraz tego co się stało z Peetą i Finnickiem, a w szczególności stojącą Annie z synkiem pod zdjęciem Finnicka. Zupełnie samą.

- Peeta, kim jest ta dziennikarka?- wypalam zmieniając temat. Leżąc obok niego, nie mogłam się o to nie zapytać. W końcu przecież, jeżeli mamy do siebie wrócić, chciałabym żeby nie było przed nami żadnych tajemnic. On wzdycha ciężko. Tak jakby spodziewał się, że to powiem.

- Katniss, dobrze wiesz, że to jest wyssane z palca. Wszystkie te Kapitolińskie gazetki, codziennie gromadzą się pod moim mieszkaniem. Wypytywali o ciebie, nie było choćby jednego dziennikarza, który by nie zapytał o ciebie. Pewnego dnia właśnie ona zaprosiła mnie na kawę, żebyśmy o tobie porozmawiali. Wiesz dlaczego się zgodziłem?

Nic nie odpowiadam, czekam tylko w milczeniu, aż sam dokończy. Czuję jak moje serce mięknie. Dawno nie czułam się tak dobrze. Może nie jest to jakieś błogie uczucie, ale wiem co zaraz nastąpi, więc pozwalam mu kontynuować.

- Dlatego, że chciałem wiedzieć, czy przypadkiem nie jesteś z Gale’m. Tak bardzo się o ciebie martwiłem. Ta dziennikarka pokazywała mi twoje zdjęcia, nie wiem kiedy je zrobili, ale byłaś strasznie załamana. Wiem, że to jest wszystko przeze mnie. Mogłem przyjechać, porozmawialibyśmy normalnie. Tak bardzo za tobą tęskniłem, że od tego wszystkiego zacząłem się oddalać. Wspomnienia błyszczały, nie potrafiłem sobie z nimi radzić.

Podnoszę głowę, on jednak nadal mówi do mnie niespokojnie. Zamykam mu usta pocałunkiem. To jest jedyny mój sposób, na uciszanie go gdy mówi w taki sposób jakby majaczył. Teraz natomiast, nie przerywa i nie próbuje mówić dalej. Po prostu się poddaje.

- Peeta już mnie nie stracisz.- obiecuję odrywając się od niego.

- Przyrzeknij.- powiedział. Przez jego twarz przeleciał promyk radości. Zauważam, że jest to dosyć zabawne ale przykładam prawą dłoń do serca i podnoszę lewą rękę.

- Przyrzekam.

- Mam nadzieję.- powiedział ponownie mnie przytulając.

- Peeta, chcę żebyśmy mieli swój pokój w pociągu. Nie dam rady sama tam zasnąć.- on przytaknął głową. Nie widzę jednak jego twarzy, ale dam uciąć sobie rękę że właśnie się uśmiecha.

- Teraz już nie będę miał więcej takich koszmarów. Będę mógł bezkarnie się na ciebie patrzeć.- dotąd na poprzednim Tournée mi to przeszkadzało, że tak niespodziewanie lubił mnie bombardować takimi tekstami. Mi serce się krajało jak myślałam o tym, że zakochał się nieszczęśliwie bo ja nie mogę mu tego odwzajemnić. Po tym jak mi go zabrali, przestałam o tym myśleć, byleby tylko znów móc się do niego przytulić.

- Żebyś wiedział, że tak będzie.- wypaliłam obiecująco splatając nasze dłonie.

Blady blask słońca przeciska się przez firankę. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy, ale już jest ranek. Podnoszę się delikatnie, tak żeby go nie obudzić. Włosy opadają mu na czoło, więc postanawiam mu je odgarnąć. Peeta nabiera głęboki wdech. Czy kiedyś będę mogła dotknąć go i pozostać nie zauważona?

- Dzień dobry.- powiedział jeszcze z zamkniętymi oczami.- Wyspałaś się?

- A wyglądam na szczęśliwą?- odpowiadam gładząc go po twarzy. Otworzył szeroko oczy i popatrzył na mnie.

- Tak. Wyglądasz. Powiedz mi, że to dzięki mnie.- dodał zabawnie, chwytając moją dłoń, która spoczywała na jego twarzy. Zaczął gładzić ją delikatnie kciukiem.

- To dzięki tobie.- mruknęłam pochylając się i całując go. Wszystkie pocałunki z nim działają jak narkotyk. Powodują, że nie mogę się od niego oderwać, a co najgorsze wciągają i nawołują do kolejnych.

Normalnie, gdyby ktoś inny to zrobił, to bym go w tym momencie zabiła, ale że to mój bezbronny mentor to mu odpuszczam. Chciał wejść do mojej sypialni, ale nie wiedząc, że drzwi otwierając się do środka wpadł do niej i zatoczył się na podłodze. Peeta szybko wstał i pomógł mu się podnieść. Odwrócił głowę w drugą stronę, po chwili poczułam ten smród wymiocin i strawionego alkoholu, więc zrobiłam to samo co Peeta. Tak byliśmy wczoraj zajęci nasza rozmową, że nie pomyśleliśmy o tym, żeby sprawdzić co u Haymitcha.

- Chodź, trzeba cię wykąpać. Nie wyjdziesz tak do ludzi.

- Mam to gdzieś.- wybełkotał. Wynieśliśmy go z sypialni i w zasadzie „wrzuciliśmy” do wanny w łazience, która znajduje się na korytarzu. Pomogliśmy ściągnąć z niego marynarkę i spodnie, a z resztą trudno. Peeta zaczął polewać go ciepłą wodą. Po chwili do łazienki weszła Johanna. Trwało to może kilka sekund, bo jak poczuła ten smród to od razu zmieniła decyzję i zawróciła. Spojrzeliśmy z Peetą po sobie i zaczęliśmy się śmiać. Znowu to samo. Wtedy gdy Haymitch sturlał się ze sceny w dwunastym dystrykcie.

Poszłam do sypialni mentora i wzięłam kilka czystych ubrań. Zostawiliśmy je na umywalce i kazaliśmy mu się przebrać. Wyszliśmy na chwilę z łazienki, jednak ciągle warując przy drzwiach i nasłuchując czy nic mu się nie dzieje. Po chwili drzwi się otwierają. Oczy Haymitcha są mocno podkrążone. Nie wiem ile wczoraj wypił tego świństwa, bo w sypialni nie napotkałam żadnych śladów po butelkach. Musiał urządzić sobie przyjęcie w salonie. Przeszłam przez korytarz i zatrzymałam się przed salonem. Współczuję tym ludziom z Kapitolu, którzy będą musieli to dzisiaj posprzątać. Nie jestem jednak zaskoczona zachowaniem Haymitcha. Dokładnie wiem, że to jest jego jedyna ucieczka od problemów. Niestety jednak będzie musiał się ogarnąć, bo czeka nas długa podróż. Tournée Zwycięzców.