Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#2 Pocztówka

Opublikowany 2015/08/09

Rozdział miał być wczoraj, ale nieco mi się przeciągnęło ze względu na imieniny dziadka. Ale zapraszam już teraz do czytania :) Mam nadzieję, że wkręcicie się w tą kontynuację! :) Mam zamiar poświęcić na nią bardzo dużo czasu (gorzej z weną, ona nie zawsze chce, ale od czego jest gorący prysznic, lub czekolada haha)! Proszę o komentowanie i miłej lekturki! Rozdziały papierowych miast będą dłuższe co da więcej satysfakcji z czytania ;) // Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Serio Radar, ale nigdy nie przestanie mnie to śmieszyć.- wydusiłem ledwo i wpadłem w nieopanowany śmiech. Radar trącił mnie pięścią w ramię i zmiażdżył wzrokiem.- Auć! Ale no nie ważne, opowiadaj lepiej jak załatwiłeś już sprawę z Angelą jak wróciliśmy.

- Boże, Q nie muszę Ci o tym mówić, nie lubię się nikomu o takich rzeczach specjalnie zwierzać.- jęknął.

- Bla bla bla...- skomentował Ben, jednocześnie Radar przewrócił oczami.

- To opowiesz nam czy będziemy tutaj tak siedzieć aż skończymy po siedemdziesiąt lat i domyślać się jak było?- kontynuowałem.

- No to po prostu jak wróciliśmy, spotkaliśmy się i zabrałem ją na kolację, żeby mikołaje mnie nie zapeszały.- mój śmiech przerwał mu na chwilę.- Mam dalej mówić?

- Tak tak tak.- rzuciłem i zacząłem powstrzymywać się od śmiechu, a było to ogromnie trudne. Zauważyłem, że Ben tak samo ledwo siedzi.

- No i potem poszliśmy do mnie i już dalej poszło samo.

- No nieźle.- gwizdnął Ben.- Czyli horyzonty poszerzone.

- Ben.- wykrztusił Radar, który nagle cały zrobił się czerwony.- Przestań.

- Ha ha, Radar już nie prawiczek.- rechotał nadal Ben, a ja razem z nim.

- Dość.- powiedział zirytowany Radar.

- I weź tu sobie jeszcze podczas tego wszystkiego wyobraź te oczy mikołajów.- zauważył Ben, zaczęliśmy się jeszcze głośniej śmiać, ale nasz kumpel już razem z nami.

- To fakt. Ale nie przeszkodziło to nam za bardzo.- poinformował Radar.

Naszą pogawędkę przerwał telefon Bena.

- Tak królisiu?- odebrał. Po wstępie domyślam się, że to Lacey.

- No to teraz my się z ciebie pośmiejemy.- podsumował Radar, a jego kąciki ust zaczęły się podnosić, ale Ben szybko spojrzał się na niego spode łba i totalnie wyciszył go jednym spojrzeniem. Zacząłem odliczać na palcach, trzy, dwa jeden...

- Dobrze, już idę królisiu.- wyznał Ben i błagalnie się na nas spojrzał. Gdy tylko odłożył słuchawkę zaczęliśmy się we trójkę śmiać. Spędzanie naszego wolnego czasu przeważnie teraz tak wygląda. Minęły już dwa tygodnie wakacji. Całkiem nieźle je wykorzystałem, siedząc w towarzystwie naszej grupki przyjaciół i kilku imprez, oraz na pomaganiu rodzicom i na jednej rzeczy, która nie chce mi umknąć i pewnie jeszcze długo mnie pomęczy. Między innymi- chodzi o Margo. Myślenie o niej jest na tyle przygnębiające, że zacząłem coraz częściej sprawdzać Omniklopedię i szukać nowych wpisów przy papierowych miastach, ale jak dotąd jeszcze nic nie znalazłem. A nawet jak siedzę u siebie w pokoju to sprawdzam, czy nie ma żadnych tajemnych wiadomości "widzimy się niedługo" czy coś takiego. Żadnej takiej oczywiście nie ma i raczej już nigdy nie będzie. Obiecała, że kupi telefon... Przypominam sobie, że obiecałem jej i ja, że napiszę do niej maila, jednak tego nie zrobiłem, bo go nie odczyta. Jestem prawie tego pewny, chociaż mógłbym spróbować, ale w sumie po co mi to i tak to nic nie zmieni. "Margo nie wróci Q, zrozum" ponaglam się. Mózg mówi coś innego, a serce coś jeszcze innego. Ciekawe czy chociaż ze swoją siostrą się skontaktowała. Posiedziałem jeszcze chwilę u Radara i zabrałem się do domu, pewnie też chciał teraz pobyć trochę z Angelą. Przekroczyłem próg drzwi i mama od razu do mnie krzyknęła z salonu.

- Poczta do ciebie.

- Do mnie? Niby kto? - pytam z nutą zaciekawienia w głosie i od razu podchodzę do lady. Łapię za listy i zaczynam przeglądać. Faktycznie do mnie. Rany! Nie mogę uwierzyć, to chyba Margo. Biorę wdech i otwieram kopertę zaadresowaną do mnie wchodząc szybko po schodach. Jednocześnie skupiam się na tym aby się nie wywrócić, ale słabo mi to wyszło bo zaraz na ostatnim stopniu się potknąłem i runąłem z wielkim hukiem na ziemię.

- Kochanie wszystko dobrze?!- krzyknęła mama.

- Tak! Spoko, potknąłem się tylko.- uspokoiłem ją i szybko wparowałem do siebie do pokoju. W kopercie był kawałek papieru i pocztówka. Pocztówka z Nowego Jorku! Boże to Margo! Przekręcam ją szybko i sprawdzam czy coś napisała.

" nowy jork? Szkoda, że nie Możesz tego Zobaczyć. Pewnie powiedziałbyś, że Jest pięknie. słaba Definicja jak na Takie miasto." Podpisane dużą literą M. Serce zaczęło walić mi tak mocno, że aż przestraszyłem się że wypadnie mi z klatki. Usiadłem na łóżko aby się trochę uspokoić. Położyłem pocztówkę obok siebie i wziąłem kawałek małej pomiętolonej kartki. " ohio" było tylko tyle na niej napisane. Więc tutaj chyba wskazała gdzie odbędzie kolejną podróż. Chciałbym do niej napisać, może jeszcze zdołam ją przekonać. Odpalam pocztę i zaczynam wystukiwać na klawiaturze kilka słów. Patrze się maniakalnie w monitor, ale zaraz dociera do mnie, że to nic nie da. Nie mogę być nią, ani ona mną. To tak nie działa. Musiałbym być innym Q. Kasuję to co zdążyłem napisać i wyłączam pocztę. Może to już tak będzie wyglądać zawsze, że będę dostawać tylko pocztówki, do pewnego momentu, aż Margo się to znudzi, bo ja stchórzyłem i nic jej nie wyślę. Dlaczego? Bo nigdzie nie będę podróżować. Smutna prawda, ale przecież tak zdecydowałem. Może to był błąd i kiedyś za parę lat tego pożałuję, ale przecież nie mogę tego wszystkiego rzucić i pojechać za Margo ( co prawda miłością mojego życia) bo tak. To nie jest moja bajka. Chyba trzymają mnie
kumple, rodzina, a przede wszystkim ta głupia rutyna. Nic już nie zmienię. Chociaż, może i tak nie mam nic
 do stracenia. A może akurat Margo się ucieszy, jak przeczyta maila ode mnie. W sumie to jest bardzo dobry pomysł, więc ponownie loguję się na pocztę i zaczynam.

"Margo!

Zacznę od tego, że nie napisałem do Ciebie maila od razu jak wróciłem do domu. Nie myślałem, że będziesz chciała naprawdę dalej ze mną utrzymywać kontakt. Po drugie- dziękuję za pocztówkę, sama dobrze wiesz, że ja Ci takiej superanckiej nie wyślę, bo Jefferson Park nie jest za bardzo ciekawy. Zawiewa nudą, ale co zrobić. Nie ma komu już numerów odwalić. Bez Ciebie to nie to samo.

Ohio powiadasz? Baw się dobrze i nie zapomnij mi koniecznie wysłać też stamtąd takowej.

Co teraz czytasz? Poezja? Może coś innego?

Ciekawski Bohater Q.

P.s. Podaj mi numer twojego telefonu to może omówimy sprawę spotkania pod koniec wakacji."

Zastanawiam się jeszcze chwilę nad naciśnięciem przycisku wyślij. Nakierowuję kursor i przyciskam. Poszło. No ale już jestem pewny, że mi na niego nie odpowie. Przez myśl przeszło mi jeszcze raz po co to zrobiłeś, ale utwierdzam się że to dobra myśl z tym mailem. Chociaż przez jakiś czas jeszcze będę mógł z nią porozmawiać. Tak mi jej brakuje... Co prawda przez szkołę średnią nawet nie rozmawialiśmy, ale ten jeden wieczór, potem ta podróż, wyznania Margo... To wszystko diametralnie zmieniło moje myślenie, a raczej w środku mnie popękało kilka tych strun. Może kiedyś, zmienię się na tyle że nie będę mógł siebie poznać i... I może zrobię coś całkiem głupiego, czego będę żałował, ale nigdy o tym nie zapomnę. Tak jak pokazała mi to Margo. Zrywam się od komputera i wykręcam numer do Bena.

- Hal..- nie zdążył powiedzieć, a ja od razu cały jeszcze w nerwach zacząłem szybko opowiadać.

- STARY! MARGO! NAPISAŁA DO MNIE!- wrzasnąłem jak jakaś nastolatka, sam nie wiem czemu ale nie mogę nadal uwierzyć. Może ona mnie kocha. Może wróci. Może.

- Jak to do ciebie napisała? Co napisała, gdzie jest? Wraca?- pisnęła Lacey, która chyba wyrwała Benowi słuchawkę.

- No, raczej nie nie nie. Nie wraca, wysłała mi pocztówkę z Nowego Jorku.- tłumaczyłem szybko.- I chyba dalszą jej trasę, Ohio jak myślę. Może faktycznie jeszcze uda mi się ją przekonać pod koniec wakacji. Napisałem do niej maila. Oby odpisała.

- O rany.- rzuciła Lacey.- Mówiłeś Radarowi?

- Jeszcze nie. Ale wiesz nie chce mu przeszkadzać, bo on chyba jest z Angelą.- stwierdziłem.

- Okej, jakby tylko odpisała na maila to dzwoń.

- Dobra.- przytaknąłem.- Racja. Narka Lace.- rozłączyłem i odpaliłem czat na komputerze.

QODRODZENIE: Margo napisała.

OMNIKLOPEDYSTA96: Co Ci napisała?! To coś na Omniklopedii? Coś mnie ominęło?

QODRODZENIE: Wysłała mi pocztówkę i jakąś kartkę. To raczej wyznaczona trasa do Ohio.

OMNIKLOPEDYSTA96: I co teraz tam chcesz jechać? Q?!

QODRODZENIE: Nie, ale wpadłem na pomysł, miałem napisać do niej maila i tak zrobiłem. Może ją przekonam.

OMNIKLOPEDYSTA96: Uff już myślałem, że Ci odbiło i będziesz mnie namawiał żebym pojechał z tobą do Ohio. Próbuj, próbuj w taki sposób. Dobra ja spadam. Wychodzimy z Angelą. TYM RAZEM NIE BĘDZIE MIKOŁAJÓW.

Radar się odłączył i pozostałem sam. Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. Chyba dzisiaj nie zasnę, może jeszcze jest szansa na to aby przekonać Margo. Zupełnie nie wiem jak, ale spróbować mogę.