Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#60b Tylko Nie Tournée

Opublikowany 2016/04/03

Witam i zapraszam do czytania kolejnego rozdziału. Następny rozdział pojawi się dopiero w piątek.

Zapraszam do komentowania, oraz dziękuję :) //Nszarynska   

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Peeta?- pytam idąc w jego kierunku. Enobaria patrzy na mnie w taki sposób jakby chciała mnie posiekać. Idzie niepewnie obok niego z rękoma w kieszeniach.

-Hej.- mruczy mi do ucha całuje w policzek.

-Co robisz w jej towarzystwie?- pytam go szeptem, nie spuszczając wzroku ze zwyciężczyni.

- Przywiozłem ją z Kapitolu.- odpowiedział krótko stawiając walizki na ziemi.

- Jak z Kapitolu?

- Porozmawiamy później.- dał mi stanowczym tonem do zrozumienia, że muszę zaczekać jak zawsze. Wzdycham ciężko i łapię za jedną walizkę. Peeta rzucił mi groźne spojrzenie.- Zostaw Katniss, sam poniosę.

- Chcę ci pomóc, odciążę trochę twoją nogę.- przekonuję go. Peeta jeszcze przez chwilę patrzy na mnie z boku, ale wyraża ostatecznie zgodę. Wiem jak ciężko mu musi być dźwigać takie ciężary. Proteza jest czasami niestabilna, szczególnie gdy jest na niej duże obciążenie.

- Peeta, przyjdziesz dzisiaj do nas na kolację?- zapytałam podczas drogi do domu. Myślałam, że walizka jest dużo lżejsza, ale jest zapchana po brzegi co powinno mi dać do myślenia. Musiał chyba kamienie tam powrzucać. Staram się nie zaprzątać sobie tym głowy, więc odwracam swoją uwagę pytając go o kolację. Już po krótkiej chwili mogę stwierdzić, że to dobry pomysł.

- Oczywiście, że tak.- odparł błyskawicznie. Jego oczy zaświeciły się radośnie. Uśmiechnęłam się pod nosem.

Weszliśmy do jego domu. Opustoszały, ale jak na taki czas jego nieobecności w całkiem dobrym stanie. Kładę walizkę w korytarzu i rozmasowuję obolałą rękę.

- Mówiłem ci przecież, żebyś nie brała tej walizki.- jego ton spoważniał i zrobił się zimny. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego niewinnie.- Nie jesteśmy już na arenie Katniss. Nie musisz mnie chronić.

- Chciałam ci pomóc.- tłumaczę. Jego oczy jednak przepełniają się ciemnością. Podchodzę do niego, chwytam go za rękę, a drugą kładę mu na twarzy.

- Nie potrzebuje pomocy.- warczy sparaliżowany. Zamyka oczy i opuszcza głowę.- Zaraz mi przejdzie.

Nie zastanawiam się dłużej i delikatnie go całuję. Obawiam się najgorszego, że mnie odepchnie, ale to nie następuje. Odczuwam tylko obejmujące mnie ręce.

- Jesteś moim jedynym lekarstwem.- odpowiada. Oczy powróciły mu do naturalnej barwy.

- Peeta, co widzisz gdy masz te wspomnienia?- pytam go ciągle się do niego przytulając.

- W zasadzie to nic. Czuję emocję, takie na przykład jak strach, albo przeraźliwe zimno. Czasami jednak widzę ciebie, zmodyfikowane wspomnienia, które wyhodował sobie u mnie Snow. Nienawidzę siebie za to. Gdybym mógł wtedy jakoś się zaprzeć, powstrzymać…- uciął.

- Każdemu z nas wyrządził krzywdę, ale przez to zobacz jaki jesteś dla mnie wyjątkowy.- odpowiadam. To prawda. Gdyby Snow nie zrobił mu krzywdy, nie zrozumiałabym jak bardzo jest dla mnie ważny i jak mocno go kocham. Teraz dopiero uczę się rozumieć takie emocje. Zawsze gdy tylko patrzę na Peetę, czuję przyjemne ciepło w brzuchu.

- A jaka ty dla mnie… Och gdybyś wiedziała, co wtedy działo się ze mną w trzynastce na stołówce. Wtedy poczułem tak silne uczucie do ciebie, ale głowa mówiła że to zagrożenie. Walczyłem sam ze sobą. Teraz mogę uznać, że zaczynam wygrywać te bitwy.

- Jeszcze trochę i wygramy wojnę.- odpowiadam przelotnie go całując.- Chodź trzeba trochę wysprzątać mieszkanie, zanim przyjadą styliści.

Peeta przytakuje i idzie w moje ślady. Wchodzę do kuchni, biorę ścierkę i miskę z wodą. Mieszkanie, oprócz tego, że wygląda na posprzątane, jest okropnie zakurzone. Zaczynamy przecierać parapety, półki i wszystko na czym mogła zgromadzić się warstwa brudu. Na jednej z półek zauważam to samo zdjęcie, które przebiłam strzałą. Poczułam dziwne ukłucie w sercu i wyrzuty sumienia. Mam nadzieję, że Peeta nie będzie na mnie za to zły. Postanawiam mu o tym powiedzieć, zanim zobaczy to na własne oczy.

- Wiesz Peeta…- zaczynam przeciągając. Zwykle w tym momencie wszyscy wiedzieli już, że coś nabroiłam. Peeta prostuje się i patrzy wyczekująco.

- Co się stało?

- Bo jak wtedy, już odpuściłam sobie ciebie na jakiś czas, ja cię okropnie przepraszam, nie wiem dlaczego to zrobiłam.- zaczynam się tłumaczyć.

- Spokojnie, było minęło kochanie.- odpowiedział. Ugh, kochanie jest takie przytłaczające. Zawsze gdy przez usta Peety przechodzi to słowo, nie mówię że nie jest przyjemne ale nie wygodne. Czuję się taka mała i niewinna, jak pięcioletnia dziewczynka.

- To nie o to chodzi.- wyrzucam.- Przysięgnij, że nie będziesz zły.

- Przysięgam.- położył prawą dłoń na sercu i lewą rękę uniósł do góry.

- No bo, wiesz jak mamy u mnie w salonie to wspólne zdjęcie, które podarowałeś mi wtedy na urodziny…

- Tak?

- Przez przypadek, posłałam mu strzałę.- zaciskam zęby i patrzę na niego. Peeta uśmiecha się tylko i kręci głową.- Nie uszkodziłam cię. Ani żadnego z nas.

- Mogłem się domyślić, bo tak nerwowo ściskasz to zdjęcie.- wskazał na moje dłonie. Rzeczywiście, z nerwów objęłam je kurczowo. Dziwię się, że szkło nie pękło. Przypominam sobie moje urodziny, gdy Peeta podarował mi te prezenty. W szczególności, gdy podarował mi siebie…

- Przepraszam.- odpowiadam zamyślona i odkładam je na półkę. Zaczynam znów przecierać kurze, ale czuję jego oddech przy moim uchu. Nie wiem jak on to robi, ale zawsze gdy unikam takich sytuacji, już jest przy mnie.

- O czym tak myślisz?- oznajmił przekładając kosmyk włosów z mojej twarzy za ucho.

- O tamtych urodzinach.- ucinam.

- A konkretniej?- moją twarz zalał rumieniec. Poczułam, że robi mi się gorąco.

- Po tym co było po urodzinach.- szepczę. Zawsze jestem wściekła, gdy Haymitch wchodzi w nieodpowiednich momentach, ale w zasadzie dzisiaj trafił w sedno. Wiem dobrze do czego prowadziła ta rozmowa z Peetą.

- Nie przeszkadzam?- zapytał wchodząc do mieszkania. Peeta miny zdradziła wszystkie jego zamiary. Wściekł się, już chciał coś powiedzieć, ale położyłam mu palec na ustach i wyszeptałam.

-  Nie teraz Peeta. Wiesz przecież, że mamy długą rozmowę do odbycia ze wszystkimi.

- Ehh. Masz rację. Ja już się rozmarzyłem.- westchnął wymijająco.

- Nikt nie powiedział, że nie możemy tego dokończyć później.- mruczę.

- Zobaczymy.- mrugnął i złapał mnie za rękę.

Idziemy w stronę mojego domu, w towarzystwie Haymitch’a i Enobarii, którzy również zostali zaproszeni na dzisiejszą wieczorną kolację u mnie. Zapewne zostali zaproszeni przez moją mamę. Wchodzimy szybko do salonu. Tam czeka już reszta osób, w zasadzie mogłam się tego spodziewać. Johanna uśmiecha się na mój widok. Gale natomiast odwraca wzrok w drugą stronę, gdy zauważa że mam splecioną dłoń z Peetą. Znowu to samo, narobił sobie niepotrzebnej nadziei, a przecież wiedział jak będzie. Atmosfera napięła się w ciągu sekundy. Enobaria zaśmiała się cicho patrząc w moją stronę.

- Nigdy nie myślałam o was poważnie. Boże to jest chore.- odpowiedziała siadając na kanapie obok mojej mamy.

- Przyzwyczajaj się.- warknęła Johanna krzyżując ręcę. Wymieniły gniewne spojrzenia między sobą, co również przechwycił nasz mentor.

- Starajcie nie pozabijać się do końca Tourée, dziewczynki.- przeciągnął ostatnie słowo. Wszyscy zaśmialiśmy się gdy to wypowiedział. Johanna i Enobaria nadal mają śmiertelnie poważne wyrazy twarzy. Jak zaraz czegoś nie zrobię to moja przyjaciółka rzuci się jej do gardła.

- Chodźmy do kuchni. Tam porozmawiamy.- oznajmiam. Wszyscy przystają na moją propozycję i wchodzą do kuchni. Stół jest już odpowiednio przygotowany i nakryty. Gale musiał pomóc mojej mamie, bo zauważam że dostawiony jest jeszcze jeden. Ciemny obrus, gładko wtulony w drewno, oraz porcelanowe talerze komponują się znakomicie. Wiedziałam, że moja mama ma dobry gust w takich sprawach. Siadam obok Peety, w dalszym ciągu nie puszczając jego ręki. Może jest to dosyć nie wygodne i nie na miejscu, ale nie potrafię odstąpić go na krok. Gdy już jest tu przy mnie, to mogę dotykać go kiedy tylko mam na to ochotę. Bolesny wyraz twarzy Gale’a wywołuje u mnie smutek. Dobrze wiedział przecież, że nigdy nie będę w stanie zrezygnować z Peety. Mój przyjaciel będzie musiał się w końcu z tym pogodzić. Zaczynamy jeść. Haymitch rozmawia o czymś z Beetee’m o Tournée. Ustalają jakieś znaki ostrzegawcze, o czym będą mówić, a nawet w jaki sposób stać. Udaję tylko, że go słucham i co jakiś czas kiwam głową. Wystarczy, że Peeta zapamięta co mamy robić. Tak, czy tak jestem beznadziejna w mówieniu, więc w zasadzie mentor nie mówi do mnie. Po jakimś czasie, gdy już skończył mówić o zachowaniu w trakcie objazdów postanawiam zacząć temat Enobarii.

- Gdzie ty byłaś przez tyle czasu Enobario?- mówię i uśmiecham się do niej, żeby nie uznała to jako formy ataku, co absolutnie nim nie jest.

- W Kapitolu. Postanowiłam nie wtrącać się do was. Myślałam, że zmienię swój wizerunek i nie będę musiała już użerać się z władzami, oraz jakimiś bezsensownymi spotkaniami. Postanowiłam, że zrobię tak zaraz po tym głosowaniu o igrzyskach, które chciała zorganizować Coin. Cieszę się jednak, że ręka sprawiedliwości dotknęła i ją. Szczerze to nie żałuję, że tak zagłosowałam, ale dobrze że jednak te igrzyska się nie odbyły. Po nich byłyby kolejne i kolejne…- zatrzymuje na chwilę patrząc po twarzach innych osób przy stole. Oczywiście, Enobaria ma stuprocentową rację. Ludzie są żądni krwi, naród jest w stanie zgładzić się samoistnie. Wystarczy im tylko iskra. To coś o czym mówił przez tyle lat Snow. Wystarczy iskra, żeby zniszczyć tak słaby i kruchy system. Może teraz jest spokojnie, ale gdy ktoś w Kapitolu uzna coś nowego na modę, to wszystko wróci do czasów z przed igrzysk. Potem znajdzie się ktoś typu „Coriolanus Snow” i zrobi to co będzie chciał, bo ludzie pójdą za nim nawet w ogień, byleby tylko doświadczyć rozrywki. Wciąż czuję na sobie to spojrzenie Gale’a. Co jakiś czas co prawda, ale jak tylko obraca się w moją stronę to mam wyrzuty sumienia. Poprzednim razem rok temu, rozmowa z nim nie miałaby sensu, ale teraz mam nadzieję, że to zrozumie. Po za tym zauważyłam jak Enobaria się na niego patrzy. To dziwne, ale nawet pasują do siebie. Chciałabym, żeby Gale również odnalazł swoje szczęście.

Kończymy jeść, razem z Johanną zmywamy naczynia. Peeta podaje nam kolejne i kolejne, dopóki nie zaczyna brakować miejsca na blacie. Reszta poszła do salonu. Z tego co słyszę, to oglądają nasze rodzinne zdjęcia i się śmieją. Trochę żenujące jest słyszeć co chwile „malusia Katniss”, ale cieszy mnie to że mama zachowała nasze pamiątki. Gdy usłyszałam od Gale’a, że dwunastka została zbombardowana, pomyślałam że straciłam to wszystko i została mi tylko moja pamięć, która prędzej czy później i tak zacznie zawodzić. Na szczęście, wszystko jest na swoim miejscu. Peeta podwija rękawy od koszuli i pomaga nam zmywać. Może nie dosłownie pomagać, bo więcej rozlewa i nas ochlapuje jak pomaga. Myślałam, że będzie to Johannie przeszkadzać, ale wygłupia się z nim tak samo jak ja co mnie bardzo cieszy.

- No pięknie, jestem ciekawa kto to posprząta.- podjęła moja mama wchodząc do kuchni. Na podłodze zrobiła się ogromna mokra plama. Popatrzeliśmy po sobie i zaczęliśmy udawać, że nie wiemy o co jej chodzi. Mama skrzyżowała ręce i zamruczała pod nosem.- Ach dzieci, dzieci…

Siedzieliśmy wszyscy w salonie do późna w nocy rozmawiając na każdy temat, który nie dotyczy tego co czeka nas za kilkanaście godzin, ale gdy wybiła północ, każdy stwierdził, że czas najwyższy pójść się zdrzemnąć. Niestety jutro od rana zaczną się przygotowania do Tournée. Gdy tylko o nim próbuję myśleć, zaczyna boleć mnie brzuch. Jutro znów wsiądziemy do tego pociągu. Staniemy przed kamerami z tymi sztucznymi twarzami, będziemy udawać, że wszystko jest dobrze, a tak nie jest. Minuty mijają nieubłagalnie. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł do swoich domów, włącznie z Peetą. Po jego twarzy widziałam, że jest strasznie zmęczony, więc nie zatrzymywałam go. Stawiam ociężałe kroki na schodach. Każde przekroczenie kolejnego stopnia powoduje dziwne konwulsje w moich mięśniach nóg. Nie sądziłam, że ten dzień może być tak męczący. Kładę się na łóżko i prawie od razu zasypiam.

Zrywam się z łóżka ciągle krzycząc. Oddycham głośno i patrzę tępo w ciemne kąty pokoju. Znowu koszmary. Śni mi się pociąg, który cały czas jedzie, jednak cały czas coś za pociągiem nas goni. Przecieram kawałkiem koszuli nocnej czoło, które mam mokre od potu. Mój sen na dzisiaj chyba już się zakończył, nie wiem czy zdołam jeszcze zasnąć. Wolę chyba nie spać, jak mam znowu przenieść się do sennego koszmaru, w którym znajdę się w tym okropnym pociągu wypchanym po brzeg różami. Oddycham jeszcze niespokojnie przez chwilę, aż serce znów zaczyna bić spokojnie. Skulam się w pościeli i przytulam mocno do poduszki. Normalnie, powiedziałabym że to jak w jakimś horrorze, bo drzwi od mojego pokoju się otwierają z cichym skrzypnięciem.

- Nie śpisz?- zapytał Peeta.

- Co ty tutaj robisz?- pytam w odpowiedzi.

- Mam koszmary. Nie mogę zasnąć, postanowiłem sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku. Musiałem tylko się upewnić, że tu jesteś. Dobranoc.- odpowiedział lekko ciągnąc za drzwi.

- Peeta.- wyduszam z siebie.- Zostaniesz ze mną?

Nie odpowiedział, zamknął tylko drzwi od sypialni i szybkim susem znalazł się obok mnie. Objął mnie mocno i wyszeptał do ucha.

- Zawsze.