Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#59 Kąśliwa rozmowa

Opublikowany 2016/03/25

 Przepraszam za poślizg, ale jak wiecie przygotowania do świąt i tak dalej. Trybuci, czytelnicy. Chciałabym Wam życzyć wesołych świąt, smacznego jajka, żebyście spędzili je w pełni z rodziną i mokrego dyngusa!

A teraz zapraszam do czytania i komentowania. (Miło mi jak ktoś nareszcie skomentuje) Pozdrawiam Was! /Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Trzymam jeszcze chwilę dłoń Peety. Jest silna, ale delikatna. Uwielbiam ten uścisk. Pochłania całą moją drobną dłoń w porównaniu do jego.

Odgarniam mu włosy z twarzy i uśmiecham się. Jest cały mój, a myśl o tym że musiałabym się nim z kimś dzielić już nie będzie mnie więcej niepokoić. Wzdycham ciężko, że zaraz będziemy musieli się rozstać, niby na krótko, ale to dla mnie będzie wiecznością.

- Widzimy się wieczorem.- powiedział uśmiechając się. Mocniej ścisnął moją dłoń i odwrócił się do wyjścia.

- Peeta?- krzyżuję ręce i staję w lekkim rozkroku. Chyba zrozumiał o co mi chodzi i wrócił do mnie szybkimi dwoma susami. Objął moją twarz i czule pocałował.

- Ekhm.- chrząknęła Johanna.- Musimy iść Katniss.

- Do zobaczenia wieczorem.- powiedziałam cicho do Peety. Kiwnął głową i wyszedł. Nienawidzę tych rozstań. Zawsze mam wrażenie, że coś się stanie. Tak jak wtedy na arenie, gdy rozstaliśmy się nieświadomie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mogę go stracić na zawsze. Teraz gdy już jest wszystko w porządku, boję się o niego nawet gdy wychodzi do sklepu. Boję się, że znów mi ktoś go będzie chciał odebrać, tak jak Kapitolińskie gazetki niszczące tutejszym mieszkańcom życia. Jednak obiecał mi rano, że wraca z nami do dwunastki, bo to mieszkanie było tylko tymczasowe. Odwracam się w stronę Johannny, która patrzy na mnie z zażenowaniem.

- No co?- pytam ją wzruszając ramionami.

- Chciałabym tak wiesz, żeby wystarczyło jedno słowo i to wszystko, żeby ktoś zakochał się we mnie tak mocno.- rzuciła, gdy minęłam ją idąc przez salon.

- Sama nie potrafię tego zrozumieć.- odpowiedziałam przez ramię i weszłam do sypialni. Przepakowałam torbę i przebrałam się w luźne rzeczy. Musimy pojechać porozmawiać ze stylistami przed Tournée póki jesteśmy jeszcze w Kapitolu. Chcielibyśmy wszyscy mieć podobne stroje, więc wypadałoby aby nasi projektanci się ze sobą dogadali, a w tym przypadku często jest to ogromnym problemem. Wiem, że Haymitch i Beetee właśnie pojechali na rozmowę z Paylor, aby dowiedzieć się szczegółów, dlaczego nie zostaliśmy poinformowani o tych istotnych sprawach. Uznali to co słuszne, czyli że informowanie nas o tym i tak byłoby bezsensu. Nikt by tego nie poparł.

Effie butnie przeszła przez próg mieszkania. Stanęła w korytarzu i popatrzyła na nas.

- Witajcie, moje dziewczynki.- powiedziała słodko cmokając ustami. Jej nozdrza zaczęły się rozszerzać i w ułamku sekundy zauważyłam jak jej twarz nawet pod toną pudrów zrobiła się purpurowa. Przechyliła głowę i weszła pośpiesznie do salonu. Ten widok, powaliłby niejedną osobę, oraz smród który mu towarzyszy. Gdyby był tutaj teraz Haymitch, zostałby zadźgany przez spazmatyczne wrzaski Effie. Zasłoniła dłonią usta i popatrzyła na nas.

- Nie pytaj Effie.- przerwałam jej myśl i delikatnie poprowadziłam z powrotem do wyjścia. Johanna zamknęła za nami drzwi i wyszłyśmy we trzy z hotelu. Effie jeszcze przez chwilę kręciła głową uspokajając się wewnętrznie. Gdy już doszła do siebie po tej żenującej sytuacji, uśmiechnęła się sztucznie znów.

- Teraz już rozumiesz Effie, jak nie można nas zaskakiwać?- powiedziałam cicho w jej stronę wsiadając do czekającej na nas taksówki. Podjechaliśmy do ośrodka szkoleniowego dla trybutów, w którym czekali już na nas nasi styliści. Znowu jesteśmy skazani na to aby tu być. Wchodząc tylko do tego ogromnego budynku, od razu rozbolała mnie głowa. To tutaj byliśmy szkoleni na zabójców. To tutaj torturowali Peetę, Johannę, Annie… Tutaj wydarzyło się wszystko najgorsze, włącznie ze specjalnie budowanymi arenami na potrzeby igrzysk. Zauważyłam czwórkę stylistów. Siedzą w bufiastych strojach i jak mnie słuch nie myli, dyskutują o nas. Ale dlaczego akurat czterech?

- Johanna, coś tu jest nie tak.- mówię do niej ciągnąc ją za rękę.

- Pamiętasz tą kartkę wczoraj na kolacji? Z tym twoim nazwiskiem?- zapytała szeptem.

- Nie żartuj sobie.- mruknęłam.

- Aha, naprawdę.- zatwierdziła kiwając głową.

W takim razie, informacja o tym, że wyszłam za Peetę rozniosła się bardzo szybko po Kapitolu. Patrzę z zażenowaniem na cztery zadumane w sobie osoby. Dlaczego nie przyznano mi Mory? Stylistki, która przygotowywała mnie do wymysłu Blackhanda. A może ona też była ukartowana?

- Usiądź Katniss.- rozkazała gładko Effie wskazując mi miejsce.

- Witaj, jestem Lartius Juule.- mężczyzna obok mnie wyciągnął do mnie dłoń.- Będę zajmował się tobą i Peetą. Czy jest coś konkretnego co chciałabyś uwzględnić w waszych kreacjach?

- Słuchaj, jak ci tam Lartius.- rzuciła niedbale Johanna. Effie oburzyła się i nabrała głęboki wdech.

- Tak nie wolno!- pisnęła do nas. Johanna jednak nie zareagowała i kontynuowała.

- Oni mają wyglądać tak jak my rozumiesz?- wycedziła przez zęby wskazując na mnie. Gdyby Johanna mówiła do mnie w taki sposób, to zamroziła by mnie na setki lat. Przez plecy poczułam jak przebiega mi dreszcz.- Wszyscy to słyszycie? Nie obchodzą mnie wasze teorie, fikuśne stroje. To bzdura.

- Młoda damo…- zaczęła Effie. Siedzę i obserwuję spokojnie całą sytuację. To naprawdę wydaje się być śmieszne, jak wszyscy siedzący przy tym stole ludzie, próbują okazać złość i niezadowolenie, ale za bardzo nie wiedzą w jaki sposób. Wyniosłość i maniery… Zaczynam cicho śmiać się pod nosem. Jestem pod wielkim wrażeniem, że Effie nadal próbuje uzyskać przewagę nad głosem mojej przyjaciółki.

- Nie mówię do ciebie Effie. Proszę cię, siedź przez chwilę spokojnie i myśl o tym swoim pięknym wyimaginowanym świecie. Wracając do tego co mówiłam, cała nasza piątka ma wyglądać identycznie. Albo się dogadacie, albo nie wyjdziemy na scenę, a zapewniam was- Johanna przeniosła wzrok na chwilę na mnie i mrugnęła.- to wy potem będziecie musieli się tłumaczyć rozwścieczonym tłumom, dlaczego wasi ulubieńcy „Katniss i Peeta” nie zechcieli postawić swoich ważnych stóp na podeście.

Przeciągnęła nasze imiona i zmarszczyła tryumfalnie brwi. Po twarzy stylistów przebiegł strach. Spojrzeli po sobie i gorączkowo wszyscy jednocześnie przytaknęli. Nie było trzeba im dwa razy powtarzać, więc kłopot z nimi jest z głowy. Szkoda tylko, że nie da się z nimi porozmawiać w milszym tonie. Niestety w Kapitolu zamożni nie rozumieją co się do nich mówi, a czasami zdają wrażenie na naprawdę wykształconych ludzi. Obracamy się jednocześnie do nich plecami i wychodzimy z budynku. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, wybuchłyśmy śmiechem, tak bardzo że aż rozbolał mnie brzuch.

- Widziałaś ich miny?- powiedziała Johanna próbując naśladować na twarzy tą powagę.

- To było genialne.- powiedziałam klepiąc ją po ramieniu. Po kilku sekundach wyszła Effie. Jej mimika twarzy ukazuje, coś na wzór mieszanki płaczu i niezadowolenia.

- Bardzo się na was zawiodłam.- parsknęła między udawanym szlochem. Mam wrażenie, że podświadomie cieszy się z tego, że Johanna poprowadziła rozmowę w ten sposób, ale nadal odgrywa scenę przed tymi ludźmi. Wsiadła do taksówki i przetarła chusteczką policzki. Wzruszyłyśmy tylko ramionami i wróciłyśmy do taksówki. Na lotnisku czeka już na nas Haymitch razem z Beetee’m. Peeta ma pewnie masę rzeczy do zabrania, więc wróci tym późniejszym poduszkowcem- uprzedzam się w myślach, aby wyeliminować wszelkie czarne myśli w drodze powrotnej. Standardowa procedura, zapinają nas, poduszkowiec startuje i wreszcie mogę odetchnąć z ulgą. Kapitol jest okropnie męczący. Samo to, że muszę obserwować bogate budynki i potem wrócić do dwunastki i patrzeć jak ludzie głodują jest okropne. Na szczęście, racje żywnościowe zostały dostosowane tak, aby każdy żyjący obywatel w dwunastce otrzymywał codziennie paczki z jedzeniem. Paylor zasłużyła na to, żeby w końcu zostać prezydentem. Jestem do niej bardziej przychylnie nastawiona niż miałby nim zostać ktokolwiek inny. Cieszę się, że nie pchał się w to Gale. Do tej pory nie wiem co go do tego zmusiło aby pchać się w politykę. Z tych wszystkich obiecanek, wymuskanych z ust Coin, zostały tylko ogromne, niezagojone blizny. Poprzez to, że Peeta nie został uratowany, Gale miał nadzieję że sobie go w końcu odpuszczę. Później jednak zdał sobie sprawę z tego, że to tylko pogarsza sytuację między nami. Haymitch szturchnął mnie i wyszeptał do ucha.

- Co wyście jej zrobili?- zapytał wskazując kiwnięciem głowy w stronę Effie.

- Lepiej zapytaj Johanny. Jej słowa naprawdę potrafią ciąć jak żyletka. Sam wiesz.- powiedziałam.

- Niech lepiej ją przeprosi i to szybko. Nie mam zamiaru potem tego wysłuchiwać w dwunastce, że to mój wpływ na was tak działa.- wyszeptał. Nie ma mowy o tym, żeby Johanna ją przeprosiła. Jeszcze do tego musiałaby bardzo to przesłodzić, na to nie ma żadnej szansy.

Chłodne powietrze dwunastki, delikatnie szczypie mnie w policzki. Jest dopiero początek listopada, a Tournée zostało zaplanowane na akurat teraz. Może to nawet lepiej, że unikniemy podróżowania przed pierwszym śniegiem. Wchodzę ciężko do domu. Mama wróciła dzisiaj rano, z tego względu aby doprowadzić mieszkanie do czystości. Nie wiem co jej tak odbiło na tym punkcie nagle, ale cieszę się że mogę obserwować ją uśmiechniętą. Jesteśmy zdane tylko na siebie. Przytulam ją mocno.

- Gdzie jest Peeta?- zapytała.- Myślałam, że wraca razem z wami.

- Wróci prawdopodobnie wieczorem, chyba musi pozabierać te rzeczy z mieszkania.- odpowiedziałam ściągając kurtkę i buty.

- Prawdopodobnie?

Popatrzyłam przez chwilę na nią z ukosa. Mama nad wyraz się o mnie martwi. Delikatnie ściskam jej dłoń i staram się ją przekonać.

- Mamo wszystko jest w porządku.

- Mnie nie oszukasz, Katniss.- westchnęła.- No więc?

- Wiesz, jak bardzo się o niego martwię.

- Zadręczysz się kiedyś tymi myślami o nim. Chodź, przygotowałam obiad.

Siadłyśmy do stołu i zaczęłyśmy powoli konsumować ciepły posiłek w zupełnej ciszy. Mama włączyła hologramowy telewizor, który przyniósł mi Haymitch jakieś dwa miesiące temu, z myślą że będę chciała się dowiedzieć co na świecie. Jednak ja za bardzo wtedy nie wiedziałam po co żyję więc, telewizor pozostał w nienaruszonym stanie. Dobrze, że mama szybko wykorzystała nowy nabytek. Poprosiłam ją aby puściła wczorajszą transmisję z przemówienia Paylor, ale nie można nigdzie tego znaleźć. Jednak na każdym z możliwych kanałach z wiadomościami widnieje nagłówek : „ ZWYCIĘZCY OPUSZCZAJĄ PAŁAC”, „ KATNISS MELLARK W CIĄŻY?” .

Mama zakrztusiła się po zobaczeniu drugiego nagłówka, podobnie jak ja. Również przez chwilę zabrakło mi powietrza, więc szybko wyłączyłam telewizor.

- Katniss, wiem że ci się to nie spodoba, ale powinnaś wybrać się do Ceasara. Mogę przysiąc, że to z pod jego ręki wychodzi.- oznajmiła.

- Dopiero co byłam w Kapitolu, mogłaś powiedzieć mi to wcześniej.- warknęłam.

- W takim razie załatwicie to z Peetą innym razem. Powiedz mu, że jak będzie chciał to niech przyjdzie dzisiaj na kolację.

- Zapytam go.- rzuciłam skrobiąc widelcem po talerzu. Myślałam, że po powrocie będę mogła w końcu chociaż chwilę odpocząć, ale Haymitch zaczął walić do drzwi co dało mi do zrozumienia, że nigdy nie będziemy mieli chwili wytchnienia.

- Katniss otwieraj!- wrzeszczy przed drzwiami. Przekręcam klucz i łapię za klamkę, a on odpycha mnie tylko na bok i wchodzi bezkarnie do mojego domu.

- O co ci chodzi?- warczę na niego.

- Nie o co, tylko o kogo.- odparł wskazując przez szybę widok na drogę w wiosce zwycięzców.

Przez chwilę odetchnęłam, jak ją zobaczyłam, ale nie na długo, bo w towarzystwie kogoś, kogo nigdy bym nie podejrzewała. Zaczynam się osuwać, ale Haymitch łapie mnie mocno za ramię przywracając do rzeczywistości.

- Wiedziałaś coś o tym? Rozmawiałaś z nim?- zapytał zasłaniając mi widok. Widok na Enobarię w towarzystwie Peety.