Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#62 Kryształowe Lampki Wina

Opublikowany 2016/04/23

Przepraszam za ten zastój chwilowy, ale miałam bardzo dużo nauki. Teraz następny rozdział pojawi się dokładnie za tydzień, a potem o kolejnych zobaczymy. Zapraszam do czytania i komentowania. //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chwytam dłoń Peety, wyciągniętej do mnie wprost z pociągu. Jest zimna, zapewne dlatego, że jest chłodno na dworze. Stawiam krok na pierwszy schodek przy wejściu do pociągu i zerkam jeszcze raz przez ramię. Mama macha mi na pożegnanie i wtula się w Gale’a.

Wiem, że Gale zrobi wszystko aby chronić moją rodzinę, więc tym mogę już sobie nie zaprzątać głowy. Johanna popycha mnie delikatnie dłonią i zaczyna coś warczeć pod nosem. Przeskakuję sprawnie do pociągu. Moje nozdrza od razu przepełniają się jego zapachem. Zawszę gdy wchodzę do tych przepełnionym bogactwem kapitolińskich środków transportu, to w każdym można poczuć to samo. Kojarzę go na tyle znajomo, że nie wywołuje u mnie na początku żadnych powikłań. Na początku, ponieważ później doprowadza mnie do szaleństwa. Przechodzimy z Peetą przez długi korytarz i wchodzimy do salonu. Haymitch siedzi już przy stole razem z Beetee’m oraz Plutarchem i zaciekle dyskutują na jakiś temat. To ostatnio bardzo często powtarzająca się czynność, którą mam przyjemność widzieć. Opadam ciężko na fotel i przysłuchuję się ich rozmowie. Nie interesuję się tym zbytnio, ale może mówią o czymś, czego jeszcze nie wiem.

- To nie przejdzie, dystrykty w czasie Tournée mają zablokowany dostęp do podróży. Wszystko jest zatrzymane aby nie wywoływać zbędnych sytuacji.

- Jak co?- wypalam. Cała trójka obróciła się w moją stronę krzywo patrząc.

- O radości, szkoda, że nie słuchasz mnie nigdy, gdy do ciebie mówię.- rzucił ironicznie Haymitch przykładając szklankę do ust.

- Jak na przykład to, że ktoś mam na myśli dystrykt pierwszy i dystrykt drugi mają płatnych i szkolonych zabójców. Może nagle będą chcieli w trakcie Tournée zrobić zamach. Mam na myśli w Kapitolu, aby było spektakularnie.- tłumaczy Beetee poprawiając okulary.

- To nie ma sensu. Zrobią to i tak kiedy będą chcieli. Na przykład podczas przejazdu po ich dystryktach.- prycham.

- Od jak dawna jesteście rozrywką Katniss?- zapytał Plutarch. Wymieniamy się gniewnymi spojrzeniami. Następne słowa raczej nie będą przyjemne z moich ust. Peeta to wyczuł i zaczął mówić przede mną.

- Uspokójcie się. Powiedzcie lepiej co można zrobić aby temu zapobiec?- nerwowo rozejrzał się po pomieszczeniu, chyba szuka pomocy u Johanny, bo właśnie na niej zatrzymuje na chwilę swój wzrok. Ona jednak wzrusza tylko ramionami i odwraca głowę w stronę okna. Nawet nie wiem kiedy pociąg ruszył, bo przemieszczamy się w bardzo szybkim tempie. Śledzę moimi oczami wszystkie drzewa, które jestem w stanie zauważyć. Opieram głowę na dłoni i wzdycham głośno. Po jakimś czasie wpatrywania się na przemijający las, do którego nie będę mogła wejść przez następne dwa tygodnie, postanawiam zamknąć oczy, abym się nie rozpłakała z tęsknoty za jego zapachem i pięknem. Moje ciało zaczyna się odprężać co jest oznaką, że lada moment przysnę…

Budzi mnie dotyk miękkiej pościeli. Na pierwszy rzut oka zauważam Peetę, który przykrywa mnie kołdrą. Całuje mnie w czoło i odchodzi.

- Peeta?- mówię do niego dając mu znak, że się przebudziłam.

- Tak?- zapytał odwracając się do mnie.

- Gdzie ty idziesz?

- Dyskutujemy na temat planu na Tournée. Przyjdę jak tylko skończymy i jutro rano o wszystkim ci opowiem.

- Która jest godzina?- pytam.

- Och, dopiero dwudziesta pierwsza. Od razu jak zauważyłem, że zasnęłaś to postanowiłem zanieść cię w wygodniejsze miejsce.

- Kapitolińskie fotele naprawdę są wygodne.- mówię do niego i uśmiecham się.

- Nie wątpię.- odparł i zaśmiał się.- Połóż się, za niedługo wrócę.

- Mhm.- mruczę i przytulam się mocno do pościeli. Słyszę dźwięk zasuwających się drzwi. Zaraz po nich słyszę, że znów się otwierają. Zrywam się z łóżka i patrzę w stronę drzwi.

- Spokojnie, to tylko ja.- rzuciła Johanna machając niedbale dłonią. Siada na moim łóżku, przesuwając ręką wzdłuż aksamitnej pościeli.- Nieźle są urządzone. Jak zawsze.

- Ta…- przeciągam. Opadam ponownie na łóżko wypuszczając powietrze. Zakładam dłonie za głowę i patrzę tępo w zielony sufit.

- Zamierzasz tak leżeć i czekać na niego przez cały wieczór? Nie oszukuj się, już nie zaśniesz.- mruknęła patrząc na coś co raczej wolałabym nie zauważyć.

- O nie. Na pewno nie.- zarzekam się zauważając do czego zmierza.

- Weź przestań. Nic nam nie będzie.- mówi podchodząc do barku z alkoholem. Nie zauważyłam go wcześniej, a Johanna była dużo bardziej spostrzegawcza jak na tą chwilę ode mnie. Wyciągnęła z szafki dwie długie lampki wykonane specjalnie dla wina. Korkociągiem odblokowała dostęp do czerwonego napoju. Popatrzyła na mnie uśmiechając się i zapełniła kryształowe naczynia do połowy. Podała mi jeden z nich.

- No to wymyślmy sobie jakiś ekstra toast.- zaproponowała przypatrując się winu. – Za rozrywkę?

- Od razu za Kapitol i Paylor.- prycham.

- Tak też może być.- oznajmiła unosząc kieliszek do góry. Podążyłam za nią i uśmiechnęłam się biorąc mały łyk. Czerwona substancja przepłynęła gładko przez mój przełyk pozostawiając przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Sam zapach wina pałaszuje moje zmysły, a co dopiero jego działanie.

- Myślisz, że to Tournée zakończy szalę głupot, które nadal musimy robić?

- Żartujesz? To się zaczyna. Mdli mnie jak sobie pomyślę, że to Paylor teraz będzie o wszystkim decydować.- odpowiedziała przedrzeźniająco Johanna.

- Dlaczego?- pytam znów przechylając głowę na bok.

- Dlatego, że wszyscy którzy mieli udział w tej wojnie nie będą umieli zrobić coś normalnie. Każdy z nas ma nierówno. Co dopiero Paylor, która dzięki tobie teraz jest pewna tak jak była Coin.- westchnęła dopijając do końca wino z jej naczynia. Biorę kolejny łyk, staram się robić to powoli, delektuję się jego smakiem i zatrzymuję w sobie to co mi powiedziała Johanna. Zastanawiam się jeszcze przez chwilę. Ona jak zawsze ma racje. To ja dałam jej tyle do myślenie pozbawiając życia Coin. Wszyscy to wiedzieli, że tak zrobię, a ja sama nie. Dlaczego nikt nie mógł mi tego powiedzieć? Wszystko to jest takie dziwne. Paylor rzeczywiście musiała wiedzieć, że to ona wygra. Miała naprawdę znakomite zasługi dla Panem, co wiązało ją ze zwycięstwem. Tylko Kapitol nigdy nie wie czego chce. Oni ciągle chcą rozrywki, pieniędzy i kogoś na kogo będą mogli je wydawać. Boję się myśleć o tym co będzie po Tournée i zrobi się cieplej, a wtedy gdy już przyjdzie pora na dożynki i ten ciepły okres nie powitają z igrzyskami…

Od wina zaczęło kręcić mi się w głowie po jakimś czasie opróżniania butelki, co na moje nieszczęście skończyło się na dwóch. Położyłam się aby choć trochę zredukować mdłości, ale to na nic. Johanna wyszła jakieś piętnaście minut temu, bo ona też nie jest w najlepszym stanie i postanowiłyśmy to skończyć. Jest przed drugą w nocy, a Peeta nadal nie przyszedł. Chyba dzisiaj będę zmuszona spać sama. Zamykam oczy, ale od razu poczułam, że to zły pomysł. Zaczęło kręcić mi się w głowie jeszcze bardziej. Wstaję ciężko z łóżka i podpieram się ściany łapiąc się za brzuch. Nienawidzę tego migającego uczucia bólu i narastającego posiłku z dzisiaj w gardle. Kroczę powoli w stronę łazienki. Mam nadzieję, że Peeta nie zobaczy mnie w takim stanie. Karcę się za to w myślach i zamykam za sobą drzwi od łazienki. Otwieram deskę od sedesu i klękam na ziemi. Podpieram czoło dłońmi rozstawionymi naprzeciwlegle na łokciach. Już dawno nie byłam w tak żenującej sytuacji, ale mogłam się domyślić że właśnie tak to się skończy. Słyszę głośne nawoływanie mojego imienia z sypialni. Zapalone światło w łazience za kilka sekund zdemaskuje moje położenie. Nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa, bo gdy tylko otworzę usta…

- Katniss.- powiedział przerażony Peeta natychmiast obok mnie klękając. Odpycham go ręką i pokazuję mu aby wyszedł. On jednak nie pójdzie na to. Poszedł po coś do sypialni i za chwilę powrócił ze szklanką. Napełnił ją wodą i mi podał.- Wypij, proszę. Dobrze ci zrobi.

Pokręciłam przecząco głową i pokazałam aby położył ją na ziemi. Peeta zaczął delikatnie gładzić mnie po plecach i odgarnął mi włosy z twarzy. Nic nie mówi, wiem tylko że jest pewnie na mnie wściekły. Dostrzegam to w jego spojrzeniu, co prawda jest pełne troski i zmartwienia, ale to za to przerażenie jutro mi się oberwie.

- Domyśliłem się gdy Johanna nagle zniknęła mi z salonu, ale jezu…- przerwał łapiąc oddech i kontynuował.- Nie przypuszczałem, że aż tak. Pójdę lepiej po Haymitcha.

- Nawet się nie waż.- warczę i dociera do mnie, że to był bardzo głupi pomysł. Torsje są bardzo nieustępliwe i wszystko pochłania toaleta. Peeta przeciera mi delikatnie twarz, gdy już jest po wszystkim. Wypijam całą zawartość wody, którą mi przyniósł. Wziął mnie lekko pod ramię i poczłapał ze mną do łóżka.

- Nigdy więcej nie wezmę tego do ust.- cedzę przez zaciśnięte zęby.

- Dobrze, że pozbyłaś się tego cholerstwa teraz, jutro byłoby tylko gorzej.- odpowiedział gładząc mnie po policzku.

- Przepraszam.- wyrzucam z siebie chowając głowę w poduszkach.- To było okropne. Przepraszam, że musiałeś na to patrzeć.

- Przestań, jest dobrze.- odpowiedział.- Wszystko dobrze. Miałaś do tego prawo. Widywaliśmy się w gorszych sytuacjach.

- Nie wiem jak Haymitch może to pić przez ten cały czas.- mówię ledwo słyszalnie do poduszek. Mój oddech jest wyjątkowo nieprzyjemny i jeżeli zaraz się go nie pozbędę, to zwymiotuję po raz kolejny.- Peeta muszę iść umyć zęby. Pomożesz mi wstać?

Podniósł mnie i poprowadził do zlewu w połączonej z sypialnią łazience. Podał mi szczoteczkę z pastą i zaczął mi się przypatrywać. Nienawidzę siebie, że musiał na to patrzeć. Szoruję dokładnie zęby z myślą o pozbyciu się tego cholernego smrodu wstępnie strawionego wina. Jutro zapytam się Haymitch’a jak on to robi, że potrafi tak szybko się po wszystkim ogarnąć. Może to doświadczenie mu w tym pomaga. Teraz czuję się okropnie wyczerpana. Kładę się do łóżka i mówię jeszcze do Peety aby zerknął czy z Johanną jest wszystko w porządku, ale już nie dotrwałam do tego gdy powrócił do sypialni, bo skutecznie zasnęłam.

- Wstawajcie.- rzuciła Johanna rzucając dwa szlafroki na nasze łóżko.- Haymitch kazał was zawołać, za dwie godziny będziemy w jedenastce.

- Powiedz mu, że ja osobiście karzę mu się przymknąć.- ryknęłam rzucając poduszką w stronę drzwi. Johanna roześmiała się i odrzuciła poduszkę w moją stronę. Peeta przetarł oczy i spojrzał się na nas jak na niesprawnie umysłowe. Westchnął i mocno się do mnie przytulił.

- Daj spokój. Jutro się wyśpimy, a może i nie.- mruknął mi do ucha. Poczułam, że przez moje plecy przeszedł dreszcz.

- Chcesz mi coś zasugerować?- odpowiadam do niego głosem pełnym pożądania. Peeta tylko zaprzeczył ironicznie głową i podniósł w geście niewinności dłonie.

- A chciałabyś, żebym zasugerował?

- No ja nie wiem.- odpowiadam i łapię jego twarz w dłonie.

- Zaraz zamiast wczoraj zwymiotować, zrobię to dzisiaj. Przysięgam.- syknęła Johanna obracając się.- Macie pięć minut. Potem nie będę was prosić.- skończyła mówić, po czym wyszła.

- Wiedziałam, że to zadziała.- odpowiadam głosem pełnym sukcesu.

- Czyli to była tylko taka gra?- odpowiedział ze smutkiem Peeta. Popatrzyłam na niego krzywo i wplotłam dłoń w jego włosy.

- A co chciałeś, żeby nie była?

- Może…- szepnął obejmując mnie. Wyswobadzam się z jego uścisku i zakładam szlafrok, ponieważ jestem w samej bieliźnie. Peeta musiał mnie wczoraj do snu rozebrać, bo byłam w całym ubraniu. Wchodzę do łazienki i odkręcam kran. Przemywam dokładnie chłodną wodą twarz, która działa na mnie niesamowicie orzeźwiająco. Nakładam trochę pasty na szczoteczkę i zaczynam szorować zęby. Po chwili Peeta również do mnie dołącza, ale robi coś zupełnie innego. Zaczyna nalewać wody do wanny i zsuwa z siebie aksamitny, biały szlafrok. W lustrze dostrzegam jego nagie plecy, ale tylko tyle bo za chwilę widok jego gołej sylwetki umyka mi do wanny. Wzdycham i wypluwam całą zawartość spienionej pasty do zlewu. Płuczę dokładnie usta i wychodzę z łazienki. Naciskam otwierający przycisk do rozsuwania drzwi na korytarz i wychodzę na niego stąpając bosymi stopami po miękkim dywanie. Przewiązuję mocniej szlafrok i dosłownie po kilku sekundach jestem już w salonie. Nawet nie czuć, że jesteśmy w pociągu. Nie przestanę podziwiać tej technologii jaką Kapitol ostatnio zaczął stosować, a to wszystko dzięki dystryktowi trzeciemu i szóstemu we współpracy. Paylor musiała już wcześniej o tym dyskutować z Beetee’m. Szkoda, że nie podyskutowali o tym kiedy otrzyma bezpłatną rehabilitację, aby mógł samodzielnie stanąć na nogi. Siadam przy długim stole i nalewam sobie gorącej herbaty do kubka.

- Effie za chwilę da wam wasze kwestionariusze. Chciałbym, żebyście dokładnie przestudiowali to co dla was napisała wraz z organizatorem Plutarchem.- przecinam go spojrzeniem. Wczoraj wyprowadził mnie z równowagi, postanawiam jednak dokończyć tą rozmowę z nim kiedy indziej.- Bez żadnych numerów. Każdy dystrykt ma dokładnie was zapamiętać. Nie takich postawionych w złym świetle blasku Kapitolu, ale waszej codziennej naturalności. To wy macie sprawić aby chcieli znów zacząć godnie żyć i reprezentować Panem.

- Wow.- Odpowiedziała Johanna klaszcząc w dłonie.- Na pewno w jedenastce. Szczególnie z uwagi na… Rue?

Poczułam ukłucie w sercu. Nie wiem czy dam radę znów wyjść tam na podest aby cokolwiek z siebie wydusić. Na szczęście nie będę musiała już patrzeć na jej obraz, tylko na kogoś, który równie nie zasłużył na śmierć. W tym wypadku będzie to Chaff i Seeder. Zerkam w stronę Haymitcha.

- Jak ty sobie z tym poradzisz?- pytam go bezpośrednio. On kręci głową z dezaprobatą i wbija wzrok w swoje dłonie. Mój mentor będzie musiał zetrzeć się z tym, że równie jak my kogoś stracił. Chaff był przecież jego przyjacielem, tak jak moim była Rue. Haymitch pociąga przez chwilę nosem i nalewa sobie trochę alkoholu do szklanki. Szybkim ruchem strącam ją ze stołu, nadal mam w sobie ten potworny instynkt, którego nigdy nie chciałabym się nauczyć. Mentor boleśnie spojrzał w moje oczy.- Haymitch. Tak sobie nigdy z tym nie poradzisz.

- Chciałbym zapomnieć.- wyrzuca.

- Nie zdołasz. To tak jak ja muszę borykać się ze śmiercią Prim, Finnicka, Rue i innych osób, którzy zginęli przeze mnie, a jakoś muszę sobie z tym poradzić. Ty masz nas Haymitch. Ty dla nas to robisz. Tylko ty potrafisz wykaraskać nas z kłopotów. Jak się napijesz, nie pomożesz nam więcej. Tego chcesz? Żebyśmy schrzanili coś na co gorączkowo pracowałeś przez parę dni?

Mentor patrzy na mnie bezmyślnie mrugając co kilka sekund. Wszyscy zaniemówili, co daje mi potwierdzenie na to, że w końcu powiedziałam coś sensownego. Haymitch przytakuje wreszcie głową i podchodzi do dużego okna w ścianie otaczającej pociąg. Uchyla je i wyrzuca przez nie małą buteleczkę. Zaraz potem kolejną i kolejną…

- To wszystkie. Nie zrobię tego już więcej.- mruknął zamykając okno.

- Miałam cię właśnie rano zapytać, jak ty tak szybko potrafisz się z tego otrząsnąć i to wygrać.

- Nie potrafię.- oznajmił siadając ponownie przy stole.- Nie potrafię z tym wygrać. Umiem to przetrwać.