Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Kontynuacja Igrzysk Śmierci

Jeżeli czujesz, że zakończenie mocno cię rozczarowało i nadal masz ochotę czytać o życiu Katniss i Peety to właśnie tutaj jest twoje miejsce.

Katniss nadal musi zmierzać się z przeciwnościami losu i osobami, które przeszkadzają jej do prowadzenia spokojnego życia.

Czy uda jej się zaznać w końcu błogiego życia zwycięzcy?

 

O blogu

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach igrzysk, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Postanowiłam założyć go, aby spróbować dokończyć historię, która siedzi mi w głowie.

Nie zapomnij zostawić po sobie komentarza! Miłego czytania.

#3 Milkshake

Opublikowany 2015/08/17

Zapraszam do czytania kolejnego rozdziału i wszelkich wskazówek w poszukiwaniu samego siebie u Quentina. Proszę o komentarze. O kolejnych rozdziałach zawsze daję informacje na facebooku :) //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak jak myślałem, minął kolejny tydzień, a Margo nie odpisała niestety na mojego maila. Z resztą nie dziwię się jej, był jak dla mnie zbyt żałosny. Przecież jeśli nawet, to co ja się łudzę, że się uda. Tak postanowione było, to ja tak zdecydowałem. Mogłem pojechać z nią, a teraz siedzę i użalam się nad sobą.

Trzymam w dłoniach trochę już pogiętą pocztówkę z Nowego Jorku i przyglądam się jej uważnie jak każdego wieczoru. Nic specjalnego na niej nie ma oprócz Statuy Wolności i wielkiego miasta na tle Empire State Building. Biorę pinezkę i przyczepiam do ściany nad moim łóżkiem razem z kartką na której jest napisane „Ohio”. Włączam komputer i wpisuję w wyszukiwarce stan Ohio. Ciekawe ile papierowych miast tam zwiedziła. Beze mnie. Przełączam na drugą kartę Omniklopedię i wpisuję hasło „papierowe miasta”. Ku moim oczom ukazuje się wpis „W Shiloh Mają dobre Milkshake.” Za pewne jest gdzieś obok tego miasta, lub w którymś opuszczonym. Może niedługo doczekam się od niej kolejnej pocztówki z wskazówką jej nowego celu podróży. Przewijam stronę z powrotem do góry i czytam na temat Shiloh. Sprawdzam ostatnio dodane wpisy i zauważam, że zostało zaktualizowane zdjęcie małego miasteczka. Podobne całkiem do Jefferson Park. Ale wpatruję się w budynek na, którym widzę graffiti? Nie wiem co to jest, ale wydaję mi się że to jest niebieski spray. Mrugam jeszcze kilka razy do ekranu jakby miało mi to pomóc wyostrzyć wzrok i dostrzegam, że to nie jest graffiti a raczej cyfry. To jest.. NUMER! Tak to jej numer. Szybko łapię za kartkę papieru i zapisuję numer. A co jeżeli to nie napisała Margo? Co prawda trudno się zorientować, że to zostało napisane nie dawno, ale to chyba musi być to skoro zostało zaktualizowane, a wcześniej dokładnie wszystko sprawdzałem. Zadzwonię jednak do Radara się upewnić, aby pokazał mi stare zdjęcie które tam było.

- Co jest Q?- spytał.

- Jesteś może teraz przy komputerze?- powiedziałem nadal przyglądając się zdjęciu.

- No mogę być, a o co chodzi?

- Wpisz w Omniklopedii papierowe miasta. Wyskoczy Ci tam wpis Margo na temat miasta Shiloh.- poinstruowałem go.

- No dobra mam. Ty ktoś zmienił zdjęcie miasta nie dawno.- oznajmił zdumiony.

- Właśnie i o to mi chodzi. Jakbyś mógł sprawdzić kiedy zostało zaktualizowane.

- Nie ma problemu.- po chwili ciszy w słuchawce zaczął mówić znów.- W tym tygodniu Q.- mruknął.

- Dobra dzięki.- uciąłem.- Co dzisiaj robicie z Benem?

- No wybieramy się na imprezę do Lacey, pamiętasz wtedy co po całej podróży i te piwa?- przypomniał Radar.

- No to robicie u niej jednak?- domyśliłem się i przewróciłem oczami.

- Ta. Lace jeszcze do Ciebie nie dzwoniła?- zapytał.

- Nie.- zaprzeczyłem.- Dobra Radar jak się odezwie to może wpadnę, teraz mam trochę do załatwienia. Narka.- rozłączyłem się i pozamykałem karty na Omniklopedii. Wystukałem numer w telefonie, który ma być tym „szczęśliwym”, nabrałem głęboki wdech i zadzwoniłem. Po kilku sygnałach ktoś odebrał. Niezaprzeczalnie jest to Margo. Tak dawno już nie słyszałem jej głosu, że wmurowało mnie na parę sekund.

- Halo? Quentin? To ty?- mówi spokojnie Margo.

- To naprawdę ty.- rzuciłem nadal nie dowierzając.- Dostałaś mojego maila?

- Yhym. Nie miałam czasu odpisać, sory. Kiepsko tutaj z internetem.- wyznała.

- Co u Ruthie?- nie miałem z nią okazji rozmawiać i zapytać się jej jak się z tym czuje, że siostra jest gdzieś na drugim końcu kraju, więc pytam o to Margo.

- Mmmm, dobrze a jak ma być. Tęskni za mną, a to nie wróży za dobrze. Pewnie kiedyś ją zabiorę ze sobą jak będzie chciała.

- Zwariowałaś? Ona nie jest taka jak ty.- wykrztusiłem i dotarło do mnie, że tak naprawdę nie powinno mnie to obchodzić, ale skoro ona będzie chciała ją zabrać, to będzie musiała przyjechać tutaj. Do Jefferson Park.

- No i co, jedna wycieczka i odstawię ją do domu. Tak jak było z tobą.- powiedziała szelmowsko i wypuściła powietrze.- Jak zwykle bohater nie bohater Q.- droczy się ze mną.

- Nie przesadzajmy, przecież nie odstawiałaś mnie do domu, sam tego chciałem. Nie potrafię prowadzić takiego życia jak ty.- stwierdziłem.- Będzie jakaś szansa, żebym się z tobą mógł spotkać przed końcem wakacji zanim rozpocznę studia?

- Rany ale to musi być do kitu. Szkoda, że nie zdecydowałeś się pojechać ze mną. Widocznie byłam za słabo przekonująca.- rzekła.

- Możliwe.- zaśmiałem się cicho.. Na pewno usłyszała moje pytanie, nie muszę jej powtarzać tego dwa razy, to byłoby głupie.

- Wiesz Q... To będzie trudne, ale będziemy w kontakcie. Pozdrów ode mnie Lace.- podkreśliła.- A i jeszcze jedno, zaczęłam znowu pisać. Musiałam, po prostu czasami miałam za dużo myśli. Brakuję mi tutaj też kogoś z kim mogłabym porozmawiać, ale przypominam sobie że tak musi być, ale zawsze można cię zaintrygować.

- No tak.- potwierdziłem. Oczywiście cała intryga należy do mnie i tu pewnie chodzi o wpisy na Omniklopedii, czy o samo wysyłanie pocztówek. Jestem ciekawy ile uda mi się jeszcze ich nagromadzić.

- Cześć.- powiedziała nadal się nie rozłączając. Pozostaliśmy jeszcze przez chwilę zawieszeni na telefonach w tej niepokojącej ciszy, aż dostałem powiadomienie, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Tak ciężko jest mi się z nią żegnać. Nie wiem kiedy znów będę miał okazję z nią normalnie porozmawiać. Rozłączyłem Margo i od razu odebrałem drugi telefon od Lace. Faktycznie było to potwierdzeniem o imprezie. Nie mam co robić, więc pójdę.

Założyłem luźną koszulę, spodnie i wyszedłem. Zerknąłem na mojego minivana, który jest nadal tak brudny, że aż w oczy razi. Do tego cały obrysowany bok i wszystko śmierdzące piwem. Dobrze, że moim rodzicom nie zachciało się nigdzie nim jeździć, bo byłoby to dla nich najgorsze dziesięć minut w ich całym życiu. Odpaliłem silnik i ruszyłem spod domu prosto do dziewczyny Bena. Ten to jest dopiero szczęściarzem. Ma normalną dziewczynę, która nie jest teraz gdzieś w kraju i zwiedza sobie świat. Świetnie. Lacey przytuliła mnie lekko na przywitanie i wręczyła kubek z żółtą cieczą. Wykrzywiłem twarz w porozumieniu, ale co mi tam. Przełknąłem trochę i odłożyłem na bok. Na całej parceli było mnóstwo osób, pewnie większość nawet nie była zaproszona, ale wbili się razem z innymi. Między innymi chodzi o Jase'a Worthington'a, którzy zmierzył mnie wzrokiem. Zmarszczyłem brew i zauważyłem, że zaczął zmierzać w moim kierunku. Zacząłem się łobuzersko uśmiechać do niego, ale on nawet nie zareagował.

- No Q. To gdzie masz tą twoją cudowną Margo?- szepnął i zaczął pić piwo z butelki. Nie jest to ani trochę jego sprawa, ale nawet nic mi nie może zrobić ze względu na zdjęcie, także mogę zamienić z nim słowo.

- Nie twój interes.- warknąłem.- To chyba nie była najlepsza decyzja, żebyś tu przychodził.

- Hmm, to moja sprawa. A co? Margo zostawiła cię? Oj jak mi przykro. Zawsze myślałem, że jest dziwna, ale wiesz Bekka była lepsza.- mruknął i zaczął się szyderczo śmiać. Odwzajemniłem uśmiech i odszedłem od niego. Powstrzymałem się od wymierzenia mu ciosu, to by było gówniarskie, a nie potrzebne mi na koncie takie kłopoty. A Margo też tutaj nie ma, więc nawet jak ja chciałbym brać się za zemstę to nie wyszłoby mi to. A co gdyby właśnie tutaj przyszła? Udowodnił bym wszystkim, jaka była prawda. Wszyscy pewnie uważają mnie tutaj za takiego samego kretyna jakim byłem, ale moi przyjaciele mi wystarczą. Usiadłem pod ścianą i zacząłem przyglądać się tańczącemu Radarowi z Angelą. Chwilę później podeszła do mnie Lace i pociągnęła mnie za rękę.

- No chodź. Nie ma sensu dalej się załamywać.- starała się przekrzyczeć muzykę. Ma rację, więc zacząłem tańczyć razem z nimi. Myślenie dalsze o tym wszystkim to marnowanie czasu, a po za tym przecież są wakacje. Ominął mnie bal, a taka okazja już się nie przydarzy.

Skończyło się na tym, że przebudziłem się na kanapie. Otworzyłem szerzej oczy, co przyszło mi z okropnym trudem. Czułem, że kręci mi się w głowie. Myślałem, że moje czoło zaraz pęknie. Spojrzałem na salon i zobaczyłem śpiącego przy ścianie Bena, oraz obok niego Lacey. Do pokoju ktoś wszedł, przez chwilę pomyślałem, że to Margo, bo obraz strasznie mi się zlewał, aż się poderwałem ale potknąłem się i upadłem z powrotem, tylko że tym razem na ziemię. Jak tak wygląda upicie się to ja dziękuję, większość pamiętam, ale ile wypiłem nie za bardzo. Zaraz po tym jak wypiłem te jedno piwo dostałem kolejne, kolejne i kolejne... Otrząsnąłem się i usiadłem. "Nigdy więcej" pomyślałem i odkaszlnąłem.

- Stary, podrzucę cię do domu.- powiedział Radar, chyba nie pił skoro mi proponuje więc zacząłem grzebać w kieszeni w poszukiwaniu kluczyków. Wyciągnąłem je i podałem mu. Chwycił mnie za ramię i szybko podniósł. Mam nadzieję, że rodziców nie ma teraz w domu, bo nie byliby zadowoleni.

Na moje szczęście nikogo nie ma, więc przemknąłem przez pusty dom prosto do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Ściągnąłem ze ściany jeszcze raz pocztówkę i pomyślałem, żeby zadzwonić do Margo. Chciałbym teraz z nią być. "Pojedź do niej!" krzyczała moja podświadomość, ale szybko się rozmyśliłem i odłożyłem go na bok. Może lepiej jak się teraz trochę zdrzemnę, a później o niej pomyślę. Wolałbym nie robić czegoś głupiego aby potem nie żałować.

Obudziłem się około godziny czternastej i wziąłem szybki prysznic. Moja głowa nadal nie dawała mi spokoju, ale chyba powinno mi niedługo przejść. Miałem kilka nieodebranych połączeń i jednego sms'a. Oczywiście od mamy, która kazała mi pojechać do miasta, żebym sobie coś kupił do jedzenia, bo wrócą późnym wieczorem. Postanowiłem, że mam jeszcze trochę czasu więc podjechałem do SunTrust, ale nie mogłem wejść do środka bez Margo, bo ponownie potraktowaliby mnie jak dzieciaka. Popatrzyłem na nie z dołu, co wywołało uśmiech na mojej twarzy na wspomnienie i pojechałem dalej.