Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#60a Pani Hawthorne...

Opublikowany 2016/04/02

Miałam dodać wczoraj, ze względu na 1 Kwietnia, tak więc potraktujcie go z dystansem. To taka notka na oderwanie się od rzeczywistości na blogu.

Chciałabym zadedykować ten rozdział czytelniczce Oleverd. Od dłuższego czasu widzę, ze komentujesz moje rozdziały i w sumie to chyba jesteś ze mną tutaj już długo. Dziękuję za to że tutaj jesteś i wspierasz mnie komentarzami.

Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem. To dla mnie bardzo ważne. Zapraszam też do komentowania pod tym rozdziałem.

Jutro będzie kolejny rozdział, żeby zrekompensować wam ten żart :D Także, nie przedłużając zapraszam do czytania i komentowania./Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jego ramiona otulają mnie całą. Mój wybór był słuszny. Tylko Gale jest w stanie mnie ochronić. Po tylu latach krzywd, które wyrządził mi Peeta nie jestem w stanie mu tego wybaczyć.

Z Peetą rozstaliśmy się pięć lat temu. Wtedy byłam samotna i zrozumiałam, że popełniłam błąd i skrzywdziłam kogoś kto tak naprawdę potrafi sprawić, żebym była szczęśliwa. Zaraz po Tournée zwycięzców okazało się, że Peeta ma kogoś na boku w Kapitolu.

- Hej Kotna.- mówi cicho całując mnie w czoło.- Wyspałaś się?

- Mhmmmm...- mruczę, jeszcze nie otwierając oczu.

- Mamo mamo mamo mamo!- wpada do pokoju czteroletni, mały berbeć. Uśmiecham się chociaż nie powinnam, bo jest rano i mój sen się właśnie skończył ale Sam ( koniecznie Gale uparł się, żeby malec miał tak na imię) jest moim całym sercem. W zasadzie dosłownie. Chłopiec wskakuje na łóżko i szybko zakopuje się w pościeli. Gale złapał go i zaczął delikatnie łaskotać, szepcząc coś o „najlepszym tacie na świecie”.

Szybko zaszłam w ciąże, po Tournée. Z tego wszystkiego zapomniałam co mu kiedyś wyjawiłam. Jednak Panem zrobiło się bezpieczne, Paylor więcej nie wtrącała się do nas. Ucieszyłam się, że mogę mieć w końcu cudowną rodzinę i szczęśliwe życie. Haymitch długo nie mógł się pogodzić z wyborem Peety, aż całkowicie wszyscy urwali z nim kontakt. Mentor prawie codziennie przychodzi do nas na kolację w zasadzie to „wujek Haymitch”. Nie mam pojęcia kiedy dojrzejemy do tego aby powiedzieć Sam’owi o tym co było wcześniej. Czasami miewam koszmary, ale Gale jest wciąż taki sam. Nigdy nie uległ Snow’owi, jego osaczaniu. Kocha mnie niezmiennie odkąd tylko wyszłam z nim na nasze pierwsze polowanie. Był moim strażnikiem, w końcu zrozumiałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni i to właśnie za niego powinnam wyjść. Codziennie od wioską zwycięzców gromadzi się masa Kapitolińskich reporterów, wywlekają nas, pytają dlaczego zdradziłam Peetę, że on teraz jest nieszczęśliwy. Może rzeczywiście beze mnie, gdy zrozumiał i przypomniał sobie ile dla niego znaczę, co do mnie czuje, nie potrafi z tym żyć. Nie zmienię swojej decyzji.

- Mamo, a kto to jest pan Peeta?- zapytał chłopczyk. Poczułam ukłucie w brzuchu. Skąd on może o nim wiedzieć, przecież miałam z Gale’m umowę. Patrzę przez chwilę na mojego równie zaskoczonego jak ja męża i zdaję sobie sprawę, że on też nic o tym nie wie.

- Jaki pan Peeta kochanie?- zapytałam delikatnie głaszcząc go po twarzy.

- No był tutaj taki pan i zaczepił mnie jak bawiłem się z Dann’em. Dann jest tak bardzo podobny do Finnicka. Jego rysy twarzy, czy nawet głupie żarty nam o tym przypominają i pomimo tego, że ma dopiero 6 lat niesamowicie potrafi pływać.

- Jaki pan? Zaczepił cię?- ponowił pytanie poddenerwowany Gale.

- Taki pan o jasnych włosach, miał takie dziwne oczy. Zapytał się mnie i Danna, czy znamy ciebie mamusiu i czy wiemy gdzie jesteś. Ja jemu nie odpowiedziałem.

- Już dobrze kochanie.- powiedziałam uspokajając go.

- Może idź wyciągnij już zabawki i zaraz pobawimy się tak jak zawsze?

- Taaaaak!- powiedział wyskakując z łóżka.

- Przyjechał tutaj?

- Myślisz, że wrócił do dwunastki po tylu latach?

- Nie mam pojęcia, mam nadzieję, że nie będzie próbował mi cię odebrać.- kontynuował Gale.

- Kochanie…- zawieszam słowo i przytulam się do drzącego z nerwów męża.- Dobrze wiesz co do ciebie czuję.

- Co dokładnie?- zapytał łobuzersko.

- Peeta.- mówię głośno.

- Co Peeta?

- Peeta.- wskazuję palcem przez okno szybko podnosząc się z łóżka.

- Co on robi?

Z mojej sypialni mam doskonały widok na ogród przy wiosce zwycięzców.

- Schodzę do niego.- odpowiadam mu. Zbiegam po schodach tak szybko jak to tylko możliwe, w biegu przerzucam przez plecy kurtkę taty i w furii wychodzę z domu. Trzaskam za sobą drzwiami tak, żeby mnie usłyszał. Zorientowałam się, że Haymitch i Annie również wyszli ze swoich domów, gdy go zobaczyli. Kapitolińscy dziennikarze zerwali się na mój widok spod bramy. Zaczęli uszczypliwie wszystko fotografować. Za kilka minut znów staniemy się hitem w całym państwie.

- Katniss?- zapytał trzymając kwiat w dłonie.- To dla ciebie proszę.

Wyciągnął w moim kierunku dłoń z białą różą. Złapałam za nią i mocno rzuciłam w ziemię, depcząc biały pąk. Peeta westchnął i opuścił głowę w dół.

- To ma być głupi żart?- ryczę na niego.

- Chciałem być uprzejmy, myślałem, że między nami nie wszystko skończone.

- Co ty myślałeś? Do reszty już pomieszało ci się w tej głowie?

- Jak widzę nie tylko mi.- powiedział wskazując na Gale’a i Sam’a.

- Coś nie tak?- zapytał go Gale. Zauważyłam, że cały się napiął.

- Katniss jest moja.- przecedził dokładnie Peeta.

- A Katniss jest jakimś przedmiotem?- zapytał Gale krzyżując ramiona.

- Peeta myślę, że skoro postanowiłeś się już tutaj przeprowadzić, to daj nam spokój. To wszystko już przecież między nami dawno się skończyło.- drobna rączka objęła moją rękę, która swobodnie była opuszczona wzdłuż ciała. Poczułam miłe, rozchodzące się ciepło, dokładnie takie gdy dotykał mnie Peeta…

Staram się odtrącić tą myśl, więc odwracam się na pięcie.

- Przepraszam…- jęknął Peeta. Nie zareagowałam. Dalej szłam twardo przed siebie nie dając nic po sobie poznać. To była osoba, w której zakochiwałam się nieświadomie. Więź w tak krótkim czasie zrobiła się bardzo silna, do takiego stopnia, że sama nie potrafiłam jej określić, bo to było dla mnie całkiem nowe uczucie. Nagle moje ciało zaczęło drgać, łzy leciały strumieniem po policzkach. Tylko Peeta zawsze wiedział kiedy płaczę. Potrafił mnie uspokoić, jako jedyny. Wszystko powoli do mnie wraca i czuję, że wbija mi nóż w plecy. Biała róża…

Biała róża. Musiałam zemdleć, tak jak zazwyczaj powoduje u mnie smród tego prześladującego mnie od zawsze kwiata. Małego gestu, który potrafi rozbudzić we mnie wszystkie śmiertelnie zabójcze emocje. Zaczynam uspokajać swoje ciało, oddycham głęboko i wypuszczam powoli powietrze ustami.

- Katniss, wszystko już w porządku?- zapytał Gale chwytając mnie za podbródek.

- Krótkotrwałe omdlenie, brak uszczerbku na zdrowiu pani Hawthorne. Czy nie działy się ostatnio jakieś niepokojące sytuacje z pani organizmem? Może mdłości?

Wpatruję się w lekarza i pośpiesznie mrugam oczami. Jaka pani Hawthorne? Przez chwilę, czuję się jakbym była z innej planety.

- Panno Hawthorne?- facet ponawia pytanie i co raz bardziej patrzy na mnie z poirytowaniem. Moja głowa znów zaczęła mi pękać. Lekarz kazał się położyć i podał mi dwie białe tabletki. Nie zdążyłam wsadzić ich do ust i ponownie straciłam kontakt z rzeczywistością…

Otwieram szeroko oczy. Czuję, że moje serce zaraz wyleci mi z klatki piersiowej. Zrywam się szybko do siadu i zaczynam głośno krzyczeć. Ktoś obejmuje mnie delikatnie i szepcze do ucha.

- Jestem przy tobie…- odwracam głowę i zauważam blondyna. Po kilku chwilach, gdy już trochę się uspokoiłam, dotarło do mnie, że to Peeta. Do sypialni wbiegła mała przerażona dziewczynka. Przetarła oczy dłońmi i zaczęła się w nas wpatrywać.

- Willow, mama miała tylko zły sen.- powiedział ciepło Peeta. Dziewczynka szybko przeszła na łóżko i mocno się w nas wtuliła. Spojrzałam przez okno w sypialni na ogród zwycięzców. Zauważyłam, że ktoś w nim jest. Podniosłam się i wychyliłam się przez okno. To Gale.

- Mamuś, wczoraj jakiś pan Gale, pytał się o ciebie, gdy bawiłam się z Dann’em.

Obróciłam się w stronę Peety i mojej córki. Poczułam mocne kopnięcie w brzuchu. Syknęłam cicho z bólu i spojrzałam na dół.  Mój brzuch jest strasznie opuchnięty, albo gorzej. Jestem w ciąży?

- Peeta, nawet nie uwierzysz jaki miałam sen…- westchnęłam ciężko i położyłam dłoń na brzuchu, jednocześnie go gładząc.